Rok 2016 może upłynąć pod znakiem zmian w zasadach wypłacania minimalnej płacy. Sztandarowym pomysłem rządu w tym zakresie jest wprowadzenie najniższej, 12-złotowej stawki dla zleceniobiorców wynagrodzanych godzinowo.

– Chciałabym, żeby to rozwiązanie zaczęło obowiązywać w drugiej połowie obecnego roku – zapowiedziała Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej.

Rząd postuluje także m.in. zlikwidowanie zróżnicowania płacy minimalnej ze względu na staż pracy oraz powrót do prac nad propozycjami zawartymi w obywatelskim projekcie zmiany zasad jej ustalania zgłoszonym przez NSZZ „Solidarność” (w 2011 r.). Zakłada on, że najniższe wynagrodzenie ma osiągnąć pułap połowy tego przeciętnego.

Pół na pół

Nietrudno się domyślić, że propracownicze propozycje zgłaszane przez rząd popierają związki zawodowe. – Każda zmiana, która zakłada podwyższenie minimalnego wynagrodzenia i objęcie nim zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych, jest pożądana i konieczna ze względu na sytuację na rynku pracy – uważa Norbert Kusiak, dyrektor wydziału polityki gospodarczej i funduszy strukturalnych OPZZ.

Wskazuje, że w przypadku minimalnej stawki godzinowej istotny będzie jednak sposób wprowadzenia takiego rozwiązania. – OPZZ postuluje, aby wynosiła ona 15 zł, a nie 12 zł. W Radzie Dialogu Społecznego (RDS) musimy także zastanowić się nad tym, w jaki sposób należy ograniczyć możliwość obchodzenia takiego rozwiązania – dodaje.

Płaca minimalna w Polsce

Płaca minimalna w Polsce

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

W praktyce, jeśli najniższa stawka obejmie tylko zleceniobiorców wynagradzanych godzinowo, to firmy mogą wypłacać im pensję np. tygodniową lub miesięczną. Unikną w ten sposób konieczności płacenia minimum 12 zł za godzinę. Dyskusja w sprawie godzinowej stawki nie będzie jednak prosta. Pracodawcy są przeciwni jej wprowadzeniu, bo ich zdaniem jest to niedopuszczalna w stosunkach cywilnoprawnych ingerencja w swobodę zawierania umów. Nieco łagodniejsze stanowisko przyjmują za to w kwestii podwyższenia minimalnej płacy obowiązującej osoby rozpoczynające karierę zawodową. W pierwszym roku pracy zatrudnionym przysługuje obecnie 80 proc. najniższej pensji (1480 zł w 2016 r.), a nie 100 proc. (1850 zł w 2016 r.). Stanisław Szwed, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej, w wywiadzie dla DGP zapowiedział likwidację takiego zróżnicowania (wszystkim pracownikom przysługiwałoby minimalne wynagrodzenie w wysokości 100 proc.).

– Taka zmiana nie powodowałaby szczególnych problemów dla pracodawców, ale może utrudnić znalezienie legalnej pracy osobom młodym, zamieszkałym w regionach o wysokim bezrobociu – tłumaczy Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan.

Podkreśla, że osoba, która rozpoczyna pracę, jest mniej produktywna od osoby z doświadczeniem zawodowym. – Jednocześnie nie zgłaszano sygnałów, aby pracodawcy nadużywali zróżnicowania płacy minimalnej, np. aby stosowali niższą stawkę dłużej, niż to wynika z przepisów. Zmiana nie odpowiada więc na potrzeby rynku pracy, a niektórym osobom może zmniejszać szanse na znalezienie etatu – dodaje.

Inaczej tę propozycję oceniają związki. – Zrównanie wysokości płacy minimalnej jest jak najbardziej prawidłowe. Obecne przepisy w tym zakresie są – moim zdaniem – niekonstytucyjne, bo prowadzą do nierównego traktowania osób, które mają takie same uprawnienia i obowiązki – tłumaczy Norbert Kusiak.

Powrót do przeszłości

Partnerzy społeczni odmiennie oceniają także rządowe propozycję powrotu do prac nad pomysłami zawartymi w obywatelskim projekcie nowelizacji ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę przygotowanym przez NSZZ „Solidarność”. Trafił on do Sejmu w 2011 r., ale nie zyskał poparcia posłów i nie został uchwalony. Zakładał, że jeśli roczny wzrost PKB przekroczyłby 3 lub 4 proc., szybciej rosłaby też minimalna płaca. Jeśli zaś byłby niższy, stosowany miał być dotychczasowy sposób ustalania najniższego wynagrodzenia (wówczas – na podstawie negocjacji w Komisji Trójstronnej; obecnie w ramach RDS). Celem tych propozycji było doprowadzenie do tego, aby minimalna pensja stanowiła co najmniej połowę tej przeciętnej.

– Na forum RDS możemy też rozmawiać o projekcie przygotowanym w tym samym czasie przez OPZZ, który zakładał stopniowy wzrost najniższego wynagrodzenia aż do poziomu 50 proc. przeciętnej płacy. Sądzę, że łatwiej byłoby go wprowadzić – zauważa Norbert Kusiak.

Przeciwni takim pomysłom będą jednak pracodawcy.

– Bardzo szybki wzrost płacy minimalnej mógłby powodować negatywne i trwałe skutki na rynku pracy. Jego tempo nie powinno zależeć tylko od PKB, lecz także od wzrostu produktywności pracy – podsumowuje Grzegorz Baczewski.