statystyki

2 tys. zł pensji. Później mieszkanie. Czy młodzi naprawdę są roszczeniowi?

autor: Anna Wittenberg31.07.2015, 11:10; Aktualizacja: 31.07.2015, 11:22
Własne mieszkanie przez długie lata pozostaje więc dla młodych tylko w sferze marzeń – 70 proc. osób w wieku 18–30 lat mieszka jeszcze z rodzicami.

Własne mieszkanie przez długie lata pozostaje więc dla młodych tylko w sferze marzeń – 70 proc. osób w wieku 18–30 lat mieszka jeszcze z rodzicami.źródło: ShutterStock

2 tys. zł pensji. Później mieszkanie, tydzień wakacji w roku. Czasem samochód. O tym marzą młodzi wkraczający właśnie na rynek pracy. To wystarczy, by przypiąć im łatkę roszczeniowych

Reklama


Reklama


Przychodzi do mnie absolwent na rozmowę kwalifikacyjną. Nie ma żadnego doświadczenia, a już na wstępie żąda pensji, jaką zarabiają u mnie specjaliści – skarży się szef młodej firmy z branży nowych technologii. I zaczyna gardłować. O tym, że on zaczynał od pracy za darmo, że firmy nie stać na takie wydatki, że każdy ze znajomych przedsiębiorców był już w takiej sytuacji.

Aspiracje młodych obrosły legendą. Jednak takiemu wizerunkowi ostatnio ostro sprzeciwił się prezes banku centralnego Marek Belka. – Prowadzimy w NBP badania rynku pracy. Jedna z informacji mnie ścięła z nóg – mówił na antenie radia TOK FM. – Okazuje się, że średnie aspiracje przeciętnego absolwenta polskiej uczelni wyższej to 2 tys. zł na rękę. Dziękuję bardzo – skwitował.

Choć Belka jest jednym z pierwszych ekonomistów, którzy zauważyli problem, to i badania, i sami młodzi mówią o nim od dawna.

Bez szału

Igę Pikul łapię, gdy wychodzi z dziekanatu Wydziału Geodezji i Ochrony Środowiska krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Niewysoka, rudowłosa, uśmiechnięta. Właśnie obroniła pracę magisterską, przyszła na uczelnię po zaświadczenie o otrzymanej ocenie (bo na dyplom trzeba jeszcze poczekać). Co myśli o swojej przyszłości? – Chciałabym się dostać na studia doktoranckie. Na AGH stypendium wynosi 1347 zł. Może bez szału, ale w pierwszej pracy nie byłoby lepiej – przekonuje. – Człowiek liczy się z tym, że na dzień dobry nigdy nie dostanie 5 tys. – mówi, ale szybko się poprawia. – Może w Warszawie. Bo w Krakowie na pewno nie.

Iga nie ma marzeń o szybkich milionach. Za zarobione pieniądze chciałaby móc opłacić wynajem pokoju („Bo przecież nie mieszkania!”), przeznaczyć 500–600 zł na wydatki i wyjechać na jeden weekend w miesiącu w polskie góry. I jeszcze odłożyć jakąś drobną kwotę na czarną godzinę. – Czyli 2 tys. zł to byłoby w sam raz – ocenia. Co w przyszłości? Też bez szaleństw. – Fajnie byłoby mieć dobre auto, wybudowany dom lub mieszkanie. Nie chciałabym na całość brać kredytu, żeby nie być związana z bankiem na 50 lat – wylicza.

Deklaracje Igi pokrywają się z badaniami NBP, o których opowiadał Marek Belka. Według nich młodzi, którzy nie znaleźli jeszcze pracy, nie odstają zbytnio od bezrobotnych. Chcieliby zarabiać ok. 2 tys. zł. W dodatku „osoby młode skłonne byłyby pracować za kwotę netto niższą niż obecnie pracujący o takich samych charakterystykach” – czytam w „Badaniu ankietowym rynku pracy”, raporcie opracowanym przez Instytut Rynku Pracy przy NBP. Oczekiwania bezrobotnych są o prawie 10 proc. niższe niż stawki rynkowe. Statystycznie większe oczekiwania mają młodzi mężczyźni, różnica między absolwentem a jego koleżanką wynosi ok. 500 zł. Najniżej wyceniają się ci, którzy jeszcze nigdy nie pracowali.

Liczby przekładają się na rzeczywistość. Jak wynika z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń firmy Sedlak & Sedlak, mediana wynagrodzeń pracowników w pierwszym roku pracy wyniosła 2,1 tys. zł. Grupa 10 proc. osób zarabiających najwięcej otrzymywała pensje przekraczające 3,5 tys. zł, zaś pensja 10 proc. najmniej zarabiających wynosiła 1,4 tys. zł (i mniej). Na najwyższą pensję mogą liczyć ci, którzy kończą studia z dyplomem inżyniera – mediana wynagrodzeń w tej grupie to 2,5 tys. zł, najgorsze perspektywy mają ci, którzy w dorosłość weszli z wykształceniem podstawowym. Najlepiej opłacaną branżą dla debiutujących na rynku pracy było IT – młodzi pracownicy mogą liczyć na 2,5 tys. zł.

Zderzenie z rzeczywistością jest najbardziej bolesne, kiedy do pensji przyłożymy ceny, jakie w największych miastach trzeba zapłacić za kupno dwupokojowego mieszkania. Jak wynika z danych portalu Domy.pl, mediana cen ofertowych w Warszawie wynosi 7,9 tys. zł za 1 mkw. W kolejnym w zestawieniu Krakowie metr kosztuje 6,5 tys. zł. W takich miastach jak Poznań, Wrocław czy Gdańsk deweloperzy chcą przeciętnie od 5,3 do 5,6 tys. zł za metr. 4 tys. zł trzeba zapłacić w Katowicach, Łodzi czy Bydgoszczy.

Własne mieszkanie przez długie lata pozostaje więc dla młodych tylko w sferze marzeń – 70 proc. osób w wieku 18–30 lat mieszka jeszcze z rodzicami. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Millward Brown na zlecenie Krajowego Rejestru Długów, w grupie wiekowej 24–35 lat odsetek ten spada do 43 proc. To nadal kiepski wynik. Dla porównania: w Niemczech ten wskaźnik wynosi 17 proc., a w Danii – niecałe 2 proc.

Nie jabłuszka

Iza Jachimczyk w przyszłości chciałaby zarabiać tyle, żeby nie musiała brać pieniędzy od rodziców. Teraz mama (nauczycielka) oraz ojciec (rolnik) z mazowieckiego Wolkowego dopłacają jej do wynajmu mieszkania w stolicy. Bez tego Iza nie dałaby rady, choć pracuje na pół etatu w małej firmie z branży teleinformacyjnej.

– Wszystkiego się uczę, bo to moja pierwsza poważna praca. Nie mogę więc oczekiwać, że będę zbijać kokosy – ocenia. Po studiach magisterskich ma jednak nadzieję na zdobycie posady, która pozwoli jej utrzymać się na przyzwoitej stopie. Co to dla niej znaczy? – Chcę wynająć mieszkanie, mieć pieniądze na jedzenie, raz na jakiś czas na rozrywkę. Chciałabym raz w roku wyjechać na wakacje. Raczej nad polskie morze i nie w sezonie. O urlopie za granicą na razie nie myślę, bo po studiach na pewno nie będę zarabiać tyle, by sobie na to pozwolić – ocenia. I wylicza dalej: – Pewnie laptop i telefon, ale nie jabłuszka. Trochę oszczędności.

Dwa lata temu dokładne badania aspiracji swoich mieszkańców przeprowadziło województwo dolnośląskie. W każdej badanej grupie wiekowej priorytetem była rodzina. Praca była na miejscu drugim, pieniądze – na trzecim. Młodzi Dolnoślązacy nie mają wielkich potrzeb. Dwóch na trzech badanych zamierza mieć w przyszłości samochód. Model tym lepszy, im młodsza osoba odpowiadała. Licealiści rzucali badaczom kolejne marki. Osoby kończące studia po prostu mówiły o sprawnym aucie. Najrzadziej o samochodzie marzyli studenci przedmiotów humanistycznych.

Drugą najważniejszą potrzebą były własny dom lub mieszkanie. „Szczytem moich marzeń jest mieć dom pod Wrocławiem, żeby dom nie był za duży, cztery pokoje, kuchnia, łazienka, garaże, mały ogródek”– mówił badaczom w wywiadzie pogłębionym jeden z uczestników ankiety. „Chciałabym mieć swój dom, mieszkanie, cztery pokoje. Nieduży domeczek, funkcjonalny, ciepły, miły” – dodawał inny. O domu powiedziała ponad połowa ankietowanych. Tu też się okazało, że im badany starszy, tym myślenie bardziej pragmatyczne. Uczniowie mówili raczej o posiadaniu kawalerki, studenci na finiszu nauki – o kilkupokojowym mieszkaniu, w którym można zamieszkać z rodziną.

Zdecydowana większość marzy o życiu w dużym mieście – 40 proc. chciałoby zamieszkać w metropolii liczącej ponad 500 tys. mieszkańców. Duża część Dolnoślązaków przyszłe życie wiąże z wyjazdem na Zachód.

Młodzi mówili badaczom także o drobniejszych materialnych marzeniach. „Mógłbym mieć dużego fiata starego. Basen, telewizor 4D” – wyliczał jeden z nich. „Pralka, lodówka... Odkurzacz. No, takie podstawowe sprzęty” – marzył inny. „Laptop, telewizor. Może być rzutnik, niekoniecznie telewizor” – zastanawiał się trzeci. 18 proc. ogółu ankietowanych zamierzało kupić działkę, 13 proc. – dom letniskowy, 5 proc. – łódź motorową bądź żaglową.

Jak wynika z badań, co trzeci z młodych badanych chciałby spróbować swoich sił w prowadzeniu własnej firmy. Trudno się dziwić. W przedziale 24–30 lat istnieje najwyższe bezrobocie ze wszystkich grup wiekowych – pracy nie ma ok. 30 proc. Tak naprawdę podstawowym marzeniem młodych jest więc, by po studiach załapać się na jakąś posadę. „Żebym mógł utrzymać rodzinę. Zapewnić bezpieczeństwo swojej rodzinie” – mówił jeden z badanych.

Pozwolić sobie na kredyt

23-letnia Magda Kurdel przyznaje, że twardo stąpa po ziemi, dzięki temu pierwszą pracę złapała już na początku studiów. Najpierw roznosiła pizzę, później pracowała w biurze. – Nie dziwię się, że młodzi ludzie na początku godzą się na niskie stawki. Ja też wzięłabym każde pieniądze, bo nie umiałam negocjować z szefem. Nawet jeśli wiedziałam, że nie zarabiam dużo i mogłabym poprosić o podwyżkę, nie robiłam tego z obawy, jak zareaguje – wspomina. Z wykształcenia specjalistka w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego, pracuje dziś w Poczcie Polskiej. – Za 5 lat chciałabym mieć już taką pozycję, żeby móc pozwolić sobie na kredyt. A także na to, żeby w przypadku utraty pracy móc znaleźć kolejną – dodaje.

Zastanawiając się nad swoimi finansowymi aspiracjami, przypomina sobie przede wszystkim, czego nie mieli jej rodzice. – Fajnie byłoby wyjechać raz w roku na jakąś wycieczkę po Europie. To zawsze zostawało poza ich zasięgiem. Dla mnie ważne jest też zarabiać tyle, żeby odkładać pieniądze na prywatną emeryturę. Tego w domu też nie było, bo stawiało się na ZUS – mówi i wylicza dalej: – Nie wyobrażam sobie, żeby w przyszłości nie mieć mieszkania.

„Dzisiejsza młodzież, zarówno tutaj, jak i za granicą, została wydymana przez rozrzutność rodziców i ich nieumiejętne zarządzanie ekonomią” – tak o pokoleniu millenialsów pisał amerykański „Newsweek”. Okładkowy materiał zatytułował hasłem „Wydymana generacja”. W tekście dziennikarze pokazali sylwetki kilkunastu młodych ludzi, którzy skarżyli się, że na pewno nigdy nie osiągną poziomu życia, który mieli ich rodzice. I nic dziwnego – poprzedzające millenialsów pokolenie tzw. baby boomers było beneficjentami tanich kredytów mieszkaniowych i nieustannego wzrostu gospodarczego. To także osoby, które najmniej dotknął kryzys z 2007 r. W dodatku to pokolenie, które zaciągnęło największy w historii dług. W USA dług publiczny wynosi 50 tys. dol. na osobę. W Japonii – 95 tys. dol. W Polsce to ok. 10 tys. dolarów. Jak piszą dziennikarze „Newsweeka”, to kwota, którą oddawać będą młodzi – m.in. w wyższych podatkach.

Podobne głosy słychać też w Polsce. O tym, że obecne młode pokolenie jest w najtrudniejszej sytuacji w całym okresie powojennym, mówiły jednym głosem prof. Krystyna Iglicka-Okólska, demograf i wiceprezes Polski Razem, i Henryka Bochniarz, prezes Konfederacji Lewiatan. Prof. Iglicka-Okólska zwraca uwagę na to, że młodych będzie zwyczajnie coraz mniej, więc będą musieli ponosić obciążenia związane z utrzymaniem generacji starszych pokoleń. Już teraz system emerytalny zaczyna być niewydolny. Henryka Bochniarz z kolei podkreśla, że pokolenie polskich dwudziestoparolatków dorastało w czasie przemian. To z kolei miało wpływ na ich aspiracje. „I nie jest winą młodych, często oskarżanych o postawę roszczeniową, że państwo nie potrafi odpowiedzieć na ich rosnące potrzeby” – pisała w analizie dla „Gazety Wyborczej”. Zresztą, jak widać w opowieściach kończących właśnie studia, aspiracje nie są wcale takie wygórowane. Według klasyfikacji prof. Henryka Domańskiego młodzi chcą być po prostu klasą średnią.

Dlaczego to się nie udaje? Zdaniem pracodawców przyczyny fatalnej sytuacji młodych na rynku pracy tkwią przede wszystkim w ogólnej sytuacji gospodarczej i konieczności finansowania praw socjalnych coraz większej grupie ludzi. Drugą z przyczyn jest wadliwy system edukacji, który nie przygotowuje do wyzwań stawianych przez współczesny rynek pracy. Trzecią – złe decyzje polityków, którzy nakładają na młodych coraz większe obciążenia.

Taka strategia to jednak krótkowzroczność. Jej skutki już widać w krajach rozwiniętych. W Niemczech wyrosło całe pokolenie kidultów, w Wielkiej Brytanii baby-boomerangs, w Japonii – parasaito shinguru, w Stanach Zjednoczonych K.I.P.P.E.R.S. To wszystko dorosłe dzieci, które siedzą bez pracy na garnuszku rodziców. A nawet jeśli próbują się usamodzielnić, szybko wracają do domu. Zjawisko w monstrualnej formie widać we Włoszech – 70 proc. mężczyzn do 39. roku życia to bamboccioni. Zdarzają się już przypadki, w których rodzice występują do sądu o usunięcie dzieci z domu.

Mniej humorystyczne są następne z długiego łańcuszka problemów. Kolejną konsekwencją jest bowiem niski przyrost naturalny. Jak pokazują badania przeprowadzone w Szkole Głównej Handlowej, Polki traktują pracę jako warunek konieczny do posiadania dzieci. Ważne jest również zabezpieczenie finansowe. Jeśli tego nie ma, dzieci też nie będzie. Skutki już widać. W 2013 r. współczynnik dzietności kobiet w Polsce wyniósł zaledwie 1,26, co oznacza, że na 100 kobiet w wieku rozrodczym (15–49 lat) przypadło zaledwie 126 urodzonych dzieci. O pełnej zastępowalności pokoleń można mówić, kiedy dzieci jest 210.

Z bezrobociem młodych próbuje walczyć UE. W nowej perspektywie finansowej zarezerwowano pieniądze na pomoc dla nich. W Polsce ma być z nich sfinansowany program „Gwarancji dla młodych”. W ciągu 4 miesięcy od zarejestrowania w urzędzie pracy lub podpisania umowy z Ochotniczym Hufcem Pracy młodemu bezrobotnemu przedstawiona zostanie propozycja stażu, szkolenia, dalszego kształcenia się, oferta pracy lub inna forma aktywizacji zawodowej.

Wcześniej usamodzielniającym się miał pomóc też program Mieszkanie dla Młodych. Rządowe dopłaty miały sprawić, że millenialsi będą mogli zrealizować swoją podstawową aspirację – własne mieszkanie. Szybko się okazało, że przyznane limity wystarczają jedynie na klitki na obrzeżach miast. Co prawda teraz sytuacja ma się zmienić, a dopłata ma obejmować także lokale z rynku wtórnego. Ale, jak szacowali dla DGP pracownicy agencji nieruchomości, w MdM będzie się mieścić tylko kilka procent ofert. Za mało, by realnie pomóc.

Dostatecznie jednak dużo, by później mieć wygodne wyjaśnienie – staraliśmy się, ale to młodzi chcą zbyt dużo. Bo przecież, cytując Bronisława Komorowskiego z kampanii prezydenckiej, jeśli kogoś nie stać na mieszkanie, zawsze może zmienić pracę i wziąć kredyt.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • Mimi(2015-07-31 17:15) Odpowiedz 10

    To jakiś paradoks... Oburzać sie na młodych , którzy chcą zarabiać 2000 zł gdzie opłata za rachunki włącznie z wynajęciem mieszkania to koszt ok 1300 zł ... 700 zostaje na resztę jedzenie i inne potrzeby ... Żeby radzić sobie samodzielnie to sa wygórowane wymagania?! Przestańmy sobie wmawiać ze sa wygórowane! To sa wymagania żeby żyć na jako takim poziomie czyli od pierwszego do pierwszego...

  • pornik(2016-01-31 19:44) Odpowiedz 10

    Nie wiem jak jest u Was, ale tutaj w Krakowie byle korporacja daje na start 2400zł netto. Nie trzeba tam umieć nic, z wyjątkiem jakiegoś języka na dobrym poziomie i podstaw excela, ale i bez tego się obejdzie. Oczywiście są takie, które na start płacą mniej. Wiele osób pracuje już na studiach. Nie trzeba być magistrem finansów, żeby tam pracować. Wręcz przeciwnie. Branża IT, to już zupełnie inna bajka. 2500 netto na start to absolutne minimum, ale dziś to raczej 3000-3500zł netto. Tyle zarabiają osoby, które są jeszcze na studiach. Rozumiem, że ludzie narzekający na to, że robią za stawkę 1200-1400 zł, po 5-10-20 latach, nie znają nawet podstaw języka obcego. No to z czym do ludzi? Przecież angielski tłucze się w szkole od podstawówki. Ja chodziłem na angielski nawet w zerówce (za darmo, w szkole). Jak się nawet tego nie potraficie nauczyć, przez 10-15 lat (darmowej) nauki, to czego oczekujecie?

  • co pozostałO?(2015-07-31 15:06) Odpowiedz 00

    Kukiz nie rozwiąże tych problemów, ale może chociaż powie:

    Jak ja was q nie nawidzę i jak ja wami q gardzę

  • rea(2015-07-31 19:21) Odpowiedz 00

    Unia Europejska - unia wyrobnika z wyzyskiwaczem.

  • dziadek(2015-08-01 23:11) Odpowiedz 00

    Jeśli jakiś rząd chciałby naprawdę pomóc młodym to zmniejszyłby obciążenia podatkowe dla nich. Przecież służby mundurowe nie płacą ZUSu i dostają prawie pensję brutto do ręki. Młodzi mogliby dostawać np. zwrot składek pracodawca i pracownik za cały rok by pracodawcy nie płacili tylko minimalnej pensji młodym.

    Zresztą jak się pozostawia komunistyczne przywileje emerytalne mundurowym i górnikom to później ktoś na to musi pracować i oddawać w wysokich podatkach samemu nie mogąc liczyć na cokolwiek.

  • troll(2015-07-31 16:08) Odpowiedz 00

    Powiem krótko: national minimum wage w UK wynosi dla wieku 21 lat: 6,5 funta. Pomnożyć to przez 160 godzin, to miesięczna wyniesie ok. 1040 funtów. Czyli nasi młodzi wchodzący na rynek chcą zarabiać 400 funtów. Gratuluję.

  • młoda 27 l.(2015-07-31 16:06) Odpowiedz 00

    Zgadzam się, sama od czasu ukończenia studiów licencjackich nie zarabiałam do tej pory więcej niż 1200, specjalnie poszłam na magisterkę zaoczną, żeby jakieś doświadczenie zdobyć, bo przecież bez doświadczenia to można ulice zamiatać. A jak stwierdziłam u byłego pracodawcy, że odchodzę do płaci mi 1200 zł i nie gwarantuje perspektyw rozwojowych to zrobił wielkie oczy, "Ale jak to"... a niech mi ktoś pokaże jak przeżyć za 1200 zł bez pomocy rodziców mieszkając samemu?

  • pracownik(2015-07-31 15:50) Odpowiedz 00

    do ewer,jak u ciebie 2 tyś zł ,to 600 euro,to masz problemy z dzieleniem,kłania się szkoła podstawowa,myślę że tacy specjaliści będą mieli problemy z pracą

  • pracująca biedota(2015-08-01 07:19) Odpowiedz 00

    uważajcie jak dostaniecie w tym naszym ... kraju, ja po 37 latach pracy w budżetówce mam 1450 zł netto, oto sielanka jaką nam zgotowali rządzący, lepiej jakby od razu mnie zabili a nie latami głodzili i poniewierali,

  • dobek(2015-08-01 08:05) Odpowiedz 00

    Zmień prace hasło PO i Komorowskiego : Nie liczcie na nic więcej bo to jest zmowa Pracodawców a WŁADZĄ PAŃSTWOWĄ I nie licie na wyższe pensje bez znajomość .

  • ewer(2015-07-31 14:02) Odpowiedz 00

    To juz jest stracone pokolenie służących
    2 tys zł ??? Ludzie,to 600 euro - DZIAD EUROPY
    Koniecznie na wybory i mądrze wybierać,bo od 8 lat jesteście pozbawiani własnej przyszłości i tożsamosci
    Niech rządzący zarabiaja 2000 zł miesiecznie

  • natan(2015-07-31 13:35) Odpowiedz 00

    A co po studiach mamy żreć szczaw i mirabelki jak chce szczujnia z PO z Niesiołowskim na czele a reszta tych (niedouczonych prof. nie wymieniam nazwisk bo Polacy wiedzą o kogo chodzi ) za nasze pieniadze urządzają sobie schadzki w knajpach i jedzą sobie za darmo ośmiorniczki !!!. Nie o to chodzi młodym Polakom !!!

  • gert(2015-07-31 13:16) Odpowiedz 00

    u niemca za godzinę pracy płacą 8,5 euro to 2 tys. na miesiąc za mało,czym się różni pracownik za granicą od naszego

  • Pani Prawnik(2015-07-31 12:09) Odpowiedz 00

    jak nasza kochana pani polityk stwierdziła, że za 6 tys miesiecznie nie oplaca sie pracowac to jakie nastawienie maja miec studenci, ktorzy nierzadko maja lepsze wyksztalcenie niz polowa sejmu? maja isc do pracy za 1000 zł miesiecznie? nie mowiac juz ze sa tacy z mgr oraz doswiadczeniem w branzy i zarabiaja rowniez 1200..

  • ...(2015-07-31 11:47) Odpowiedz 00

    "Chcę (...) mieć pieniądze na jedzenie (...)Pralka, lodówka... Odkurzacz. No, takie podstawowe sprzęty” – marzył inny."
    Marzenia młodych, roszczeniowych Polaków...

  • dystansownik(2015-08-01 09:08) Odpowiedz 00

    Mój szef, który jest starszy tylko o niecałe 10 lat ode mnie, kupił sobie w tym roku za gotówkę nowy samochód za jakieś 80k zł i mieszkanie ponad 100 m2 w Wawie na kredyt. Jak ja zarabiając po 5 latach pracy 2k na rękę w stolicy zapytałem go jak mam sobie sam kupić jakiekolwiek mieszkanie kiedyś, to usłyszałem, że jestem jeszcze młody i jak to on miał ciężko jak zaczynał. Problem w tym, że syty głodnego nigdy nie zrozumie.

  • nauczyciel(2015-08-01 18:55) Odpowiedz 00

    "Okazuje się, że średnie aspiracje przeciętnego absolwenta polskiej uczelni wyższej to 2 tys. zł na rękę. Dziękuję bardzo – skwitował."

    No dobrze, ale tyle na rękę zarabia nauczyciel mianowany, a podobno jesteśmy strasznie rozpasaną grupą zawodową zarabiająca niewiarygodne kokosy.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama