– Być może przedsiębiorstwa najgorsze mają już za sobą – ocenia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. Podobnie ocenia sytuację dr Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. – Podtrzymujemy naszą diagnozę, że rynek pracy osiągnął już dno i w najbliższych miesiącach roczna dynamika zatrudnienia będzie rosła – komentuje. Jego zdaniem poprawa sytuacji jest spójna z początkiem ożywienia gospodarczego. – W danych o zatrudnieniu nie ma przypadkowości, są one potwierdzeniem dobrych tendencji w gospodarce. Dlatego można patrzeć z większym optymizmem w przyszłość – podkreśla Pytlarczyk.

Z kolei Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK, zauważa, że zmiany na rynku pracy mają przede wszystkim charakter sezonowy. – Ale jeżeli będziemy mieli trochę szczęścia, to w grudniu zatrudnienie w przedsiębiorstwach może być większe niż przed rokiem – zaznacza Kaczor.

W tej sprawie nie ma jednak jednomyślności analityków. – Nie wydaje mi się, aby w tym roku, kiedy nie ma inwestycji, firmy zaczęły zwiększać zatrudnienie – przekonuje Maliszewski. – Mogą się one jednak pojawić na przełomie roku, ponieważ ich finansowanie jest tanie. Ponadto firmy mają sporo odłożonych przedsięwzięć. Zobaczymy ich realizację, jak tylko ruszy konsumpcja i gdy eksport przyspieszy – mówi Pytlarczyk.

Trzeba jednak pamiętać o tym, że obecnie przedsiębiorstwa nadal tworzą mało miejsc pracy. – W rezultacie sytuacja na rynku pracy jest wciąż trudniejsza niż w roku ubiegłym – podkreśla Maliszewski. Potwierdzają to dane GUS. Według nich zatrudnienie w przedsiębiorstwach było w lipcu o 0,7 proc. mniejsze niż przed rokiem.

GUS poinformował również, że przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w lipcu 3830 zł i było o 3,5 proc. wyższe niż przed rokiem. – Wobec tego wzrost pensji ponad trzykrotnie przekracza inflację – wskazuje Piotr Rogowiecki, dyrektor biura Polskiego Związku Funduszy Pożyczkowych. Siła nabywcza płac jest o 2,4 proc. większa niż przed rokiem. Według analityków BRE Banku za wzrostem wynagrodzeń stoi być może różnica w liczbie dni roboczych, niska baza do porównań z ubiegłego roku i wygaszanie spadku aktywności w budownictwie.

Rogowiecki twierdzi, że pracodawcy podnieśli płace, ponieważ w ten sposób starają się zwiększyć wydajność pracy. Nie robią tego przez wzrost zatrudnienia, bo skala niepewności co do rozwoju sytuacji w gospodarce jest wśród przedsiębiorców nadal duża. Eksperci zgadzają się w jednym – w tym roku będziemy mieli do czynienia z realnym wzrostem wynagrodzeń po ubiegłorocznym spadku o 0,2 proc. Różnią się jednak w prognozach wzrostu siły nabywczej płac. Według jednych może to być 1 proc., a według innych nawet 3 proc. W sumie więc podwyżki nie będą duże, gdyż presja pracowników na wzrost wynagrodzeń jest bardzo mała, co jest zrozumiałe przy wysokim bezrobociu.