Do 31 stycznia pracownicy firmy Johnson Controls, kontrahenta tyskiej fabryki Fiata, mogą dobrowolnie rezygnować z pracy. W zamian otrzymają dodatkowe odprawy.

– Po decyzji Fiata, który rezygnuje z jednej zmiany w tyskiej fabryce, ustaliliśmy ze związkowcami takie zasady odejść – tłumaczy Joanna Zielińska z Johnson Controls.

To tylko jeden z licznych programów dobrowolnych odejść (PDO), które niedawno się skończyły, trwają lub są planowane w firmach. W ciągu dwóch lat PGE na sfinansowanie takich programów chce przeznaczyć 550 mln zł. Docelowo pozwolą na obniżenie zatrudnienia o ok. 5 tys. pracowników, a średnia wysokość odprawy wyniesie 110 tys. zł.

Z Tauronu na podstawie PDO w latach 2010–2012 odeszło ponad 2,7 tys. osób. Plan na lata 2013–1015 zakłada odejście 3,2 tys., co będzie kosztować 635 mln zł. Średni koszt zlikwidowania jednego stanowiska to blisko 200 tys. zł.

W latach 2012–2013 z PDO w Telekomunikacji Polskiej może z kolei skorzystać maksymalnie 2,3 tys. pracowników. Otrzymają oni – w zależności od stażu pracy w firmie – od 4 do 15 przeciętnych miesięcznych wynagrodzeń oraz dodatkowe odszkodowanie.

Z kolei odprawy w PKP Polskie Linie Kolejowe będą kosztować spółkę 118 mln zł. – W latach 2012–2015 PDO obejmą ok. 4,5 tys. pracowników – mówi DGP prezes PKP PLK Remigiusz Paszkiewicz.

W 2012 r. podobne programy przeprowadzono także w Poczcie Polskiej i PGNiG. Z tej pierwszej odeszło 2 tys. osób, z drugiej – 855.

Firmy kuszą pracowników nie tylko dodatkowymi świadczeniami, ale też szkoleniami, które mają ułatwić znalezienie nowej pracy (mogli z nich skorzystać m.in. pracownicy Polkomtelu).

– Zainteresowanie PDO wzrosło ogromnie. Znam przypadek, gdy firma oferowała pracownikom nawet 24 pensje za rezygnację z zatrudnienia – mówi Katarzyna Dulewicz, partner w CMS Cameron McKenna.

Dodatkowe odprawy zachęcają do zwolnień

Pracodawcy, którzy chcą przeprowadzić redukcję zatrudnienia, a jednocześnie – choćby ze względów wizerunkowych – uniknąć zwolnień grupowych, coraz częściej zachęcają pracowników, aby to oni sami zdecydowali o rezygnacji z pracy. W ramach programów dobrowolnych odejść (PDO) kuszą ich odprawami lub pomocą w przekwalifikowaniu zawodowym. Choć ponoszą dodatkowe koszty, to jednak nie muszą np. przeprowadzać długotrwałych negocjacji zbiorowych redukcji etatów i obawiać się późniejszych pozwów o przywrócenie do pracy lub odszkodowanie za bezprawne rozwiązanie umowy. Mogą też liczyć na to, że z firmy dobrowolnie odejdą pracownicy chronieni przed zwolnieniem.

Zarówno pracodawcy, jak i pracownicy powinni jednak ostrożnie korzystać z tego rozwiązania. Ci pierwsi muszą zadbać o taką realizację programu, która uniemożliwi zarzut, że zamiast PDO powinni przeprowadzić procedurę zwolnień grupowych. Z kolei zatrudnieni – o to, by przy okazji dobrowolnego odejścia nie stracić prawa do zasiłku dla bezrobotnych.