Pojawiają się pierwsze symptomy tak głębokiego drenażu rynku pracy, że przyszli pracodawcy decydują się rezygnować z Polski jako lokalizacji dla swoich inwestycji – powiedział Tomasz Ślęzak z Work Service w rozmowie z Martyną Trykozko w czasie Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Ekspert rynku pracy przywołał również konkretny przykład. - Mieliśmy taką sytuację, kiedy jeden z producentów silników w branży automotive powiedział wprost, że on wie, że w ciągu kilku najbliższych lat nie znajdzie wykwalifikowanej kadry zarządzającej, ale również tej podstawowej, o odpowiednich kompetencjach technicznych - przyznał.

Ślęzak wymieniając zawody najbardziej deficytowe na polskim rynku pracy, wspomniał, że brakuje nam m.in.: brukarzy, spawaczy, elektryków, kucharzy, fryzjerów, kierowców. - Dzisiaj największym wyzwaniem jest kształcenie zawodowe, branżowe, techniczne. Spośród 38 zawodów deficytowych wskazanych przez badanie przeprowadzone przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, aż 36 nie wymaga wykształcenia wyższego - podkreślał.

Dodał przy tym, że przez wiele ostatnich lat następowała erozja etosu pracy technika czy osoby, która ma wykształcenie zawodowe. Jednocześnie zachłysnęliśmy się wyższym wykształceniem, co doprowadziło do spadku jego znaczenia, również ekonomicznego.