Dziś wchodzi w życie ustawa o ograniczeniu handlu w niedziele i święta oraz w niektóre inne dni (Dz.U. z 2018 r. poz. 305). Uchwalone zaledwie 1,5 miesiąca temu przepisy w znaczący sposób zmieniają nie tylko warunki zatrudniania, ale też sposób funkcjonowania całej branży, która daje zarobek 2,3 mln osób. Tak duże znaczenie społeczne i gospodarcze nowej ustawy niestety nie zadziałało otrzeźwiająco na ustawodawcę – przyjęte przepisy są niejasne, pełne luk i w praktyce dają uprawnienia prawotwórcze inspekcji pracy (to ona będzie musiała je interpretować i egzekwować). W rezultacie z nowej ustawy nikt nie jest do końca zadowolony.

Związki zawodowe liczyły, że obejmie ona nie tylko sklepy, ale też centra logistyczne i magazynowe oraz handel internetowy. Pracodawcy od początku sprzeciwiali się jej uchwaleniu, bo może ograniczyć obroty i doprowadzić do przetasowań w branży. Cieszą się pracownicy, ale sen z powiek spędzają im plany firm na zrekompensowanie ograniczeń – ewentualne wydłużanie pracy w piątki i soboty oraz wprowadzenie zmiany nocnej w poniedziałek (od godz. 00.00). Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, już zapowiedziała, że jeśli ustawa będzie wywoływać problemy, to zostanie znowelizowana.

Na razie jednak o kierunku ewentualnych zmian nie ma mowy, więc warto przyjrzeć się zasadom, na jakich w najbliższym czasie można będzie sprzedawać i kupować w niedzielę.

CO JEST ZAKAZANE?

Ograniczone są nie tylko handel, czyli proces sprzedaży polegający na wymianie towaru lub wyrobu na pieniądze, ale także czynności z nim związane. Te ostatnie w ustawie są zdefiniowane jako czynności bezpośrednio związane z handlem oraz z magazynowaniem towarów lub ich inwentaryzacją. W trakcie prac nad ustawą Biuro Legislacyjne Sejmu ostrzegało, że takie brzmienie przepisu jest niejasne (definicja nieznanego pojęcia przez nieznane pojęcie). W praktyce to Państwowa Inspekcja Pracy będzie musiała dokonywać interpretacji „czynności związanych z handlem”. Już dziś można jednak uznać, że dzięki objęciu ich zakazem niedopuszczalne będzie funkcjonowanie sklepów w niedziele, np. w formie tzw. showroomów, czyli wystaw/przymierzalni (samego zakupu wypatrzonego towaru trzeba byłoby dokonać przez internet). Ktoś musiałby bowiem otworzyć sklep w niedzielę, wykładać towar, pilnować przymierzających. A takie zadania mieszczą się w pojęciu „czynności związanych z handlem”.

KIEDY OBOWIĄZUJE ZAKAZ?

Od 1 marca 2018 r. nowe obostrzenia obejmują każdy z 13 dni świątecznych w ciągu roku (m.in. po dwa dni Świąt Wielkanocnych oraz Bożego Narodzenia) oraz Wielką Sobotę i Wigilię Bożego Narodzenia, chociaż w te dwa dni handel nie jest dozwolony dopiero od godz. 14 (pracownicy, którzy z tego powodu nie przepracują całej dniówki, będą mieć prawo do wynagrodzenia za nieprzepracowany czas).

Bardziej skomplikowane zasady dotyczą niedziel. W okresie od 1 marca 2018 r. do końca 2018 r. ograniczenia handlu obejmą każdą drugą i trzecią niedzielę miesiąca (jeśli w miesiącu przypada pięć niedziel – również tę czwartą). Dozwolona będzie sprzedaż w pierwszą i ostatnią niedzielę miesiąca, chyba że w któryś z tych dni przypadnie święto (tak stanie się już np. 1 kwietnia 2018 r., bo w tym dniu przypada Wielkanoc). W takiej sytuacji również w tę niedzielę będzie obowiązywał zakaz. Za to sprzedaż zawsze będzie dopuszczalna w jedną niedzielę poprzedzającą Wielkanoc (palmową) oraz dwie poprzedzające Boże Narodzenie.

W kolejnych latach zakaz zostanie rozszerzony – w 2019 r. ograniczenia handlu nie będą obowiązywać już tylko w ostatnią niedzielę miesiąca, a począwszy od 1 stycznia 2020 r. – w ostatnią niedzielę stycznia, kwietnia, czerwca i sierpnia (oraz we wspomnianą niedzielę palmową i dwie niedziele przed Bożym Narodzeniem).

Zgodnie z ustawą jako niedzielę należy traktować czas od godz. 24.00 w sobotę do godz. 24 w niedzielę. Nie ma zatem przeszkód formalnych, aby np. zobowiązywać pracowników sklepu do pracy w poniedziałek od godz. 00.01 (o ile zapewni się im 35-godzinny, nieprzerwany odpoczynek tygodniowy).

KOGO OBOWIĄZUJE ZAKAZ?

Zgodnie z nową ustawą niedozwolone jest prowadzenie handlu i wykonywanie czynności z nim związanych przez pracowników (czyli zatrudnionych na umowie o pracę) oraz zatrudnionych (na podstawie umów prawa cywilnego, a więc np. zlecenio- i dziełobiorców). W każdą niedzielę i święto za ladą będzie mógł za to stanąć przedsiębiorca będący osobą fizyczną, który prowadzi handel osobiście, we własnym imieniu i na własny rachunek. Sprzedaż będzie mógł więc prowadzić sam właściciel sklepu, ale już nie np. samozatrudniony, któremu ten pierwszy chciałby zlecić otwieranie placówki w niedzielę lub święto (bo nie prowadziłby sprzedaży na własny rachunek i we własnym imieniu). Z tych samych przyczyn wydaje się, że właściciela sklepu w niedzielę nie będzie mógł zastąpić np. członek rodziny, jeśli nie jest współwłaścicielem placówki (ostatecznie zdecyduje o tym jednak Państwowa Inspekcja Pracy). Wątpliwości dotyczą też franczyzy. Jeśli tego typu umowa jest skonstruowana tak, że franczyzobiorca prowadzi sprzedaż we własnym imieniu i na własny rachunek, będzie mógł stanąć za ladą w niedziele i święta. Ale jeśli kontrakt jedynie nazwano w ten sposób, a w praktyce franczyzobiorca jedynie świadczy usługę na rzecz franczyzodawcy, to ten pierwszy może być zakwalifikowany jako zatrudniony na umowie cywilnoprawnej, którego zakaz handlu w niedziele obejmuje (ostateczna interpretacja należy do PIP).

KOGO OBEJMUJĄ WYJĄTKI?

Ustawa przewiduje 32 rodzaje placówek lub działalności handlowej, których nie obowiązuje zakaz (prowadzący je będą mogli zlecać zatrudnionym pracę w niedziele i święta). Katalog ten obejmuje m.in. stacje paliw, apteki, sklepy internetowe, kioski, piekarnie, cukiernie, kwiaciarnie (cztery ostatnie z dodatkowymi obostrzeniami). To właśnie te przepisy wywołują najwięcej wątpliwości. Na przykład zakaz nie dotyczy placówek na dworcach, ale tylko w zakresie związanym z obsługą podróżnych (przepis nie do wyegzekwowania – trudno wyobrazić sobie, kto miałby sprawdzać, czy zakupy w sklepie robią wyłącznie podróżni). Podobnie nie jest jasne, czy np. sklepy, które odbierają i sprzedają ryby, będą mogły być otwarte w niedziele i święta (z literalnego brzmienia wynika, że tak, nawet jeśli produkty rybne nie są głównym asortymentem takiego sklepu). Niejasne są też m.in. wyjątki dotyczące placówek handlowych w zakładach zajmujących się kulturą (nieostre pojęcie), sprzedaży w środkach transportu (ustawodawcy chodzi zapewne o zbiorową komunikację, ale przecież prywatny samochód to też środek transportu). Na razie nie wiadomo też, w jaki sposób PIP będzie weryfikować, czy np. przeważająca działalność danej kwiaciarni lub piekarni polega na sprzedaży odpowiednio kwiatów lub wyrobów piekarniczych (a tylko spełnienie tego wymogu umożliwia otwieranie takich placówek w niedziele).

JAKIE KARY?

Z tytułu naruszenia przepisów o ograniczeniu handlu w niedziele i święta (powierzanie podwładnym pracy w takie dni) inspektor pracy może nałożyć mandat do 2 tys. zł lub 5 tys. zł (w razie recydywy) albo skierować wniosek do sądu o ukaranie grzywną do 100 tys. zł. Uporczywe lub złośliwe naruszenie omawianych przepisów będzie przestępstwem, za które grozi kara grzywny lub ograniczenia wolności. 

OPINIE

Ustawa dobra, choć nie doskonała

Cieszymy się, że wchodzi w życie ustawa, dzięki której pracownicy handlu będą mogli spędzać niedziele z rodziną, a nie na kasie lub przy wyładowywaniu towarów. Nowe przepisy nie są doskonałe. Nie obejmują zatrudnionych w centrach logistycznych i magazynowych oraz sklepów internetowych, o co zabiegaliśmy. Niektóre wyjątki od ograniczeń, jak np. te dotyczące stacji paliw są zbyt szeroko ujęte, inne – jak np. dotyczące dworców – niejasne. Na pewno będziemy wnioskować o zmianę pojęcia doby niedzielnej, tak aby zaczynała się od godz. 22 w sobotę i kończyła w poniedziałek o godz. 5 00. W przeciwnym razie pracodawcy będą zlecać pracę już np. kilka minut po północy. To nieprawda, że jeśli taki przepis wszedłby w życie, to w poniedziałek nie będzie świeżych produktów na sklepowych półkach. W Niemczech i Austrii zakaz obowiązuje do godz. 6 00 w poniedziałek. Jedna lub dwie godziny wystarczą na to, aby sklepy od 7.00 mogły sprzedawać świeże towary. Placówki w Polsce zatrudniają po prostu zbyt mało osób w stosunku do potrzeb – dwie osoby nie przygotują sklepu do sprzedaży tak szybko jak pięć lub sześć. Oficjalne dane pokazują, że te same sieci zatrudniają w Polsce dwa razy mniej pracowników niż w swoich porównywalnej wielkości sklepach w krajach zachodnich. Ta sytuacja pokazuje, jak zachowują się pracodawcy międzynarodowi w Polsce – oszczędzają na pracownikach, nie szanują ich, pracownik dla nich jest tylko tanią siłą roboczą. Jest to naprawdę bardzo nieetyczne działanie i pokazuje, że nie mamy w Polsce partnera społecznego do rozmów na te tematy. Od wielu lat korzystali oni z wyjątkowo sprzyjających warunków prowadzenia biznesu, które stworzono im w naszym kraju w latach 90. ubiegłego wieku kosztem polskich pracowników i rodzimego handlu. Dzisiaj ta sytuacja zaczyna się zmieniać. Teraz wiele zależy od samych pracowników handlu, czy razem z Solidarnością będą chcieli podjąć walkę o układy zbiorowe i upominać się o swoje prawa. Ustawa pokazuje, że to zwyczajnie się opłaca. Not. ŁG

więcej
Wideo

.

Chcemy jasnych zasad prowadzenia biznesu

Nadal uważamy, że lepszym rozwiązaniem od zakazu handlu w niedziele byłoby wprowadzenie do kodeksu pracy zasady, zgodnie z którą pracownikom przysługują co najmniej dwie wolne niedziele w miesiącu. Uchwalone ograniczenia wchodzą w życie bez odpowiedniego vacatio legis – największym problemem dla pracodawców z branży jest dziś szybkie dostosowanie grafików pracy oraz dostaw. Nie wiemy, czy przybędzie kupujących w piątek i sobotę, czy wystarczy towaru, czy też będzie go zbyt dużo i niektóre produkty przekroczą termin ważności do spożycia, jak przygotować sklepy do otwarcia w poniedziałek rano. Całkowicie niezrozumiałe są przepisy dotyczące niektórych wyjątków od zakazu, np. handlu w sklepach na dworcach. Obawiamy się, że interpretacja organów nadzorujących przestrzeganie zakazu będzie różnić się np. w zależności od regionu. Nie zgadzam się z twierdzeniami, że pracodawcy, którzy starają się dostosować działalność do nowych przepisów, obchodzą prawo. My chcemy tylko prostych i zrozumiałych zasad, na podstawie których prowadzimy działalność.