Uchwalony przez Sejm zakaz handlu w niedziele ma być jak najmniej dotkliwy dla konsumentów, a jednocześnie zaspokoić żądania związków zawodowych i pracowników branży. Temu mają służyć ostatnie poprawki wprowadzone do projektu przez posłów PiS. Rząd ugiął się pod presją związkowców i zgodził na stopniowe zaostrzanie zakazu. W 2020 r. ma on obejmować wszystkie niedziele z kilkoma wyjątkami w ciągu roku. Ale zanim się to stanie, konsumenci zyskają czas, by się do ograniczeń przyzwyczaić. Dlatego w 2018 r. (od marca) handel będzie dozwolony w dwie niedziele w miesiącu (pierwszą i ostatnią), a w 2019 r. – w jedną (ostatnią). Najmniej czasu na dostosowanie się do zmian mają pracodawcy – w ciągu niecałych trzech miesięcy od przyjęcia ustawy będą musieli przemodelować systemy pracy oraz terminarze dostaw.

Pomimo wielu zabiegów, aby zakaz handlu zyskał akceptację Polaków, przepisy wciąż budzą wątpliwości. Przede wszystkim dlatego, że umożliwiają łatwe obchodzenie ograniczeń – wystarczy np. realizować sprzedaż w niedzielę za pośrednictwem internetu lub wynajmować w tym dniu placówkę do prowadzenia przez innego przedsiębiorcę (który będzie handlował w cudzym imieniu). Łatwo można też wykorzystać jeden z prawie 30 wyjątków od zakazu (np. prowadzić sklep w hotelu, na stacji paliw, w ośrodku kultury, szpitalu, na dworcu lub wprowadzić do asortymentu dewocjonalia, kwiaty, bilety, prasę, papierosy). Mimo zastrzeżeń rządzący zdecydowali o uchwaleniu ustawy.

– Spełniony zostanie wreszcie postulat od lat zgłaszany przez NSZZ „Solidarność” – podkreślił Janusz Śniadek, poseł PiS, były przewodniczący związku.

Etap legislacyjny

Projekt skierowany do Senatu