Komisja Europejska przyjęła jeszcze pod koniec 2016 roku europejski plan działań na rzecz obronności, który wpisuje się w unijną strategię wzmocnienia współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony. Chodzi o ściślejszą współpracę państw UE w dziedzinie badań w sektorze obronnym czy zakupów sprzętu. Ma to nie tylko pozwolić na oszczędności, ale też pomóc zapewnić większą interoperacyjność zdolności wojskowych i uniknąć ich powielania.

Konkretem w zeszłorocznej inicjatywie jest Fundusz Obronny, który ma mieć dwa piony. Pierwszy to badania i innowacje w zakresie wyposażenia obronnego i technologii obronnych. Na razie jednak jest mało pieniędzy na ten cel - do 2020 roku około 90 mln euro. Polsce może być zresztą trudno sięgać po te środki, bo nie jesteśmy potęgą, jeśli chodzi o innowacje, czy sięganie po granty na badania z kasy UE. Dużo większe pieniądze mają się pojawić dopiero w następnej perspektywie finansowej.

Jednak - jak wynika z nieoficjalnych informacji PAP ze źródeł unijnych - KE planuje udostępnić państwom członkowskim spore sumy do wykorzystania w przemyśle obronnym jeszcze w tym wieloletnim budżecie.

7 czerwca ma zostać ogłoszona inicjatywa na rzecz prototypów w sektorze obronny. Do 2020 roku ma być do wydania na ten cel nawet do 400 mln euro. Finansowanie nie będzie przypisane do żadnego konkretnego kraju, a będzie dostępne na zasadzie konkursów. Aby do niego przystąpić, potrzeba będzie współpracy minimum trzech krajów członkowskich, które wspólnie zaproponują prace nad jakimś prototypem w dziedzinie obronności.

"Polska mogłaby brać udział w tych projektach, mogłaby zaproponować własny projekt" - tłumaczy unijny urzędnik. Choć przepisów rozporządzenia jeszcze nie ma na stole, to zainteresowanie wspólnymi działaniami wyraziły już największe stare państwa członkowskie. Francja, Niemcy i Włochy już w 2015 roku podpisały porozumienie w sprawie programu badawczego mającego stanowić podstawę do stworzenia do 2025 roku programu europejskich dronów.

Estonia z kolei zgłasza pomysł budowy przestrzeni cyberbezpieczeństwa wokół Morza Bałtyckiego. Według rozmówcy PAP środki na prototypy, jakie chce udostępniać UE, nie będą musiały iść wcale na sprzęt bojowy, ale np. na oprogramowanie. "To, że są pieniądze na konkretne projekty, to szansa, żeby coś powstało we wspólnej polityce obronnej UE" - powiedziało źródło.

Nad projektem rozporządzenia w tej sprawie pracuje komisarz ds. rynku wewnętrznego i przemysłu Elżbieta Bieńkowska. Po tym jak cała KE przyjmie je w czerwcu konieczne będzie jeszcze uzgodnienie go w normalnym trybie legislacyjnym z Radą UE i Parlamentem Europejskim. Urzędnicy w KE spodziewają się, że przepisy powinny być gotowe w pierwszym kwartale 2018 roku, co oznacza, iż w połowie przyszłego roku trzeba mieć już gotowe projekty. Taka perspektywa z kolei powinna zmuszać potencjalnych zainteresowanych do prowadzenia rozmów z innymi państwami członkowskimi już teraz.

KE nie chce w całości finansować prototypu, ale dostarczy część pieniędzy, by wziąć na siebie trochę ryzyka w razie niepowodzenia projektu. Ma to zachęcić firmy z różnych krajów UE do wchodzenia w kooperację i działania na rzecz wspólnych rozwiązań w przemyśle zbrojeniowym. Prototypy to jedna z najbardziej ryzykownych faz produkcji i firmy unijne boją się wchodzić we współpracę ze względu na potencjalne straty.

Rozporządzenie ma przewidywać, że z kasy UE na dany projekt prototypu ma iść 1/4 środków. Po takiej samej "cegiełce" mają dołożyć (co najmniej) trzy państwa członkowskie. Przepisy mają przewidywać, że z pieniędzy będą mogły skorzystać m.in. średnie firmy z branży obronnej w skali UE. To bardzo dobra wiadomość dla Polskiej Grupy Zbrojeniowej, bo w skali UE, to jedyne tego typu średnie przedsiębiorstwo.

Źródła unijne twierdzą, że w przyszłym wieloletnim budżecie UE na działania na rzecz obronności ma być sporo pieniędzy. KE chciałaby zarezerwować 500 mln euro na badania i innowacje w zakresie wyposażenia obronnego i technologii obronnych rocznie po 2020 roku.

Innym pionem Funduszu Obronnego mają być potencjalne wspólne zakupy sprzętu zainteresowanych państw członkowskich, by obniżyć koszty. KE szacowała w ubiegłym roku, że pion ten powinien dysponować kwotą ok. 5 mld euro rocznie. Nie mają być to jednak pieniądze z budżetu unijnego, ale kombinacja środków pochodzących przede wszystkim z krajów członkowskich zainteresowanych współpracą w zakresie zakupu sprzętu oraz pieniędzy z sektora prywatnego. Na przykład państwa członkowskie mogłyby wspólnie inwestować w technologię bezzałogowych statków powietrznych (dronów) lub kupić większą liczbę helikopterów.

Polska jednak na razie z dystansem pochodzi do tych inicjatyw. "Chwilowo nie będziemy w tej dziedzinie krajem frontowym" - powiedział proszący o zachowanie anonimowości polski dyplomata w Brukseli. Zastrzegł jednak, że nie będziemy się z tego procesu wyłączać.

Polska zastanawia się, czy warto iść w tym kierunku od strony biznesowej. Potencjalne otwarcie naszego rynku mogłoby bowiem się negatywnie odbić na polskich firmach zbrojeniowych. "To pytanie, czy chcemy utrzymania pewnego spokojnego czasu dla przemysłu zbrojeniowego w Polsce, który ma zamówienia i będzie funkcjonował, czy wystawiamy ten przemysł na konkurencję europejską" - podkreślił dyplomata.

Sprawa unijnych działań na rzecz obronności, jednak w wymiarze politycznym, a nie ekonomicznym, ma być ważnym tematem czerwcowego szczytu UE. Traktat Lizboński przewiduje stałą strukturalną współpracę (PESCO) i jak zapowiadała szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini ma być ona zainaugurowana już w czerwcu.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)