Informacje o szczegółach reklamy podaje się konsumentowi w sposób tak samo widoczny, czytelny i słyszalny, jak dane dotyczące kosztu kredytu konsumenckiego. Tak stanowi obowiązujący od 22 października 2017 r. art. 7a ustawy o kredycie konsumenckim (Dz.U. z 2017 r. poz. 819).

Co to oznacza, najprościej pokazać na przykładzie. Wyobraźmy sobie ofertę pożyczki z oprocentowaniem 0 proc., za to z prowizją w wysokości 200 zł. Do tej pory pożyczkodawca często wybijał na pierwszy plan wielkie zero, a informację o kosztownej prowizji chował. Teraz stanie się to niemożliwe. Jeśli telewidz zobaczy ogromne czerwone zero, tak samo duża i równie czerwona będzie musiała być wyświetlona m.in. kwota pobieranej prowizji. Jeżeli znany aktor przeczyta w spocie radiowym, że dany parametr oferty jest bezkonkurencyjny, będzie musiał także odczytać inne – być może już nie tak korzystne dla pożyczkobiorcy. Artykuł 7b przewiduje z kolei, że kredytodawcy częściej niż dotychczas będą podawali konsumentom rzeczywistą roczną stopę oprocentowania (RRSO).

Coraz lepiej, ale nadal nie najlepiej

Coraz lepiej, ale nadal nie najlepiej

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Kiepski wskaźnik

Ustawodawca stwierdził jasno: dzięki temu rynek reklamy usług finansowych zostanie wreszcie ucywilizowany.

Przedstawiciele branży pożyczkowej dostrzegają jednak w nowych przepisach mankamenty. – Dla naszych członków nowe wymogi nie są obce, podobne do już stosowanych zasad branżowego kodeksu dobrych praktyk reklamy. Wadą ustawy jest uznaniowość pojęć „widoczności, czytelności i zrozumiałości”, co przy ewentualnym braku dobrej woli nadzorcy może skutkować karami nawet dla instytucji reklamujących się z dochowaniem staranności – twierdzi Jarosław Ryba, prezes Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych.

Jego obawy budzi też to, że częściej eksponowany będzie wskaźnik RRSO, który jest kiepskim wyznacznikiem opłacalności dla mikropożyczek. – Skala roczna wskaźnika i efekt niskiej bazy powodują, że dla niskich kwot i krótkich terminów zawsze przyjmie ekstremalnie wysokie wartości. Może to u odbiorców wywołać mylne wrażenie, że pożyczka reklamowana jako atrakcyjna jest w istocie horrendalnie droga, a więc firma pożyczkowa oszukuje – spostrzega Ryba.

Zdaniem Moniki Zakrzewskiej, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego, nowe przepisy spowodują najprawdopodobniej, że instytucje pożyczkowe będą zamieszczać mniej reklam produktowych, za to więcej wizerunkowych (czyli reklamujących daną firmę jako uczciwą i tanią, a nie jej konkretne produkty). – Największym problemem będą bowiem reklamy produktów promocyjnych, w których nie unikniemy podania wszystkich liczb. To znacząco wpłynie na przejrzystość przekazu, a w konsekwencji na jego zrozumienie przez odbiorcę – twierdzi Zakrzewska. I podaje przykład, że gdyby przenieść nowe przepisy dotyczące reklamowania pożyczek na grunt reklamy leków, to w tych ostatnich należałoby podawać wszystkie składniki medykamentu i wymieniać wszelkie możliwe niepożądane skutki. Rzecz w tym, że – jak uważa prezes FRRF – konsument wcale nie chce w reklamie otrzymać wszystkich danych, lecz te najważniejsze.

W obronie dobrego imienia

Zmiany w ustawie o kredycie konsumenckim stanowią formę porozumienia zawartego pomiędzy utyskującym od lat na rynek pożyczek krótkoterminowych UOKiK a przedsiębiorcami. Urzędnicy stwierdzili, że samoregulacja w tej dziedzinie się nie sprawdzi, gdyż zawsze znajdzie się ktoś, kto się z niej wyłamie. Biznes zaś niechętnie przyznał temu rację. Często bowiem w ostatnich latach cięgi zbierali najwięksi gracze rynkowi, podczas gdy za najpoważniejsze przekręty odpowiadały osoby nawet bez zarejestrowanej działalności pożyczkowej.

Branża finansowa w 2015 r. na reklamę swych produktów wydała blisko 600 mln zł. Jest jedną z najcenniejszych dla rynku medialnego.

Etap legislacyjny

Ustawa weszła w życie