Kiepski wynik to przede wszystkim efekt mniejszego popytu w największej części rynku elektroniki użytkowej – telewizorów. Nie uratowały jej przed spadkiem nawet piłkarskie mistrzostwa świata. Od stycznia do czerwca tego roku sprzedaż w tej kategorii zmalała o 9 proc., do ok. 1,1 mln sztuk. W branży słychać w związku z tym coraz więcej opinii, że ten rok może przynieść pierwsze spadki od 2008 r.

– Lipiec i sierpień dały co prawda pewną nadzieję na poprawę. Dzięki dwucyfrowym wzrostom sprzedaży w okresie wakacji, po ośmiu miesiącach roku, rynek jest już tylko 5 proc. na minusie. Pojawia się jednak pytanie, na ile ten trend wzrostowy utrzyma się w kolejnych miesiącach – zaznacza Marek Maciejewski, dyrektor produktu na Europę w TCL. Ożywieniu pod koniec lata mogły pomóc mistrzostwa świata w siatkówce, na których Polska zdobyła złoty medal. One też są jednak już za nami.

Rynku przed spadkami nie uratowały nawet obniżki cen. Średnia cena telewizorów zmalała w pierwszych ośmiu miesiącach roku o 3 proc., do niecałych 1730 zł. To przełożyło się na wartość rynku, która w tym okresie wyniosła niecałe 2,5 mld zł, wobec prawie 2,7 mld zł rok wcześniej.

Zabolało liderów

Mniejszą skłonność do wydawania pieniędzy przez Polaków najmocniej odczuli liderzy rynku – koreańskie Samsung i LG. Sprzedaż telewizorów pierwszej z firm zmalała o ok. 100 tys. szt., do 470 tys. W przypadku LG wynik pogorszył się w porównaniu do roku ubiegłego o blisko 20 tys., osiągając poziom ok. 320 tys. telewizorów.

– Spadł popyt na telewizory, dlatego nasza mniejsza sprzedaż na polskim rynku jest czymś naturalnym. Ubiegły rok był okresem szczególnym na rynku – wyłączenie sygnału analogowego spowodowało wzrost zakupów nowych odbiorników. Nie należy w związku z tym traktować tego okresu jako punktu odniesienia. Obecnie mamy do czynienia z korektą, co jest zrozumiałe. Z ostateczną oceną rynku telewizorów w 2014 r. należy jeszcze poczekać – jesień jest zawsze okresem, w którym sprzedaż rośnie – komentuje Rafał Wilczopolski, menedżer produktu w Samsung Electronics Polska.

Gorsze wyniki czołowych graczy przełożyły się na ich udziały rynkowe. W przypadku Samsunga spadły one z 37,7 proc. do 32,7 proc., a w przypadku LG z 22,3 proc. do 21,9 proc.

Eksperci uważają, że mają w tym udział sieci specjalizujące się w handlu elektroniką, które dążą do większego zróżnicowania swojej oferty. W tej sytuacji wygranymi są dwie marki – Philips i Sony. Sprzedaż telewizorów pierwszej wzrosła w tym roku o blisko 20 proc., do prawie 110 tys. sztuk. A Sony odnotowało blisko 70-proc. przyrost sprzedaży, do prawie 120 tys. sztuk. Dzięki temu ostatnia z marek przeskoczyła z szóstej pozycji na trzecią, zwiększając udziały w rynku z 4,6 proc. do 8,2 proc.

– Wpłynęło na to wiele czynników, przede wszystkim większa dostępność sprzętu i rozwój oferty telewizorów 4K wraz ze znacznym spadkiem ich cen. Obecnie 49-calowy odbiornik w tej rozdzielczości pod naszą marką można kupić za niewiele ponad 5,5 tys. zł. Półtora roku temu, gdy ta technologia debiutowała, w ofercie był tylko 84-calowy odbiornik kosztujący 120 tys. zł – tłumaczy sukces marki Piotr Papaj z Sony.

Mniejszym graczom udało się zaś obronić pozycję. Przykładem może być firma TCL, która sprzedała podobną liczbę odbiorników jak przed rokiem – ok. 42 tys. sztuk.

Komputery czekają na przełom

Telewizory to niejedyny segment rynku, dla którego I półrocze było trudne. Podobnie wyglądała sytuacja na rynku laptopów i tabletów. Sprzedaż pierwszych od stycznia do czerwca zmalała o blisko 2 proc., do 910 tys. sztuk.

– Trzeci kwartał przyniósł już jednak odbicie na poziomie 9 proc. Rynek PC pozostaje zaś cały czas stabilny, co wynika z tego, że ma stałych odbiorców, którzy mają już ustalone cykle wymiany sprzętu. W związku z tym można przyjąć, że cały rynek komputerów zwiększył się od stycznia do września o blisko 5 proc., do 484 tys. sztuk notebooków i 261 tys. sztuk desktopów – wyjaśnia Juliusz Niemotko, general manager Acer Poland. Spółka w pierwszych trzech kwartałach tego roku sprzedała 170 tys. notebooków – o 40 proc. więcej niż przed rokiem. W sumie w całym roku Acer spodziewa się urosnąć o blisko 15 proc. w porównaniu do 2013 r.

– Naszym głównym źródłem wzrostu będą urządzenia, których odbiorcą jest rynek korporacyjny i edukacyjny. Siłę napędową tego segmentu będą stanowiły notebooki. Wracają po nie klienci, którzy powoli rezygnują z tabletów. Tendencję taką widać już na zachodzie Europy, gdzie w niektórych krajach tablety notują 15–20-proc. spadki sprzedaży – dodaje Niemotko.

Inną kategorią, w której producenci upatrują szansy na ożywienie, są tzw. hybrydy, czyli notebooki z odłączaną klawiaturą. Tego rodzaju urządzenia zadebiutowały na polskim rynku półtora roku temu. Dziś w swojej ofercie ma je nie tylko Acer, lecz także Asus, Lenovo. Producenci chwalą się, że ich sprzedaż rośnie obecnie o blisko 100 proc. w skali roku. – Tylko w III kw. klienci kupili ich około 30 tys. sztuk, z czego 10 tys. miało nasze logo. Od początku roku zaś ich sprzedaż wyniosła ok. 50 tys. sztuk – komentuje Juliusz Niemotko.

Zdaniem ekspertów na falę wzrostu może liczyć także rynek komputerów PC. Według nich poprawę koniunktury zwiastują rosnące słupki sprzedaży w niektórych krajach Europy Zachodniej i Ameryki Północnej oraz Europy Środkowo-Wschodniej, Bliskiego Wschodu i Afryki. W III kw. w ręce użytkowników trafiło 24 mln komputerów, o 9,6 proc. więcej niż rok temu.

– Użytkownicy zdają sobie sprawę, że smartfony i tablety służą przede wszystkim do konsumpcji treści, zaś komputery PC – dzięki większej mocy obliczeniowej i możliwościom multimedialnym – pozwalają na tworzenie kontentu – mówi Sławomir Stanik, country manager w Asus Polska, który dzięki 17-proc. wzrostowi sprzedaży znalazł się w pierwszej piątce producentów w globalnych zestawieniach.

Tablety na zakręcie

Rynek tabletów pod względem liczby sprzedanych urządzeń cały czas rośnie. W pierwszej połowie roku sprzedaż tabletów wyniosła 725 tys. sztuk wobec 593 tys. rok wcześniej. Po ośmiu miesiącach roku było to już 970 tys. wobec 808 tys. w 2013 r. Problem w tym, że pod względem wartości rynek przeżywa coraz większe zawirowania. Od kwietnia tego roku bowiem wzrosty zaczęły wyhamowywać i z ponad 20 proc. zmniejszyły się do niecałych 2 proc., by w czerwcu rynek zanotował już 1-proc. spadek. W całym I półroczu wartość rynku wyniosła 452 mln zł wobec 409 mln zł w 2013 r. Po ośmiu miesiącach było to 608 mln zł wobec 552 mln zł rok wcześniej.

To nie pozostało bez wpływu na udziały producentów. Samsung, choć umocnił pozycję pod względem ilości – tu jego udział zwiększył się z 27 proc. do 29 proc., to stracił pod względem wartości – (spadek z 39 proc. do 37 proc.). Apple, Asus czy Prestigio straciły nie tylko pod względem ilości, lecz także wartości sprzedaży. Dla przykładu udziały ilościowe w rynku marki Apple zmniejszyły się z 5,6 proc. do 5,3 proc., a wartościowe z 18 proc. do 17 proc.

– Tablety przeszły bardzo szybką ścieżkę rozwoju. W zaledwie cztery lata osiągnęły fazę rynku prawie dojrzałego. Moim zdaniem w najbliższych kilku latach czeka nas zmniejszenie liczby producentów oraz skoncentrowanie ich działań na kilku wiodących formatach. Mam na myśli przede wszystkim 7-, 8- i 10-calowe tablety. Mniejsze będą coraz częściej zastępowane przez duże smartfony – uważa Juliusz Niemotko,

To zjawisko ma już miejsce. Głównie za sprawą pojawienia się nowej kategorii w grupie telefonów. Mowa o fabletach, czyli smartfonach z ekranem 5 cali i większym. Z danych producentów wynika, że w tym roku już co dziesiąty sprzedawany smartfon będzie miał taki ekran. A jeszcze rok temu udział takich urządzeń w wolumenie sprzedaży wynosił tylko 1,3 proc.

Smartfony na ratunek

Rynek smartfonów zresztą, jak podkreślają producenci, to obecnie jedyny segment elektroniki, który cały czas rośnie. W tym roku sprzedaż tych urządzeń ma zwiększyć się o 1,2 mln sztuk i przekroczyć 6,5 mln. Cały rynek telefonów komórkowych wyniesie zaś 9,4 mln sztuk, o 200 tys. więcej niż przed rokiem.

– Patrząc na dane z pierwszego półrocza, można nawet wnioskować, że ten rok będzie lepszy i sprzedaż smartfonów będzie bliższa 7 mln sztuk – komentuje Radosław Trzeba, wiceprezes myPhone. Podaje przykład swojej firmy, która notuje 50-proc. przyrosty.

Jak zauważają eksperci, apetyt na smartfony podsycają sami producenci, których ciągle przybywa i którzy cały czas rozwijają ofertę. Na rynku fabletów pojawił się m.in. rodzimy GoClever. Firma spodziewa się, że dzięki temu w całej kategorii smartfonów osiągnie sprzedaż na poziomie 80 tys. sztuk, choć w ubiegłym roku było to 20 tys. sztuk. Zadebiutował tu również Lark. Ostrożna prognoza tego producenta na ten rok w segmencie smartfonów to ok. 30 tys. sprzedaży.

– W ubiegłym roku nie byliśmy obecni na rynku telefonów. Idzie nam jednak tak dobrze, że planujemy do końca roku wprowadzić trzy kolejne modele urządzeń. Tym samym na koniec grudnia w naszej ofercie będzie ich już pięć – komentuje Michał Adamczuk z Lark.

Z nowych graczy wystartowały w tym roku także niemiecka marka Telefunken, francuska Wiko, rumuńska AllView oraz tajwańska Asus. To za ich sprawą zwiększył się wybór na rynku najbardziej poszukiwanych smartfonów, czyli tych z niższej i średniej półki. Dla przykładu Wiko zamierza powtórzyć sukces, który udało jej się osiągnąć na innych europejskich rynkach. – W ciągu kilku miesięcy chcemy osiągnąć 10-proc. udział w rynku – komentuje Gareth Abel, dyrektor ds. marketingu Wiko.

Na odpowiedź ze strony istniejących już na rynku graczy na nową konkurencję nie trzeba było długo czekać. Samsung debiutuje z Galaxy Note 4, a Apple z iPhone 6.

– Analizując wpisy na portalach, można dojść do wniosku, że premiera Apple jest bardzo mocno wyczekiwana przez użytkowników w naszym kraju. Dlatego firma ta ma szansę odebrać udziały, jakie w ostatnim czasie utraciła zwłaszcza na rzecz Samsunga, który wykreował modę na duże smartfony – uważa Filip Wisnander, niezależny ekspert, szef portalu Teleguru.pl.

Produkcja również z zawirowaniem

Słaby popyt idzie w parze z kiepskimi wynikami produkcji elektroniki w naszym kraju będącym europejskim liderem w wytwarzaniu telewizorów. W pierwszym półroczu z taśm produkcyjnych zjechało ich o ponad 5 proc. mniej niż przed rokiem. Lipiec i sierpień, tak jak w sprzedaży, przyniosły odbicie. W efekcie po ośmiu miesiącach według GUS produkcja jest już większa o ponad 11 proc.

To jednak w dużej mierze zasługa rosnącego popytu w Europie, na który idzie ok. 90 proc. krajowej produkcji. Sprzedaż poprawia się nie tylko na najważniejszym dla naszego kraju rynku, jakim są Niemcy, lecz także we Włoszech, w Hiszpanii czy we Francji. W tych dwóch ostatnich krajach popyt na odbiorniki zwiększył się nawet o blisko 6 proc.

– Widzimy przebudzenie na zagranicznych rynkach. Dlatego jesteśmy dobrej myśli, jeśli chodzi o ten rok. Spodziewamy się, że produkcja na koniec grudnia sięgnie 5 mln sztuk i będzie przynajmniej o 5 proc. wyższa niż przed rokiem. Jeśli chodzi o przychody, to spodziewamy się, że wzrosną o 30 proc. To zasługa tego, że zdecydowaliśmy się postawić na produkcję telewizorów Ultra HD oraz o dużych przekątnych, czyli tych droższych – tłumaczy Daniel Kortland z LG Electronics Mława.

Tyle szczęścia nie mają zaś producenci komputerów. Produkcja tych urządzeń maleje z miesiąca na miesiąc. W okresie od stycznia do czerwca według GUS powstało ich 2,15 mln sztuk, czyli o prawie 16 proc. mniej niż przed rokiem. Po ośmiu miesiącach spadek utrzymywał się ciągle na poziomie blisko 15 proc.

Wyraźne hamowanie widać nawet na rynku tabletów

OPINIA

Branża liczy, że trend spadkowy na rynku elektroniki odwróci się. I to już w drugim półroczu. Oczywiście najważniejszym wyznacznikiem poziomu zakupów jest zasobność portfela konsumentów. Elektronika użytkowa nie jest zakupem pierwszej potrzeby, więc wydatkowanie środków na sprzęt będzie uzależnione od tego, czy pozostałe produkty nie obciążą zanadto świątecznych budżetów. Jedno jest pewne. Polacy coraz bardziej świadomie i rozważnie dokonują zakupów elektroniki. Już tak łatwo nie kuszą ich nowości, wolą poczekać, aż wymarzone produkty będą dostępne w bardziej przystępnych cenach albo wypatrują różnego rodzaju promocji i wyprzedaży. Do tego polski rynek w coraz większym stopniu się nasyca, dlatego też producenci muszą wykazać się dużo większą troską o klienta, jego potrzeby i oczekiwania.

Nie pomaga też otoczenie regulacyjne. Planowane są podwyżki opłat reprograficznych oraz objęcie nimi nowych urządzeń, m.in. smartfonów i tabletów. Będzie to stanowiło nie tylko dodatkowe obciążenie dla konsumenta, co z całą pewnością nie zachęci ich do nowych zakupów, lecz także dla przedsiębiorców. Każda dodatkowa opłata może bowiem zachwiać konkurencją nie tylko na polskim rynku, lecz także europejskim.

Na horyzoncie nie widać projektów porównywalnych z cyfryzacją telewizji naziemnej, która była dla konsumentów naturalną zachętą do wymiany urządzeń. Z doświadczeń tego i poprzedniego roku widzimy też, iż duże imprezy sportowe również nie są już magnesem dla konsumentów. Niestety najlepszą rzeczą, jaka może pomóc w zwiększeniu sprzedaży elektroniki, jest zwiększenie zasobności portfela konsumenta. W niedalekiej przyszłości pozytywnym impulsem dla rynku może być cyfryzacja radia. Do tego potrzebne jest jednak zwiększenie sygnału cyfrowego. Niezbędny jest też dalszy rozwój i inwestycje w rozbudowę szerokopasmowego internetu, który może stać się zachętą do doposażania gospodarstw domowych w cyfrowe urządzenia zapewniające dostęp do internetu (zarówno urządzenia mobilne, jak i komputery), niezbędne jest zwiększenie poziomu edukacji, szczególnie osób starszych oraz tych z terenów wiejskich, w dziedzinie internetu i nowoczesnych technologii. Dzięki takim działaniom możemy wytworzyć pozytywne zapotrzebowanie rynku i zachęcimy konsumentów do większych zakupów.