Pod koniec marca Komisja Europejska oficjalnie ogłosiła, że nadszedł czas, aby technologiczni giganci zaczęli w końcu respektować surowe unijne przepisy chroniące konsumentów przed nieuczciwymi praktykami. Jeden z licznych punktów spornych między Brukselą a operatorami social media to kwestia jurysdykcji oraz właściwości sądu, który powinien rozstrzygać spory wnoszone przez europejskich użytkowników.

– Zwykle narzuca się konsumentom sąd w Kalifornii, mimo że zgodnie z przepisami prawa konsumenckiego mogą oni pozywać przed sądem właściwym ze względu na swoje miejsce zamieszkania – zauważa dr Berenika Kaczmarek-Templin, adwokat specjalizująca się m.in. w prawie nowych technologii.

Fałszywe konkursy

KE otwarcie wytykała też operatorom social media, że pozwalają, aby oszuści wykorzystywali ich platformy do naciągania użytkowników. Urzędy konsumenckie w całej Europie są zalewane coraz większą liczbą skarg na fałszywe promocje i konkursy organizowane na Facebooku. Typowe procedery, z którymi zmaga się polski UOKiK, to rzekome okazje, z których można skorzystać, wysyłając SMS-y premium.

Biznes lubi sieć

Biznes lubi sieć

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Strony na FB z fałszywymi konkursami wywołują mylne wrażenie, że po wysłaniu wiadomości, konsument rzeczywiście otrzyma prezentowaną nagrodę – zaznacza Agnieszka Majchrzak z UOKiK.

– Prowadzimy w tej chwili około 10 postępowań dotyczących SMS-ów premium. Badamy na przykład sposób promowania usług premium na tzw. landing page oraz to, jak operator telekomunikacyjny wywiązał się ze swoich obowiązków informacyjnych – dodaje.

Zgodnie z art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (stanowi ona implementację dyrektywy 2000/31/WE o handlu elektronicznym) platformy internetowe, w tym operatorzy mediów społecznościowych, świadczą usługę hostingu, czyli, najprościej mówiąc, przechowywania materiałów udostępnianych przez użytkowników. Jako pośrednicy nie ponoszą więc za nie odpowiedzialności. Póki nie wiedzą o ewentualnych naruszeniach, nie reagują i nie ingerują we wpisy użytkowników. To wyłączenie w praktyce dotyczy zresztą nie tylko przechowywania, lecz również udostępniania treści, czyli tego, co jest istotą i źródłem popularności social media.

– Co ważne, art. 15 ust. 1 dyrektywy przewiduje, że państwa członkowskie nie mogą nakładać na usługodawców obowiązku moderacji. Analogiczne postanowienia zawiera polska ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną – podkreśla Michał Strzelecki, radca prawny, autor bloga PrawoReklamy.pl.

Potencjalne konsekwencje prawne wobec pośredników wchodzą w grę dopiero wtedy, gdy wiedzą oni, że krążące na platformie treści są bezprawne bądź wiążą się z nielegalną działalnością, ale mimo to nie zostają one usunięte bądź wystarczająco szybko zablokowane.

– Można wtedy mówić o pomocnictwie na gruncie kodeksu cywilnego, czyli w sporach operatorów z konsumentami. Takiej konstrukcji nie da się przełożyć na grunt administracyjnoprawny, czyli na postępowanie w sprawie naruszenia zbiorowych interesów konsumentów prowadzone przez prezesa UOKiK – wyjaśnia mec. Strzelecki.

Zastrzega jednak, że biorąc pod uwagę często szerokie posługiwanie się przez urząd pojęciem dobrych obyczajów, nie należy tego całkowicie wykluczyć.

Usuwanie postów

Portale społecznościowe umożliwiają użytkownikom zgłaszanie wpisów, które stanowią naruszenia lub przynajmniej budzą zastrzeżenia.

– Bardzo często potrzeba jednak czasu, by post został usunięty, gdyż z uwagi na skalę zawiadomień platformy korzystają z algorytmów. To one pomagają ocenić, czy zablokować dostęp do zgłoszonych treści, czy nie – tłumaczy Patrycja Kozik, ekspertka prawa konsumenckiego.

Praktycy często zderzają się z przypadkami, kiedy mechanizm zgłaszania nadużyć okazuje się po prostu niewystarczający. Z ich doświadczenia wynika, że jeśli użytkownik ma problem wykraczający poza gotowy formularz udostępniany w serwisie, to faktycznie zostaje pozbawiony możliwości dochodzenia swoich roszczeń.

– Jedna z moich klientek prowadziła na FB profil, na którym prezentowała swoje zawodowe sukcesy. Strona została zgłoszona przez konkurencję jako naruszająca prawa do znaku towarowego i choć było to nieprawdą, została zablokowana. Niestety formularz nie przewidywał możliwości zgłoszenia i wyjaśnienia takiej sprawy czy też wykazania własnych racji. Dopiero po długich bojach udało nam się doprowadzić do odblokowania strony – opowiada dr Kaczmarek-Templin.

Oznaczanie reklam

Komisja Europejska chce, aby to krajowe urzędy do spraw konsumenckich mogły za pomocą specjalnego kanału bezpośrednio sygnalizować operatorom portali społecznościowych wszelkie nieprawidłowości, które podpadają pod dyrektywę o nieuczciwych praktykach handlowych lub dyrektywę w sprawie praw konsumentów, a także żądać usunięcia bezprawnych wpisów oraz przekazania informacji o oszustach.

Niezależnie od wyłączenia odpowiedzialności social media za cudze wpisy, można też doszukiwać się podstaw ich bezpośredniej odpowiedzialności. – Może ona polegać na braku odpowiedniego oznaczenia reklam – zauważa mec. Strzelecki.

Zatajanie treści sponsorowanych to właśnie jeden z wielu zarzutów KE pod adresem niektórych mediów społecznościowych (np. Facebook płatne wpisy opatruje hasłem „sponsorowane”). Bruksela przekonuje też, że jest niedopuszczalne, aby regulaminy korzystania z social media ograniczały lub wręcz zupełnie wykluczały ich odpowiedzialność związaną z funkcjonowaniem serwisu czy też dawały operatorom platform nieograniczoną uznaniowość w kwestii usuwania treści. Obie strony pracują więc nad wypracowaniem porozumienia.

– Platformy przedstawiły swoje propozycje zmian w warunkach świadczenia usług, a Komisja i krajowe urzędy na razie wciąż je analizują – mówi Melanie Voin z KE, zastrzegając, że na tym etapie nie może ujawnić nic więcej. 

Komisja Europejska chce, aby krajowe urzędy ds. konsumenckich mogły za pomocą specjalnego kanału bezpośrednio sygnalizować operatorom portali społecznościowych wszelkie nieprawidłowości