statystyki

Tyrowicz: Ekonomiczna teoria antysemityzmu

autor: Joanna Tyrowicz05.02.2018, 07:35; Aktualizacja: 05.02.2018, 08:07
"Żydzi mają prawo wymagać, żeby władze, sfery naukowe, uniwersytety, elita kulturalna, elita polityczna wyraźnie, głośno oświadczyły: Podejmiemy wszelkie środki, żeby antysemityzm w Polsce przestał istnieć”.

"Żydzi mają prawo wymagać, żeby władze, sfery naukowe, uniwersytety, elita kulturalna, elita polityczna wyraźnie, głośno oświadczyły: Podejmiemy wszelkie środki, żeby antysemityzm w Polsce przestał istnieć”.źródło: ShutterStock

Ktoś, kto zna cenę wszystkiego, ale nie zna wartości niczego – taką opinię o ekonomistach przypisuje się Oscarowi Wilde’owi. Choć rzeczywiście on napisał te słowa, padły one w sztuce i w odniesieniu do konkretnego cynika, a nie w stosunku do ekonomistów jako takich.

Reklama


 W ostatnim czasie dość często wskazuje się, że u podstaw decyzji o charakterze gospodarczym leżą przesłanki nieekonomiczne, bo ekonomiści nie umieją właściwie wycenić prawdziwych i głębokich wartości. Nikt w  Wielkiej Brytanii nie ma wątpliwości, że brexit będzie miał negatywne skutki gospodarcze – lecz jest to poświęcenie, które wystarczający odsetek obywateli uważa za znośną cenę za suwerenność. Nie ma żadnych ekonomicznych cech odróżniających zwolenników brexitu od jego przeciwników – ale grupy te różnią się zasadniczo systemem przekonań (zwolennicy, w sensie dominujących tendencji, popierają karę śmierci, są natomiast przeciwnikami aborcji, zrównania praw cywilnych osób nieheteroseksualnych itp.). Podobne wnioski dają badania dotyczące wyników wyborów w USA, Polsce czy Francji. Zwolennicy AfD w Niemczech nie doświadczają gorszych warunków na rynku pracy niż zwolennicy SPD czy dowolnej innej partii. Wyborcy Trumpa nie są ubożsi, a ich miejsca pracy bardziej zagrożone imigracją niż wyborców Clinton. Ekonomia nie tłumaczy polityki i społeczeństw.

A jednak. Tylko trzeba spojrzeć szerzej. Przyjrzeć się głębszym mechanizmom relacji pomiędzy grupami społecznymi, etnicznymi itp. Kościół katolicki zabraniał przez wieki czerpania korzyści finansowych z pożyczania pieniędzy (tzw. lichwy). Złagodzenie tego ograniczenia na bankowość i usługi finansowe miało miejsce dopiero w  drugiej połowie XVIII wieku. Takich ograniczeń nie było w Niemczech w landach, które w okresie reformacji przeszły na protestantyzm. Przez całe średniowiecze i renesans na terenach podporządkowanych Rzymowi seniorzy lenni (najczęściej książęta) udzielali licencji na transakcje finansowe Żydom. Licencje takie były zazwyczaj bardzo szczegółowe, określały przypadki, w których w ogóle wolno pobierać odsetki, oraz ich maksymalną wysokość. Podobne licencje mogli uzyskać też chrześcijanie w landach protestanckich. Po tych licznych decyzjach często pozostawał papierowy ślad. Dzięki temu można prześledzić intensywność całego procesu przed i po reformacji.


Pozostało jeszcze 67% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Rankingi i raporty

Galerie