statystyki

Niemieckie przepisy zmienione, ale polskich przedsiębiorców i tak nie chronią, jak trzeba

autor: Aleksandra Krawczyk-29.08.2017, 09:02; Aktualizacja: 29.08.2017, 09:20
Niemal równo dwa lata temu zwracaliśmy uwagę na problem, który dotyka przedsiębiorców prowadzących interesy z niemieckimi kontrahentami.

Niemal równo dwa lata temu zwracaliśmy uwagę na problem, który dotyka przedsiębiorców prowadzących interesy z niemieckimi kontrahentami.źródło: ShutterStock

Nadal trzeba uważać na partnerów biznesowych zza Odry. Prawo jest tam co prawda nowe, ale syndycy i tak unieważniają umowy upadłych firm, a od ich polskich kontrahentów żądają zwrotu kosztów.

Reklama


Niemal równo dwa lata temu zwracaliśmy uwagę na problem, który dotyka przedsiębiorców prowadzących interesy z niemieckimi kontrahentami. Otóż syndycy zza Odry coraz częściej podejmowali działania mające na celu podważanie umów, które niemieccy przedsiębiorcy zawierali przed ogłoszeniem upadłości. Na tej podstawie żądali od kontrahentów upadłych firm zwrotu wypłaconych im należności, niejednokrotnie z wysokimi odsetkami. Jakkolwiek samo uprawnienie syndyków do uznania za bezskuteczne czynności upadłych nie budziło wątpliwości (analogiczne możliwości mają także syndycy w Polsce, jeżeli upadły działa z pokrzywdzeniem wierzycieli), to istota problemu sprowadzała się do tego, że syndycy niemieccy mogli zażądać zwrotu płatności dokonanych nawet na 10 lat przed ogłoszeniem upadłości, a wierzyciele mieli bardzo ograniczone możliwości obrony. W zasadzie niemożliwe było wykazanie, że nie znali ciężkiej sytuacji finansowej dłużnika, to zaś implikowało także domniemanie wiedzy o tym, iż każda płatność na rzecz jednego wierzyciela skutkowała pokrzywdzeniem pozostałych. Co więcej, ewentualne postępowanie sądowe musiało się toczyć przed sądem niemieckim.

Długie czekanie na modyfikację przepisów

Zmianę uregulowań planowano od dłuższego czasu. Powszechnie oczekiwana przez środowisko biznesowe nowelizacja została w końcu uchwalona w kwietniu br. i przynajmniej w pewnym zakresie ukróciła uprawnienia syndyków. Przede wszystkim to na nich przerzucono ciężar dowodu, który dotychczas obarczał wierzycieli. To syndyk musi teraz udowodnić wierzycielowi, że ten wiedział o niewypłacalności przyszłego upadłego w momencie przyjmowania od niego płatności. Do ustawy wprowadzono też korzystne dla wierzycieli domniemanie, że zawarcie z dłużnikiem porozumienia o rozłożeniu zaległości na raty świadczy o tym, iż nie wiedział o jego niewypłacalności, a nie, jak dotychczas – że taką wiedzą dysponował. Zmianie uległo również to, że syndycy mają teraz prawo podważać jedynie płatności z ostatnich czterech lat, a nie – jak wcześniej – dokonane nawet do 10 lat przed złożeniem wniosku o ogłoszenie upadłości. Co równie ważne, odsetki od zakwestionowanej płatności mają być należne dopiero za czas od wezwania wierzyciela przez syndyka do zapłaty, a nie jak do tej pory już od dnia otwarcia postępowania upadłościowego. Czekanie po kilka lat z wytoczeniem powództwa nie będzie się więc już syndykom opłacać.

Zwrot w orzecznictwie

Wraz ze zmianą przepisów modyfikacji ulega także linia orzecznicza niemieckich sądów. Ma to znaczenie dla sporów, które już są w toku. Warto zwłaszcza zwrócić uwagę na jeden z najnowszych wyroków niemieckiego Trybunału Federalnego z maja br., w którym wyraźnie wskazano, że w pewnych sytuacjach wiedza wierzyciela o grożącej dłużnikowi niewypłacalności nie musi świadczyć o tym, że wie on również, iż dokonywana na jego rzecz płatność prowadzi do pokrzywdzenia innych wierzycieli. Chodzi o przypadek, gdy strony niejako bezpośrednio wymieniają się świadczeniami, a wierzyciel nie wie, że działalność dłużnika nie jest już rentowna. W praktyce będzie to więc zwłaszcza sytuacja, gdy wierzyciel sprzedaje dłużnikowi towary za gotówkę i pieniądze są płacone przed dostarczeniem towarów albo do 30 dni po (wyrok BGH z 4 maja 2017 r., sygn. akt IX ZR 285/16). Równie duże znaczenie dla wierzycieli ma orzeczenie trybunału z czerwca tego roku. Wbrew uprzednio utrzymującym się poglądom w tym zakresie stwierdził w nim, że również samo skuteczne przeprowadzenie przeciwko dłużnikowi postępowania egzekucyjnego nie może implikować stwierdzenia, że wierzyciel wiedział, iż jest on niewypłacalny (wyrok BGH z 22 czerwca 2017 r., sygn. akt IX ZR 111/14). Przywołane orzeczenia wydają się potwierdzać pogląd, że niemieckie sądy będą teraz starały się niejako dopasować do nowych przepisów i w drodze odpowiedniej wykładni stosować wynikające z nich zasady także do sporów powstałych przed ich wejściem w życie.

Potwierdzenie właściwości sądów niemieckich

Mniej korzystne dla polskich przedsiębiorców wydaje się jednoznaczne i płynące z wielu źródeł potwierdzenie, że spory wynikłe z podważenia przez syndyka czynności upadłego powinny być rozpatrywane przez sąd kraju, w którym prowadzone jest postępowanie upadłościowe, i zgodnie z jego prawem. Jeżeli więc spór dotyczy upadłego przedsiębiorcy z Niemiec, sprawę będzie rozpoznawał sąd niemiecki, nawet jeżeli pozwany będzie miał siedzibę lub miejsce zamieszkania w Polsce. Właśnie z niemieckiej praktyki wywodzą się dwa istotne wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w których potwierdzono powyższą zasadę. Już w 2009 r. TSUE uznał, że to sąd miejsca prowadzenia postępowania upadłościowego powinien rozpatrywać spory związane z bezskutecznością czynności upadłego, nawet jeżeli druga strona umowy ma siedzibę lub mieszka w innym państwie UE (wyrok z 12 lutego 2009 r., sygn. akt C-339/07). Z kolei wyrokiem z 2014 r. rozciągnął tę zasadę również na pozwanych niezamieszkujących ani nieposiadających siedziby w UE (wyrok z 16 stycznia 2014 r., sygn. akt C-328/12). Efektem tych wyroków była zmiana unijnego rozporządzenia w sprawie postępowania upadłościowego (Dz.Urz. UE z 2015 r. L 141, s. 19). Zmodyfikowana jego wersja, którą stosuje się do postępowań upadłościowych wszczętych od 26 czerwca 2017 r., przewiduje już wyraźnie, że sądy państwa członkowskiego, na którego terytorium wszczęto postępowanie upadłościowe, mają jurysdykcję w sprawach wynikających bezpośrednio z tego postępowania i z nim ściśle powiązanych, takich jak sprawa o stwierdzenie bezskuteczności czynności prawnej. Jednocześnie rozporządzenie potwierdza zasadę, że w tego rodzaju sprawach należy co do zasady stosować prawo krajowe miejsca prowadzenia postępowania. Oznacza to w uproszczeniu, że w sporze syndyka niemieckiego z polskim przedsiębiorcą orzeknie niemiecki sąd, opierając się na niemieckim prawie.


Pozostało jeszcze 50% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Polecane

Reklama