statystyki

Telenowela z politycznym gwałtem na mediach: Każdy prezes TVP obiecywał „dobrą zmianę”, ale żadnemu to nie wyszło

autor: Barbara Sowa23.01.2016, 10:30
budynek TVP

Kolejni prezesi obiecywali bronić wolności telewizji od zagrożeń ze świata polityki.źródło: newspix.pl

Każdy prezes TVP obiecywał „dobrą zmianę”, ale żadnemu to nie wyszło. Zawsze szła w ruch polityczna miotła.

reklama


reklama


Krwawe są początki Jacka Kurskiego, niegdyś „bulteriera PiS”, dziś prezesa TVP na Woronicza. W ciągu zaledwie tygodnia z telewizją pożegnało się kilkunastu jej czołowych dziennikarzy. Po 25 latach z TVP rozstać musiał się Piotr Kraśko, z „Wiadomości” zniknęła Beata Tadla, a z „Panoramy” – Hanna Lis. To najbardziej znana trójka z dużo dłuższej listy osób „politycznie niepoprawnych”, które wymiotło nowe kierownictwo. Od szefów wyrzucani słyszeli, że „wieje wiatr zmian” albo że „nie pasują do nowej koncepcji”.

Nie zabrakło wzruszających pożegnań i słów wsparcia dla wyrzucanych pracowników. Ale obok nich zaraz pojawiły się komentarze w triumfalnym tonie, że w siedlisku propagandy zawitała „dobra zmiana”.

Fakt, TVP potrzebuje zmiany. Niezmiennie od ponad 20 lat. Ale ta obecna ani nie jest nowa, ani specjalnie dobra. Bliżej jej do déja vu albo powtórki z rozrywki.

Kolejni prezesi, tak jak były europoseł, obiecywali bronić wolności telewizji od zagrożeń ze świata polityki. Wygłaszali piękne hasła o wyrwaniu TVP z rąk polityków, o jej misji, obiektywizmie dziennikarskim i rzetelności. Sęk w tym, że obietnic rzadko dotrzymywali. Nawet jeśli mieli dobre chęci. Ale czego można się było spodziewać, skoro „bezpartyjnych” spośród ostatnich prezesów można policzyć na palcach jednej ręki? Barwy medialnych koalicji, które rządziły telewizją w ciągu ostatnich dwóch dekad, zmieniały się, ale cel pozostawał zawsze ten sam. Robić dobrze własnej partii. Tylko jedni robili to w białych rękawiczkach, a inni się nie certolili.

Zagłodzić dziennikarza

Mechanizm zawsze był zawsze dość prosty. Od 1992 r., kiedy weszła w życie ustawa medialna powołująca KRRiT, schemat się powtarzał. I na nic się zdały „apolityczne konkursy”. Politycy wysyłali swoich przedstawicieli do KRRiT, ta zaś wybierała rady nadzorcze TVP i Polskiego Radia, które – w ramach mniej lub z czasem coraz bardziej egotycznych koalicji – wskazywały prezesów i wiceprezesów medialnych spółek. Nowe władze – przywożone w teczkach, jak mówią pracownicy telewizji – zaczynały od zwolnień. Wycinały w pierwszej kolejności ludzi, którzy mogli robić im problemy – „niepokornych” wobec nowej władzy. A w to miejsce prowadzali „swoich” i nowe programy.

– Wyrzucano mnie trzy razy, z czego dwukrotnie zwalniał mnie i przyjmował ten sam wicedyrektor kadr. Za ostatnim razem to już poszliśmy razem na obiad, prawie jak dobrzy znajomi – mówi Agnieszka Romaszewska-Guzy, szefowa Biełsat TV. Za pierwszym razem za czasów Roberta Kwiatkowskiego. „Brunatny” Robert, który sam stracił stołek po aferze Rywina, jest do dziś swoistym symbolem upolitycznienia telewizji. TVP nazywano wtedy „Telewizją Białoruską oddział w Warszawie”. Nic dziwnego. Za jego czasów TVP stała się okienkiem Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego, a serwisy publicznej telewizji zamieniły się w karykaturę programów informacyjnych.

To między innymi podwładni Kwiatkowskiego – jak wynika z relacji byłego naczelnego „Trybuny” Janusza Rolickiego – jesienią 1998 r. w każdy wtorek rano stawiali się w Sejmie na narady do Leszka Millera. Na spotkaniach omawiano nie tylko planowane posunięcia rządu, ale też sprawy personalne – wymyślono tam na przykład posadę dyrektora programowego dla dziennikarza Andrzeja Kwiatkowskiego, który stracił miejsce w zarządzie TVP. Kwiatkowski to czołowa gwiazda publicystyki telewizyjnej w czasach PRL, odsunięto go za rządów Walendziaka i przywrócono po 1998 r. To on stworzył „Tygodnik polityczny Jedynki”, który z powodu stronniczych komentarzy prowadzącego przez kilka miesięcy bojkotowały AWS i UW.


Pozostało jeszcze 85% treści

PROMOCJA
Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc już od 33,00 złZamów abonament

Przeczytaj artykuł
Koszt SMS-a 2,46 złZapłać sms-emMasz już kod?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

reklama

  • ???(2016-01-23 23:00) Odpowiedz 01

    A pisowscy hejterzy jakoś tu ucichli?

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama