Zamiast tworzyć osobną ustawę o dekoncentracji mediów, można sprawę załatwić dużo łatwiej – dodając kilka artykułów do istniejącej ustawy o radiofonii i telewizji. Z taką propozycją wyszła Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Jeśli pomysł zyska aprobatę szefa partii rządzącej, może być zrealizowany jeszcze w tym roku.

Zaletą tego rozwiązania jest prostota. Prawo i Sprawiedliwość oraz jego koalicjanci nie musieliby procedować nowej ustawy, budząc żywy sprzeciw opozycji, lecz wprowadziliby zmiany za pomocą kilku artykułów w akcie prawnym. Ten i tak musi zostać znowelizowany, nad czym Ministerstwo Kultury już pracuje. Głosy krytyczne uległyby więc rozmyciu, bo większość innych zmian w ustawie o radiofonii i telewizji będzie neutralna politycznie – chodzi w nich głównie o uwspółcześnienie dokumentu powstałego na początku lat 90. XX w. i mimo późniejszych uaktualnień noszącego znamiona epoki przedinternetowej. 

Za wyborem tego sposobu przemawia też jego skuteczność. Nowelizując ustawę o rtv można nie tylko powierzyć KRRiT zadanie kontrolowania poziomu koncentracji w mediach, ale od razu uzbroić regulatora w narzędzia egzekucji: rynek radia i telewizji jest koncesjonowany. 

Z naszych informacji wynika, że w grę wchodzą dwa rodzaje sankcji. Radykalne rozwiązanie to odbieranie koncesji grupom medialnym uznanym za zbyt rozrośnięte. Łagodniejsze – odmowa przedłużenia koncesji na kolejny okres. Dziś 10-letnie koncesje na nadawanie radiowe lub telewizyjne są przedłużane automatycznie. Zgodnie z obecną ustawą rtv wystarczy, by koncesjonariusz złożył wniosek w odpowiednim terminie, tj. nie później niż rok przed wygaśnięciem dotychczasowej zgody na emisję. Wprowadzenie obowiązku spełnienia dodatkowych warunków i uzależnienie przedłużenia koncesji od zgody KRRiT pozwoli utrzymać rynek w ryzach. Nadawcy nie będą chcieli się narażać regulatorowi, bo każdy, kto utraci prawo rozpowszechniania swojego programu naziemnie, satelitarnie lub w sieciach kablowych, będzie musiał zwinąć interes. 

Główną wadą zaproponowanej przez Krajową Radę metody rozprawienia się z nadmierną – według PiS – koncentracją w mediach jest ograniczenie jej działania do radia i telewizji, bo tylko tam sięga władza KRRiT. Rynek prasy i internet byłby poza obrębem regulacji. Z nieoficjalnych rozmów z politykami PiS wynika jednak, że „na początek może i to wystarczy”.
Przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski wspomniał o swoim pomyśle na wczorajszym posiedzeniu sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu. Odpowiadając na pytania posłów, zwrócił uwagę, że choć przed laty w naziemnej telewizji analogowej były tylko cztery programy, a dziś w cyfrowej jest prawie 30, to układ sił na rynku telewizyjnym się nie zmienił: nadal dominują ci sami nadawcy, Polsat i TVN (obecnie działający razem z Discovery). Oprócz dużej liczby kanałów i cennych praw do transmisji sportowych każda z tych telewizji zbudowała swoją przewagę konkurencyjną na dodatkowych polach; tzn. firma Zygmunta Solorza dysponuje największą w kraju platformą telewizji płatnej (Cyfrowy Polsat), natomiast Grupa TVN zgromadziła największe na polskim rynku zasoby czasu reklamowego, sprzedając spoty w kanałach własnych i wielu stacjach należących do mniejszych nadawców.
– Chodzi nam o to, żeby nie dopuszczać do wykorzystywania pozycji na jednym rynku i wpływania na inny rynek – mówił Kołodziejski o propozycji KRRiT wprowadzenia zapisów dekoncentracyjnych do ustawy
rtv. – Koncentrację krzyżową uważamy za największe zagrożenie dla pluralizmu mediów. I niezależnie od losów ustawy dekoncentracyjnej to powinno być uwzględnione w ustawie o radiofonii i telewizji – dodał. Podkreślał, że nie chodzi mu o demontaż rynku. – Jest potrzeba ustawowej ochrony pluralizmu przed skutkami koncentracji i ochrony małych nadawców przed silnie skonsolidowanymi grupami – zaznaczył.

Przedstawiciele największych mediów elektronicznych nie chcą się wypowiadać w tej sprawie. Członek zarządu TVN i Discovery Maciej Maciejowski nie zamierza komentować kwestii dekoncentracji, dopóki pozostaje ona w sferze spekulacji. – Nie ma tematu, dopóki nie będzie planów regulacyjnych – kwituje. Przedstawiciele Grupy Polsat i Grupy Bauer (należy do niej największa w Polsce grupa radiowa – RMF) wskazują, że informacje Piotra Zaremby z DGP o powrocie tematu dekoncentracji dementowała rzeczniczka PiS Beata Mazurek.
Tak czy inaczej, zręby nowelizacji przepisów o
rtv, tzw. ustawy czyszczącej, Ministerstwo Kultury już przygotowało. Czy w dokumencie znajdą się zapisy dotyczące koncentracji? – Dostrzegamy potrzebę zmian gwarantujących pluralizm na rynku mediów i jesteśmy otwarci na propozycje krajowej rady – odpowiada wiceminister kultury Paweł Lewandowski.
Politycy PiS w nieoficjalnych rozmowach stwierdzają, że „decyzja polityczna” o rozpoczęciu dekoncentracji przez nowelizację ustawy
rtv jeszcze nie zapadła. Jeśli będzie zielone światło, wprowadzenie nowych przepisów nie zajmie wiele czasu i jest realne w tym roku. Pytanie, czy jeszcze przed wyborami samorządowymi? – Okres przedwyborczy to nie jest dobry moment na takie zmiany – mówi nam osoba związana z kierownictwem koalicji rządzącej. 

Wprowadzenie nowych przepisów jest realne jeszcze w tym roku