statystyki

Kto ma w garści media, ten ma władzę. Wiedzą o tym nie tylko polscy rządzący

autor: Klara Klinger, Elżbieta Rutkowska31.03.2018, 19:00
W krajach Europy Środkowej wolne i niezależne media były jednym z symboli demokracji i odzyskanej wolności

W krajach Europy Środkowej wolne i niezależne media były jednym z symboli demokracji i odzyskanej wolnościźródło: ShutterStock

Ręczne sterowanie dziennikarzami, trzymanie gazet i telewizji w szachu reklamowym, monopolizowanie rynku. Metody są różne, ale powód ten sam: zdobyć media to zyskać realną władzę.

W drugą niedzielę kwietnia na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne. Kto wygra? Bez wątpliwości: ten, kto ma przewagę w mediach, czyli Fidesz. Partia rządząca może nawet zdobyć większość konstytucyjną. Na Słowacji po zabójstwie dziennikarza śledczego Jána Kuciaka – opisującego korupcję rządzących – demonstrowały dziesiątki tysięcy ludzi, w samej Bratysławie 65 tys. Na ulice, choć nie tak tłumnie, wyszli też Czesi. Bronili wolności słowa i niezależności mediów publicznych, które stanowią tam ważną przeciwwagę dla prorządowych największych dzienników prywatnych.

W krajach Europy Środkowej wolne i niezależne media były jednym z symboli demokracji i odzyskanej wolności. Dziś w coraz większym stopniu dostają się w ręce oligarchów sprzyjających temu, kto ma władzę, i dbających, by ją zachował. Przestają się liczyć standardy dziennikarskie i dążenie do prawdy, ważniejszy jest rząd dusz.

Pseudorzeczywistość

Najgorsza sytuacja jest na Węgrzech. Z zestawienia przygotowanego przez Attilę Bátorfyego, dziennikarza niezależnego serwisu Atlatszo.hu, wynika, że w rękach oligarchów związanych z Fideszem, rządzącą partią Viktora Orbána, znajduje się ponad 500 tytułów (nie tylko informacyjnych). – Efekt jest taki, że ludzi, którzy czytają lub oglądają wyłącznie propagandę rządową, są miliony. I nigdy nie spotykają się oni z krytyczną lub opozycyjną informacją ani opinią – stwierdza Bátorfy. – Rząd nie chce i nawet nie byłby w stanie przekonać większej liczby swoich zwolenników, ale wydaje się, że te 2–2,5 mln Węgrów wystarczy, aby wygrać kolejne wybory większością dwóch trzecich głosów – przewiduje. Jeżeli się uda, będzie to większość pozwalająca zmienić konstytucję.

Największe imperia zbudowało trzech biznesmenów kojarzonych z Orbánem: Lőrinc Mészáros, Heinrich Pecina i Andy Vajna. Nie ma w tym gronie Lajosa Simicski, który od początku lat 90. był medialnym oligarchą Fideszu, budującym media przychylne tej partii. Po konflikcie między Orbánem a Simicską w 2015 r. rządzący pozbyli się dawnego stronnika i stworzyli nowe imperium medialne.

Pod koniec ubiegłego roku serwis Atlatszo.hu policzył wpływy mediów prorządowych, neutralnych i opozycyjnych lub krytycznych wobec władzy, biorąc pod uwagę, do ilu odbiorców docierają. Okazało się, że tytuły i stacje należące do stronników Fideszu dominują we wszystkich segmentach rynku z wyjątkiem internetu. Wśród ogólnokrajowych gazet codziennych na pisma prorządowe przypada 65 proc. rynku, podczas gdy na opozycyjne lub krytyczne tylko 9 proc. (reszta zachowuje neutralność). To i tak nic w porównaniu z tygodnikami opinii, gdzie stosunek popierających rząd do krytycznych wynosi 90,5 proc. do 4,5 proc. Wśród stacji radiowych neutralność zachowuje jedna trzecia: prorządowe mają 62 proc., a krytyczne 4 proc. W wieczornych programach informacyjnych w telewizji neutralności nie zachowuje nikt, a dominuje życzliwość dla Fideszu – 55 proc. I to mimo że największy prywatny nadawca telewizyjny, Grupa RTL należąca do koncernu Bertelsmann, jest wobec władzy krytyczny. W dziale gazet regionalnych jako prorządowe zaznaczono wszystkie. I tylko internetowe portale informacyjne nie zostały całkiem opanowane przez zwolenników węgierskiej władzy – takie serwisy mają tu 37 proc. rynku, podczas gdy połowa jest wobec rządu krytyczna. Jeśli jednak podsumować zasięg wszystkich mediów, to z analizy Atlatszo.hu wynika, że przyjazne Fideszowi dominują: 59 proc. wobec 21 proc. krytycznych i 20 proc. neutralnych.


Pozostało jeszcze 82% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Komentarze (4)

  • Bert(2018-03-31 19:23) Zgłoś naruszenie 125

    "były wolne media"..., a od kogo wolne, jeśli wolno spytać, czy od postkomuny, czy od springera i pozostałych liberalnych obcych koncernów, czy może od sorosza. Komu wy w DGP chcecie mydlić oczy...

    Odpowiedz
  • Nul(2018-04-01 11:12) Zgłoś naruszenie 71

    Dziennik Gazeta Prawna to szczyny Sorosa.

    Odpowiedz
  • Chudy byk(2018-04-01 11:43) Zgłoś naruszenie 31

    Przecież totalna ma swoje media,m.in tvn , wybiórczą i inne,a władzy nie mają i...mieć nie będą.

    Odpowiedz
  • champion(2018-04-12 20:12) Zgłoś naruszenie 00

    To dlatego temat kontroli umysłu, broni elektromagnetycznej, nielegalnych czipów w przestrzeni publicznej tak kuleje ...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane