Kilka lat temu olbrzymim zainteresowaniem cieszyły się dotacje na tworzenie e-usług. Młodzi, zdolni i ambitni, mając do dyspozycji kilkaset tysięcy złotych, wskakiwali bez asekuracji na głęboką wodę biznesu. Obecnie formuła wsparcia małego biznesu wykorzystującego techniki informatyczno-komunikacyjne (TIK) działa na odwrotnej zasadzie. Około 100 mln zł na ten cel jest w projekcie e-Pionier, za który odpowiada Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Infrastruktura, opieka i wsparcie

Filarem e-Pioniera będą tzw. akceleratory. To instytucje mające doświadczenie w realizacji projektów na pograniczu sfery prywatnej i publicznej oraz zaplecze biurowe, techniczne i kadrowe niezbędne do prowadzenia prac nad e-projektami. Na działalność w okresie trzech lat uzyskają dotacje w wysokości maksymalnie 12 mln zł. Kwota ta będzie stanowić 80 proc. planowanych kosztów, natomiast pozostałe 20 proc. każdy akcelerator będzie musiał dołożyć z prywatnych środków.

– Taka struktura finansowania z jednej strony pozwoli im podejmować ryzyko związane z opracowywaniem nowatorskich rozwiązań, z drugiej zaś będzie mobilizowała do maksymalizacji opłacalności realizowanych przedsięwzięć – podkreśla Daniel Maksym, dyrektor Działu Rozwoju i Innowacji Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Zadania akceleratorów można podzielić na trzy grupy. Po pierwsze, pozostając w kontakcie z instytucjami publicznymi, organizacjami pozarządowymi oraz zwykłymi obywatelami będą zbierały informacje o zapotrzebowaniu na rozwiązanie konkretnych problemów o znaczeniu społecznym lub gospodarczym. Projekty będą realizowane w nowatorskiej formie tzw. zamówień przedkomercyjnych. Oznacza to, że instytucje publiczne będą składały akceleratorom zamówienie na rozwiązanie problemu, wypracowanie rozwiązania. Specyfikacja będzie się odnosić do potrzeb i funkcjonalności, a nie opisu konkretnego produktu lub usługi. Te będą dopiero wynikiem prowadzonych prac.

Znając problem, akcelerator będzie rekrutował ludzi, którzy mają potencjał, by znaleźć jego rozwiązanie. W każdym zespole znajdą się programiści – zarówno ci doświadczeni, jak i młodzi i wyjątkowo zdolni, na przykład działający w studenckich kołach naukowych. Pozostałą część zespołu będą stanowili specjaliści w dziedzinach, których dotyczy problem – socjologowie, behawioryści, inżynierowie, leśnicy, medycy... lista jest otwarta.

– Pod każdy problem tworzone będą 2–3 pracujące niezależnie zespoły. Ich członkowie będą mogli otrzymywać od akceleratora wynagrodzenie w uzgodnionej indywidualnie formie i wysokości. Akcelerator będzie też weryfikował wstępne propozycje pomysłów na rozwiązanie problemu pod względem technologicznym i biznesowym – mówi Daniel Maksym.

Trzecia rola akceleratora to wsparcie merytoryczne zespołów np. w zakresie wzornictwa, rozwoju technologii, prawa i finansów. Będą zapewniały coaching, mentoring, udział w warsztatach, seminariach w kraju i za granicą. W wybranych przypadkach zaangażują się również w rozwój nowego e-biznesu.

Szansa na samodzielność

Praca osób tworzących zespoły interdyscyplinarne będzie pozornie przypominała realizację zadania w dziale badawczo-rozwojowym korporacji z branży IT. Zasadnicza różnica polega jednak na tym, że wypracowane rozwiązanie pozostanie własnością zespołu i będzie mogło stanowić zalążek dla własnej firmy.

Instytucje inspirujące zespoły do działania poprzez składanie zamówienia przedkomercyjnego nie są co prawda zobligowane do zakupu wypracowanego produktu, jednak istnieje spora szansa, że zdecydują się nabyć któreś z rozwiązań. Taka opcja może ułatwić przekształcenie zespołu w spółkę prawa handlowego, która wystartuje na rynku, mając już pierwsze zamówienie.

Jednak nawet jeżeli taki zakup nie nastąpi lub wybrane będzie jedno z kilku rozwiązań, akcelerator przeprowadzi analizę sytuacji rynkowej i oszacuje szansę powodzenia biznesowego produktu czy usługi na wolnym rynku. Wskaże też możliwości otrzymania wsparcia kapitałowego na rozwój firmy – od inwestora prywatnego lub instytucjonalnego, dysponującego środkami z Funduszy Europejskich lub własnymi.

Jeżeli przedsięwzięcie będzie dobrze rokowało, akcelerator również może stać się udziałowcem w nowo powstałej spółce.

– Jego udziały mogą wówczas osiągnąć nawet 20 proc., czyli tyle, ile zainwestował w fazę przygotowania produktu ze środków prywatnych. Sukcesy wykreowanych spółek będą podstawą przychodów podmiotów finansujących akcelerator – podkreśla Daniel Maksym.

A co w sytuacji, gdy zespołom nie uda się znaleźć rozwiązania, w trakcie ich pracy wejdzie na rynek produkt rozwiązujący zidentyfikowany problem lub żadne z rozwiązań nie znajdzie ostatecznie nabywcy? – To element ryzyka wpisujący się w ideę tak ostatnio modnego słowa: start-up – podsumowuje dyrektor z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

PROJEKT JEST WSPÓŁFINANSOWANY ZE ŚRODKÓW FUNDUSZU SPÓJNOŚCI UNII EUROPEJSKIEJ

Monika Niewinowska