To już jest trzecia perspektywa finansowa od wejścia Polski do UE, mogłaby się więc wydawać, że urzędnicy samorządowi świetnie się orientują w pisaniu wniosków i zdobywaniu pieniędzy z unijnych funduszy. Nic bardziej mylnego. Z sondy DGP przeprowadzonej w gminach wynika, że nie zamierzają one rezygnować ze wsparcia prywatnych podmiotów. Nic nie ma jednak za darmo – muszą im za to zapłacić.

Setki tysięcy za miliony

Urząd Miejski w Wałbrzychu w ostatnich czterech latach na współpracę z prywatnymi firmami pomagającymi w pozyskaniu pieniędzy z europejskich funduszy wydał blisko 200 tys. zł, co przełożyło się na 109 mln zł unijnego wsparcia. Po zewnętrznych specjalistów przy pisaniu wniosków z chęcią sięgają też inne jednostki. Aneta Cieślak z Urzędu Miasta i Gminy w Busku-Zdrój, która na co dzień zajmuje się pozyskiwaniem środków z UE, przyznaje, że jej jednostka korzystała ze wsparcia firmy konsultingowych.

Z kolei Joanna Łyskawa z Urzędu Miasta i Gminy we Wrześni stwierdza otwarcie, że nie wie, ile jej urząd zapłacił do tej pory firmom zewnętrznym. – Nie jesteśmy w stanie tego dokładnie ustalić, bo z takiego wsparcia korzystają poszczególne referaty – tłumaczy. Potwierdza, że miasto ma specjalny referat, który dodatkowo zajmuje się pozyskiwaniem i pisaniem wniosków o unijne wsparcie.

Środki UE dla samorządowców

Środki UE dla samorządowców

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Mniej hojny dla zewnętrznych firm jest za to samorząd Rychwala.

– W latach 2011–2014 tylko raz skorzystaliśmy z pomocy prywatnej firmy. Zapłaciliśmy jej 12 tys. zł, przy czym udało się nam pozyskać 580 tys. zł – zaznacza Joanna Michalak z Urzędu Gminy i Miasta w Rychwale. – To był jednak skomplikowany wniosek, dlatego poprosiliśmy o pomoc zewnętrznych specjalistów. Na co dzień tymi sprawami zajmują się nasi urzędnicy – dodaje.

Małych nie stać

Tymczasem firmy świadczące usługi samorządom zwracają uwagę, że najczęściej korzystają z nich małe gminy. – Nie stać ich na zatrudnienie wysokiej klasy specjalistów. Mogą im zaoferować co najwyżej 2–3 tys. zł na rękę, a to jest za mało – stwierdza Joanna Kasprzak-Dżyberti z firmy Dobry Projekt w Opolu.

Potwierdza jednak, że zewnętrzne podmioty angażują także duże jednostki zatrudniające specjalistów od unijnych funduszy.

– Zlecają one firmom przygotowanie np. studium wykonalności inwestycji, a później z tego dokumentu ponad 80 proc. danych przekopiowują do wniosku – wylicza Kasprzak-Dżyberti.

Urzędnicy jednak nie widzą w tym nic dziwnego, że korzystają z usług innych podmiotów, choć mają swoich specjalistów. Twierdzą, że bez takiego wsparcia nie byliby w stanie pozyskać środków z UE.

– Do poszczególnych projektów często jest wymagane studium wykonalności inwestycji. By ten dokument sporządzić, potrzebna jest analiza finansowa, której sami nie jesteśmy w stanie zrobić. Zlecamy ją więc firmom zewnętrznym – przyznaje Anna Zając z Urzędu Gminy i Miasta Grodków (woj. opolskie).

Z kolei świdnicki urząd miejski, w którym za pozyskanie pieniędzy z Brukseli odpowiada czterech urzędników, współpracuje z firmami konsultingowymi w zakresie przygotowywania dokumentacji projektowych. – Wykonują dla nas np. studium wykonalności, oddziaływania na środowisko, przygotowują wnioski projektowe – informuje Elżbieta Łopacka z Urzędu Miejskiego w Świdnicy.

Wskazuje, że na ten cel urząd wydał ponad 100 tys. zł, ale dzięki tej współpracy pozyskał z UE 58 mln zł. – Najczęściej rola firm zewnętrznych sprowadza się do sprawdzenia, czy przygotowane przez naszych urzędników dokumenty są poprawne – wyjaśnia Elżbieta Łopacka.

Zdani na siebie

Z naszej sondy wynika, że tylko nieliczne samorządy decydują się na pozyskiwanie środków własnymi siłami.

– Od 2011 r. pozyskaliśmy 480 mln zł z funduszy unijnych. Nie daliśmy zarobić ani złotówki żadnej zewnętrznej firmie. A zalewały nas różnego rodzaju ofertami – potwierdza Maciej Chłodnicki, rzecznik prasowy prezydenta Rzeszowa.

Tłumaczy, że za zdobycie unijnych pieniędzy odpowiada 20-osobowy referat. – Oczywiście zatrudnionym w nim osobom musieliśmy zaproponować wyższe zarobki niż pozostałym urzędnikom. Inaczej mielibyśmy do czynienia z falą odejść – podkreśla Chłodnicki. – Są to wysokiej skali specjaliści – dodaje.

Zaufania do prywatnych firm nie ma także Urząd Miasta w Kartuzach.

– Mamy odpowiednio wykwalifikowanych urzędników. Od 2011 r. udało się nam zdobyć 18 mln zł – mówi Agnieszka Pstrągowska, zastępca głównego księgowego w Urzędzie Miasta w Kartuzach. Twierdzi, że gmina nie zamierza niczego zmieniać w najbliższej perspektywie.