statystyki

Diamenty są lepsze dla kobiet. Inwestorom nie przynoszą dużych zysków

skomentuj

Kłopot pojawia się już przy zakupie. Eksperci twierdzą, że by nabyć wartościowy kamień, trzeba mieć minimum 50 tys. zł i odpowiednią wiedzę. – Nie każdy klejnot przyniesie zysk.

Publikacja: 23 lutego 2012, 08:58 Aktualizacja: 23 lutego 2012, 09:07

Diamentowy pierścionek

źródło: Bloomberg
Diamentowy pierścionek

Od rozpoczęcia kryzysu finansowego w 2007 r. inwestycje alternatywne stały się bardzo modne, jednak nie wszystkie są godne polecenia małym i średnim inwestorom. Jedną z nich są diamenty.

Pod inwestycję trzeba wybierać kamienie certyfikowane przez niezależne, uznane laboratorium gemmologiczne, w szlifie brylantowym, wielkości nie mniejszej niż 2 karaty – ostrzega Rafał Szybiak, doradca finansowy prowadzący portal idiamenty.pl. Certyfikaty są niezbędne, bo w ostatnich latach światowe rynki zostały zalane przez sztuczne brylanty, do rozpoznania których potrzebna jest zaawansowana aparatura.

Niecałe 6 proc. zysku

Ale samo kupno – zwyczajowo z dość wysoką prowizją pośrednika – prawdziwie szlachetnego kamienia wcale nie daje gwarancji wysokiego zysku. Według prognoz niezależnej od wielkich wydobywców firmy WWW International Diamond Consultants w najbliższych 4 latach oszlifowane diamenty powinny przynieść średnio 5,7 proc. zysku w skali roku. To niewiele więcej niż lokata. Nie należy się więc spodziewać powtórki z ostatnich lat, gdy cena szlifowanych diamentów, według danych firmy McBain&Co., szła co roku w górę średnio o 9 proc.

A może być gorzej. Analitycy ankietowani przez agencję Bloomberg przewidują, że w 2012 r. tempo wzrostu chińskiej gospodarki spadnie z 9,2 proc. do 8,5 proc. – To spowoduje, że bieżący rok będzie najtrudniejszy w historii dla chińskiego rynku dóbr luksusowych – uważa Jason Yuan z UOB Kay Hian w Szanghaju, cytowany przez Bloomberg. Jeśli do tego kryzys w strefie euro będzie postępował, a USA – największy konsument diamentów – nie przyspieszą, popyt na szlifowane diamenty może się zmniejszać. W ostatnich latach rósł głównie dzięki rynkom wschodzącym – kamienie kupowała tworząca się klasa średnia i wyższa z Chin, Indii i krajów Zatoki Perskiej.

Indeks nieco w górę

Sygnały ochłodzenia rynku jubilerskiego już są. – Sprzedaż biżuterii w Chinach na przełomie 2011 i 2012 r., w tym diamentów, rozczarowała – twierdzi Caroline Mak, szefowa Hong Kong Retail Management Association. Od początku roku diamentowy Polished Prices Index wzrósł o 0,8 proc.

Pocieszające jest to, że nawet w sytuacji drastycznego spadku popytu (doszło do tego w latach 2008 – 2009) ceny diamentów nie poszły równie mocno w dół, gdyż największe firmy wydobywcze – De Beers i Alrosa – zamknęły część swoich kopalń, ratując rentowność. To doprowadziło do spadku podaży kamieni.

Problem z wyceną i sprzedażą kamieni
Inwestycja w diamenty jest ryzykowna nie tylko ze względu na krążące po rynku sztuczne kamienie i nadchodzące spowolnienie gospodarcze. Dostęp do przedstawiającego aktualne ceny kamieni Rapaport Diamond Report jest płatny – czyli trzeba zapłacić, by nie przepłacić. Poza tym istnieje niestety duże prawdopodobieństwo, że osoba, która zainwestowała w kamień, będzie miała problem z jego sprzedażą w dobrej cenie. Jubilerzy czy firmy inwestycyjne przy odkupywaniu brylantów proponują duże dyskonto w stosunku do aktualnej wyceny rynkowej jednego karata. Trudno sobie wyobrazić sprzedaż tego rodzaju aktywa przez internetowy portal aukcyjny tylu Allegro czy e-Bay. Można więc porównać płynność brylantów do płynności nieruchomości: czasami trzeba czekać latami, by uzyskać od kupującego godziwą kwotę.

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zapisz się na bezpłatny newsletter