To kluczowe stwierdzenie piątkowej sesji Sądu Najwyższego. Trzy jednobrzmiące uchwały są bardzo korzystne dla konsumentów, mogą zaś mieć opłakane skutki dla zakładów ubezpieczeń, które wciskały niewiele warte produkty nieświadomym ludziom. Radości nie kryje rzecznik finansowy. Aleksandra Wiktorow od lat przekonywała, że tzw. uefki mają niewiele wspólnego z ubezpieczeniami

Polisowy miszmasz

W sprawach, które trafiły do Sądu Najwyższego, chodziło o to, ile wynosi termin przedawnienia roszczeń posiadaczy toksycznych polis względem ubezpieczycieli. Jeśli uznać uefkę za typową umowę ubezpieczenia – zastosowanie znaleźć powinien art. 819 par. 1 kodeksu cywilnego („Roszczenia z umowy ubezpieczenia przedawniają się z upływem lat trzech”). Jeżeli natomiast uznamy, że uefka to umowa nienazwana o mieszanym charakterze (inwestycyjno-ubezpieczeniowym), zastosowanie znalazłby ogólny 10-letni termin, mający swe umocowanie w art. 118 k.c. (od 9 lipca 2018 r., po wejściu w życie nowelizacji k.c., o której wiele pisaliśmy, wynosi on sześć lat).

Ubezpieczeniowy przekręt

Ubezpieczeniowy przekręt

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Tak naprawdę więc kluczowe w sprawach zawisłych przed SN było stwierdzenie, czym jest umowa z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym.

Rozstrzygnięcie SN

– Taka umowa ma charakter mieszany. Nie zmienia tego fakt, że została ona uregulowana w ustawie o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracji. Liczy się jej jurydyczny charakter, czyli fakt, że w dużej mierze służy ona inwestowaniu środków – wyjaśniał sędzia Roman Trzaskowski.

Radca prawny Piotr Stosio z kancelarii radcy prawnego Łukasza Wilmy uważa, że orzeczenia SN są trafne. W umowie ubezpieczenia świadczeniem ubezpieczającego jest zapłata składki, natomiast świadczeniem ubezpieczyciela jest ochrona ubezpieczeniowa lub kwota należna ubezpieczającemu z tytułu dożycia.

– Tymczasem w umowach ubezpieczenia na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym charakter ubezpieczeniowy ma drugo rzędne znaczenie. Jest to przede wszystkim umowa o charakterze inwestycyjnym, związana z zarządzeniem przez ubezpieczyciela środkami. Zdecydowaną większość środków idących ze składek ubezpieczającego, w zależności od konkretnego produktu, przeznaczono bowiem na lokowanie w funduszach kapitałowych, a skoro element ubezpieczeniowy ma charakter jedynie marginalny, to trudno uznać zawartą umowę za umowę ubezpieczenia – przekonuje mec. Stosio.

I dodaje, że w związku z tym logiczne jest spostrzeżenie, iż zastosowanie znajduje ogólny 10-letni termin przedawnienia.

Nowy front walki

Co uchwały Sądu Najwyższego oznaczają w praktyce? Na pewno skorzystać na nich może kilkadziesiąt tysięcy osób, które – choć miały rację w sporach z zakładami ubezpieczeń – nie otrzymałyby pieniędzy wskutek podniesienia przez korporacje zarzutu przedawnienia.

– To dobra wiadomość dla osób, które w przeszłości rozwiązały tego typu umowę i poniosły z tego tytułu straty, a do tej pory wstrzymywały się ze zgłaszaniem roszczeń – potwierdza Aleksandra Wiktorow.

Ludzie często nie oddawali szybko spraw do sądów, bo wierzyli, że uda się je rozstrzygnąć polubownie. Część ubezpieczycieli zwodziła konsumentów obietnicami, których realizacja się przeciągała – najprawdopodobniej licząc na upływ trzyletniego terminu. Niektórzy posiadacze uefek wierzyli też w zaangażowanie organów państwa. Niestety aktywny okazał się jedynie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Do jego sugestii, że należałoby zwrócić pieniądze obywatelom, zastosowała się jednak tylko część zakładów ubezpieczeń.

W efekcie wiele osób zostało poszkodowanych, najczęściej na kwoty oscylujące wokół 10–15 tys. zł. To efekt pobierania opłat likwidacyjnych od konsumentów, którzy w pewnym momencie dostrzegli, że na produkcie nic nie zyskają, a mogą jedynie stracić. W jednej z rozpatrywanych przez SN spraw klient dochodził około 10 tys. zł plus odsetki. Roszczenie wynikało z tego, że przy rezygnacji w piątym roku trwania umowy z wartości polisy na poziomie ponad 13 tys. zł towarzystwo wypłaciło przy jej likwidacji zaledwie 2,5 tys. zł.

Biuro rzecznika finansowego podkreśla, że 10-letni termin przedawnienia będzie miał zastosowanie do roszczeń klientów związanych z rozwiązaniem umowy przed 9 lipca 2018 r.

– Niestety do roszczeń osób, które dopiero teraz rozwiążą taką umowę i poniosą wysoką opłatę likwidacyjną, mają zastosowanie już nowe przepisy mówiące o sześcioletnim okresie przedawnienia – wyjaśnia Cezary Orłowski z biura rzecznika finansowego.

Wydane uchwały otwierają również zupełnie nowy front walki, który może okazać się zabójczy dla ubezpieczycieli. Wiele zależy od treści pisemnego uzasadnienia uchwał SN.

Otwarta furtka

Zakłady ubezpieczeń, wciskając ludziom uefki ze skrajnie niekorzystnymi postanowieniami dotyczącymi zasad wykupu polisy, działały na podstawie przepisów ubezpieczeniowych. Jeśli natomiast by uznać, że zachęta do zakupu polisy była tak naprawdę doradztwem inwestycyjnym, okazałoby się, że wielu ubezpieczycieli nie miałoby prawa zawrzeć umowy z konsumentami. Ci, którzy nawet takie prawo mieli, przedstawiali z reguły mniej informacji, niż wymagają tego przepisy dotyczące inwestowania kapitału. To zaś szeroko otwarta furtka do żądania uznania całej umowy za nieważną przez setki tysięcy osób.

Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku z 31 maja 2018 r. (sygn. akt C-542/16) stwierdził co prawda, że w świetle unijnych przepisów uefki podlegają co do zasady regulacjom ubezpieczeniowym, a nie inwestycyjnym, ale zarazem dopuścił możliwość, by sądy krajowe oceniły sprawę inaczej. Jeśli więc Sąd Najwyższy w uzasadnieniach jasno wskaże, że w przypadku gdy dominującym elementem był ten inwestycyjny, należy traktować umowę jako nienazwaną, ale bliską umowie o inwestowaniu środków, droga do unieważnienia tysięcy umów będzie otwarta. 

orzecznictwo

Uchwały Sądu Najwyższego z 10 sierpnia 2018 r., sygn. akt III CZP 13/18, III CZP 20/18 i III CZP 22/18. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia