Chodzi o częste sytuacje, gdy pasażer przy wsiadaniu lub wysiadaniu z auta uszkodzi inny samochód. Na przykład ze zbyt dużą siłą otworzy drzwi, przez co wgniecie karoserię innego pojazdu.

Właściciel uszkodzonego auta może oczywiście dochodzić odpowiedzialności od sprawcy zdarzenia. Znacznie prościej jednak jest zlikwidować szkodę u ubezpieczyciela. Rzecz w tym, że korporacje nie chcą płacić. W wielu przypadkach niesłusznie.

– Odmowa będzie uzasadniona tylko wówczas, gdy szkoda wynika z wyłącznej winy pasażera – mówi Tomasz Młynarski, radca prawny w biurze rzecznika finansowego. Wyłącznej, a więc takiej, na którą żadnego wpływu nie miał kierujący lub posiadacz pojazdu. Gdy bowiem przy zdarzeniu choćby ułamkiem winy można obciążyć kierowcę, zakład ubezpieczeń już nie powinien odmówić wypłaty.

– Chodzi tu głównie o przypadki, kiedy kierujący zatrzymuje samochód w niedozwolonym miejscu na ulicy i pasażer wysiada. W takich wypadkach – zgodnie z orzecznictwem sądów – kierujący przyczynia się do powstania szkody. Nie można więc mówić o wyłącznej winie pasażera. Niewątpliwie powinien on zachować większą ostrożność przy wysiadaniu, ale nie ulega wątpliwości, że gdyby nie fakt zatrzymania samochodu przez kierowcę w tym, a nie innym miejscu, zapewne do zdarzenia by nie doszło – wyjaśnia Tomasz Młynarski.

Podobnie będzie, gdy kierujący autem zatrzyma się np. na parkingu, lecz w zbyt małej odległości od sąsiedniego samochodu.

Artykuł 34 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 2060 ze zm.) przewiduje co prawda, że odszkodowanie z ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych przysługuje, jeżeli posiadacz lub kierujący są obowiązani do odszkodowania za szkodę wyrządzoną w związku z ruchem tego pojazdu. Ale orzecznictwo sądowe od dziesięcioleci uznaje, że ruch auta należy rozumieć szeroko. Już w 1975 r. Sąd Najwyższy uznał, że związana z ruchem pojazdu jest szkoda powstała podczas wsiadania pasażera do pojazdu stojącego w gotowości do odjazdu, choćby z wyłączonym jeszcze silnikiem (wyrok z 14 kwietnia 1975 r., sygn. akt II CR 114/75).