Przykład? Polisolokaty lub ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe. Pośrednicy sprzedawali je jako pewny produkt, gwarantujący łatwy zarobek. Niestety koniec tej historii wszyscy znamy: ludzie liczący na dobrą inwestycję nierzadko tracili dorobek swojego życia! Inny przykład: w ostatnich tygodniach głośno jest o ubezpieczeniach sprzętu elektronicznego: rzecznik finansowy poinformował, że ubezpieczenia te – wciskane przy okazji zakupów przez sklepy i markety – są w zasadzie bezużyteczne. Kilka lat wcześniej zaś tysiące polskich rodzin i firm dało się namówić na kredyty frankowe: pośrednicy chętnie eksponowali zalety, za to nie zawsze dostatecznie informowali o ryzyku, jakie wiąże się choćby z kursem walutowym.

Ministerstwo Finansów, częściowo pod naciskiem regulatora unijnego, postanowiło jednak powiedzieć stop nierzetelnym i nieuczciwym praktykom pośredników ubezpieczeniowych i podjąć walkę z tą palącą kwestią.

Także Ministerstwo Sprawiedliwości podejmuje działania – ostatnio w sprawie polisolokat. Powołano specgrupę, która ma wytoczyć walkę „patologicznym polisolokatom”. – Obok afery Amber Gold to kolejna ze spraw, gdzie coś zawiodło. Naszą rolą jest ustalić, co zawiodło, i podjąć konieczne kroki – twierdzi wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł.

Co zawiodło i dlaczego? Eksperci wskazują na wiele kwestii.

Po pierwsze, część pośredników świadomie wprowadzała klientów w błąd. Ludzie ufali im, myśląc, że stoją oni po stronie konsumenta, a nie wielkiej korporacji. Dlatego w opublikowanym właśnie projekcie ustawy o dystrybucji ubezpieczeń Ministerstwo Finansów wskazuje, że dystrybutorzy będą musieli działać w interesie klienta. Dodatkowo mają informować o charakterze wynagrodzenia otrzymywanego od zakładów ubezpieczeń. Po to, by była jasność od samego początku, z czego tak naprawdę żyje pośrednik.

Po drugie, powodem szerzącej się patologii jest brak merytorycznej wiedzy po stronie pracowników dystrybutorów. Prawda jest brutalna: w inwestowaniu oszczędności życia pomagają często... studenci pierwszego roku. Bywa, że nie odróżniają poszczególnych usług, bazują jedynie na informacjach promocyjnych. A przed klientami udają wszechwiedzących ekspertów.

Resort finansów także to chce zmienić. Dlatego w projekcie ustawy zapisano, że każdy z pracowników oferujących ubezpieczenia będzie musiał doszkalać się w wymiarze co najmniej 15 godzin rocznie. Szkolenia będą zaś dostosowane do oferowanych przez nich produktów. Innymi słowy, dystrybutor ubezpieczeń na życie będzie się edukował w tym zakresie, a nie w kwestiach związanych z ubezpieczeniami majątkowymi.

Czy w związku z tym nareszcie na rynku zapanuje porządek? Niekoniecznie. Wielu ekspertów zwraca uwagę, że projektowane przepisy są krokiem naprzód, ale zaledwie pierwszym. A potrzebnych jest co najmniej kilkanaście. Najbardziej restrykcyjni w poglądach twierdzą nawet, że w ogóle powinno się zakazać powiązań finansowych między zakładami ubezpieczeń a dystrybutorami. Płacić za usługi powinni klienci. Dopiero wówczas doradca rzetelnie wspierałby ubezpieczonych.

Więcej w DGP i na eDGP.