Ten kluczowy i niekorzystny dla inwestorów wiatrowych zapis pozostał nietknięty. Wykreślone zostały natomiast wszystkie przepisy dotyczące dodatkowego zezwolenia na eksploatację takich elektrowni (pierwotnie zakładano, że wydawać je będzie co dwa lata – za wysoką opłatą – Urząd Dozoru Technicznego).

Dzięki wprowadzonym poprawkom możliwe będzie również wznoszenie nowej zabudowy mieszkaniowej w sąsiedztwie już istniejących wiatraków, bez konieczności zachowania półtorakilometrowej odległości. Zgodnie z uchwalonymi przepisami postępowania związane z wydaniem decyzji o warunkach zabudowy, które dotyczą budynków mieszkalnych (albo budynków o funkcji mieszanej, w skład której wchodzi również mieszkaniowa), wszczęte po dniu wejścia w życie ustawy, prowadzone mają być na podstawie przepisów dotychczasowych.

Dziać się ma tak przez okres 36 miesięcy od dnia wejścia aktu w życie. Innymi słowy, przez te trzy lata niedochowanie przez planowaną inwestycję minimalnej odległości od wiatraka nie będzie mogło stanowić przesłanki do odmowy wydania pozwolenia na budowę.

W ciągu 36 miesięcy dopuszczalne ma być także uchwalanie – na podstawie aktualnych zasad – planów miejscowych przewidujących lokalizację budynków mieszkalnych.

Co jednak ważne i na co zwraca uwagę Wojciech Kukuła, prawnik specjalizujący się w odnawialnych źródłach energii z fundacji ClientEarth, nawet gdyby ustawa o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych nie została uchwalona, to rozwój energetyki wiatrowej w Polsce i tak może zostać zablokowany. Przez inną inicjatywę legislacyjną – nowelizację ustawy o OZE. Powód? Projekt ewidentnie preferuje inne technologie, m.in. współspalanie węgla z biomasą.

– Mogłoby dojść do sytuacji, w której nawet bez ustawy odległościowej nie powstawałyby nowe elektrownie wiatrowe – komentuje Kukuła.