Teoretycznie z gazem w Polsce nie ma problemu. Dysponuje nim krajowy monopolista – PGNiG. Tyle, że jak deklaruje, jest w stanie wystawić do sprzedaży raptem...100 mln m sześciennych surowca. A to, jak twierdzi prezes URE w rozmowie z agencja Newseria, to za mało aby doszło do prawdziwej liberalizacji rynku. 

– PGNiG jest podmiotem bardzo istotnym dla tego rynku. Wszyscy liczą na wystawiane przez spółkę oferty sprzedaży. Jeśli mieliby się pojawić inni gracze generujący podaż, to oni na tę chwilę się jeszcze nie ujawniają, także wszystko w rękach PGNiG – mówi Iwona Ustach, wiceprezes zarządu Noble Securities, jednej z firm, która jest przygotowana do handlu gazu na giełdzie. Druga jest Dom Maklerski BOŚ.

– 100 milionów metrów sześciennych do końca tego roku jesteśmy w stanie natychmiast uruchomić na giełdę. Mamy podpisane wszelkie umowy, które nam pozwalają na handlowanie gazem. Giełda po prostu musi ruszyć. A to już nie zależy od PGNiG – mówi Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes PGNiG. 

– Jeśli to porównamy z 10 miliardami metrów sześciennych gazu konsumowanego przez odbiorców przemysłowych w Polsce, to widać, że to jest niewiele. Jednak na początek to musi wystarczyć – stwierdził Marek Woszczyk.

Do skierowania na giełdę większej ilości ma zmusić PGNiG ustawa Prawo gazowe. Prezes URE proponował, by zapisano w niej, że spółki gazowe mają obowiązek sprzedawać przez giełdę 70 proc. całego swojego gazu. Jednak rząd chce, by było to tylko 30 proc.

– Przy obecnym krajowym zużyciu gazu stanowi to 30 TWh energii. Taka ilość w przeliczeniu na gaz, zapewne dałaby możliwość uzyskania bardzo płynnego rynku. Niemniej jednak, im bardziej płynny rynek, tym więcej ofert kupna i sprzedaży i większe możliwości zawierania transakcji dla podmiotów wchodzących na rynek. Z racji tego dobrze byłoby, żeby ta płynność była powyżej 30 TWh godzin – uważa Iwona Ustach.

Jak tłumaczy wiceprezes Noble Securities, rynek hurtowy pozwala na zawieranie transakcji nie tylko w jednym miejscu, od jednego dostawcy, ale także na dywersyfikację polegającą na nabywaniu instrumentów na TGE. Zarówno instrumentów dnia następnego (gdzie będzie można kupować gaz na całą dobę w dniu następnym), jak też instrumentów typu forward (każda umowa jest tworzona dla indywidualnego klienta), z dostawą i rozliczeniem towaru na okresy roczne.
Zdaniem Iwony Ustach w najbliższym czasie giełda powinna uruchomić dodatkowe instrumenty odpowiadające na zapotrzebowania rynku.

– Będą odnosiły się do kontraktów sezonowych, z racji zużycia odbiegającego między poszczególnymi porami roku. Sezon letni a sezon zimowy znacząco różni się w zapotrzebowaniu gazu dla elektrociepłowni i podmiotów, których produkcja oparta jest na gazie – tłumaczy.

Kontrola sprawowana przez Komisję Nadzoru Finansowego oraz możliwość handlu gazem wyłącznie przez podmioty prawne mają uchronić przed spekulacjami na giełdzie.

– Uczestnikami rynku gazu na Towarowej Giełdzie Energii mogą być domy maklerskie i towarowe domy maklerskie. Ich klientami będą następnie spółki obrotu zajmujące się handlem gazu na polskim rynku, jak też odbiorcy końcowi, przedsiębiorstwa, które zużywają gaz na potrzeby własne – wyjaśnia działanie giełdy Iwona Ustach.