Trzydziestokrotność do likwidacji. To ma być jeden z głównych wniosków z przeglądu i wszystko wskazuje na to, że wejdzie w życie od 2018 r. Obecnie ubezpieczony, który zarobi ponad 30 przeciętnych wynagrodzeń w ciągu roku (co odpowiada 2,6 przeciętnej pensji miesięcznie), przestaje płacić składkę emerytalną. W tym roku ta granica wynosi 121 650 zł. Dla ubezpieczonego to konkretny zysk, ale dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oznacza to niższe wpływy. Dlatego eksperci ZUS postulują, by ten próg znieść i obłożyć daniną również wynagrodzenia, które go przekraczają. Inaczej lukę trzeba zasypywać dotacją budżetową, na którą zrzucają się wszyscy podatnicy.

Sprawą sporną jest, jak to zrobić. Gdyby po prostu znieść „trzydziestokrotność” i obłożyć wyższe pensje składką, w przyszłości trzeba będzie wypłacać wyższe świadczenia. Inaczej rozwiązanie takie może być zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego. Jak wynika z naszych informacji, jedną z rozpatrywanych koncepcji jest wprowadzenie dobrowolnego limitu: ubezpieczony na początku roku deklarowałby, że np. przestanie płacić składkę, jeśli zarobi 35 czy 40 przeciętnych wynagrodzeń. Takie rozwiązanie podnosiłoby mu świadczenie, byłoby korzystne i dla niego, i dla FUS, do którego wpłynęłaby wyższa składka.

Alternatywą dla oskładkowania wynagrodzeń powyżej pułapu trzydziestokrotności jest ich opodatkowanie: wprowadzony byłby dodatkowy próg podatkowy odpowiadający „trzydziestokrotności”. W takiej sytuacji ubezpieczony zamiast wyższej składki płaciłby wyższy podatek, a więc zyskiwałby budżet. Mowa o kwotach rzędu kilku miliardów złotych w skali roku.

W praktyce likwidacja „trzydziestokrotności” była przesądzona nawet bez przeglądu emerytalnego. Taki krok zakłada bowiem wprowadzenie tzw. jednolitej daniny (połączenia obowiązkowych składek i podatku dochodowego), które ma nastąpić w 2018 r.

Nowe kryteria emerytury minimalnej – przegląd ma rekomendować wprowadzenie minimalnego, wyłącznie składkowego stażu uprawniającego do takiego świadczenia. Miałby on wynieść 20 lat dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn. Emerytura minimalna to świadczenie, do którego dopłaca państwo, gdyż ubezpieczony nie uzbierał na nią dostatecznej składki. Ma zapewnić minimalny poziom pozwalający na utrzymanie się emeryta. Od przyszłego roku będzie wynosić 1000 zł. Kryterium stażu już istnieje. Dziś wynosi 22 lata dla kobiet i 25 dla mężczyzn, ale dotyczy także okresów nieskładkowych, np. studiowania czy dawnych urlopów wychowawczych (dziś w takim przypadku składkę opłaca państwo). Zmiana miałaby dopasować kryteria przyznawania najniższych świadczeń do obecnego systemu, który opiera się na zebranej składce. Dopingowałaby do tego, by dbać o odprowadzanie składek. Takie rozwiązanie mogłoby zmniejszyć liczbę uprawnionych do emerytury minimalnej. Problem w tym, że trudno oszacować skalę tego zjawiska. W trakcie przeglądu rozważano jeszcze wprowadzenie dodatkowego kryterium, jakim oprócz stażu byłaby minimalna składka odłożona w ZUS. Jednak ostatecznie ta propozycja nie znalazła akceptacji.

Likwidacja groszowych emerytur. Kolejna rekomendacja przewiduje wprowadzenie minimalnego stażu, który uprawniałby do comiesięcznej wypłaty emerytury. Wyniósłby on 15 lat dla kobiet i 20 dla mężczyzn. Gdyby rekomendacja weszła w życie, osoby, które nie będą miały odpowiedniego stażu, otrzymają dotychczas uzbieraną składkę w formie jednorazowej wypłaty. Dziś nawet jeśli ktoś nie spełnia kryteriów emerytury minimalnej, to z jego składki i tak jest wyliczana emerytura na ogólnych zasadach. Stąd biorą się świadczenia na poziomie kilkudziesięciu złotych czy nawet groszy. Po marcowej waloryzacji ZUS wypłaca 222 emerytury poniżej 100 zł miesięcznie. Osób, których emerytura jest niższa od minimalnej, jest 122 tys. W skrajnych przypadkach obsługa świadczeń jest bardziej kosztowna niż ich wysokość.

Emerytalny plan Morawieckiego do realizacji. Przegląd emerytalny miałby uwzględnić propozycje ministra rozwoju. Oznacza to zmiany w otwartych funduszach emerytalnych, przekazanie jednej czwartej aktywów z OFE do Funduszu Rezerwy Demograficznej i zapisanie ich wartości na subkontach ubezpieczonych. Do II filaru trafiałoby się za pośrednictwem emerytalnych ubezpieczeń pracowniczych. Pracodawcy domyślnie zapisywaliby swoich ludzi – ci mieliby jednak prawo do wystąpienia z systemu. Składka odprowadzana na ten filar miałaby być nieco niższa niż to, co proponował Mateusz Morawiecki: łącznie po stronie pracodawcy i pracownika nie 4 proc., a 3 proc. wynagrodzenia brutto. Do tego doszedłby III filar zawierający indywidualne ubezpieczenia. Na takie konta byłaby przekazana reszta aktywów OFE odpowiednio do składki odprowadzonej w przeszłości przez poszczególnych ubezpieczonych.

Obniżenie wieku emerytalnego słuszne – przejściowo. Eksperci ZUS zgadzają się, że są argumenty np. zdrowotne za obniżką wieku emerytalnego dla roczników, które w najbliższych latach będą przechodzić na emeryturę. To tak naprawdę ukłon wobec kampanijnego postulatu PiS i prezydenckiego projektu ustawy w Sejmie. Ale specjaliści nie kryją też, że pogarszająca się sytuacja demograficzna będzie argumentem za podwyższeniem wieku w przyszłości.

Spis rekomendacji potwierdza nasze wcześniejsze informacje na temat możliwych wyników przeglądu. Jego wyniki zebrane w dokumencie nazywanym białą księgą mają trafić do rządu, który zdecyduje, które z nich powinny wejść w życie. Poseł Jan Mosiński (PiS), szef podkomisji zajmującej się prezydenckim projektem obniżenia wieku emerytalnego, powiedział nam, że będzie chciał się zapoznać równolegle z rządem z wynikami przeglądu. Mogą one stać się podstawą do zmian w prawie proponowanych przez posłów.