Jeden z sądów nabrał wątpliwości, czy takie rozróżnienie jest dopuszczalne.

Problem powstał w związku z nowelizacją ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2012 r. poz. 637). Na jej mocy począwszy od 2013 r. osobom, które pobierały wcześniejszą emeryturę, świadczenie właściwe zaczęto wyliczać na gorszych zasadach. Odejmowano od niego bowiem kwotę wypłaconą w ramach emerytury wcześniejszej (do 2012 roku nie robiono tego).

Przy czym problemem jest to, że nowelizacja nie zawierała przepisów przejściowych. W efekcie – zdaniem sądu pytającego – część osób mogła zostać potraktowana niesprawiedliwie. Chodzi o tych, którzy osiągnęli wiek uprawniający do pobierania właściwej emerytury przed wejściem w życie nowej regulacji, zaś wystąpili o wypłacenie świadczenia już w momencie jej obowiązywania. ZUS oraz Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej uznawały, że w takiej sytuacji należy stosować nowe, mniej korzystne przepisy.

Trybunał Konstytucyjny jednak postanowił umorzyć postępowanie. Jak bowiem stwierdził, „ani stanowisko organów rentowych, ani MPiPS nie jest (...) dla sądów wiążące”. Sąd pytający zaś, na podstawie dotychczasowego orzecznictwa sądów apelacyjnych oraz Sądu Najwyższego, powinien być w stanie sam podjąć właściwą decyzję. A zdaniem trybunału w praktyce sądowi pytającemu nie chodziło wcale o zgodność przepisu z konstytucją, lecz o jego wykładnię. Tej zaś TK nie dokonuje.

To oznacza, że osoby, które zaskarżyły decyzję organów rentowych do sądu, muszą liczyć na sędziów orzekających w ich sprawach. Nie mogą już natomiast liczyć na to, że cała norma zostanie uznana przez TK za niezgodną z konstytucją, a co za tym idzie nieobowiązującą.

TK dał jednak sądom pewną wskazówkę. Wiele miejsca poświęcił bowiem art. 100 ust. 1 ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 748), który stanowi, że prawo do świadczeń powstaje z dniem spełnienia wszystkich warunków wymaganych do nabycia tego prawa. Inaczej mówiąc, powstaje w chwili, w której osoba osiągnęła wiek emerytalny. To by oznaczało, że data złożenia wniosku nie ma najmniejszego znaczenia.

Innego zdania jest jednak Sejm. Przekonywał przed trybunałem, że ustawodawca ma prawo zmienić regulacje dotyczące systemu emerytalnego, także na niekorzyść ubezpieczonych. Politycy powinni zaś zadbać o odpowiednio długie vacatio legis. I tak stało się w tym przypadku, gdyż okres ten wynosił 6 miesięcy.

– Ubezpieczona dysponowała więc odpowiednim czasem na dostosowanie swoich planów życiowych do zmieniającego się stanu prawnego – argumentował przedstawiciel parlamentu. 

ORZECZNICTWO

Postanowienie Trybunału Konstytucyjnego z 3 listopada, sygn. akt P11/14.