Około 750 tys. zatrudnionych w trudnych warunkach zostało pozbawionych prawa do wcześniejszego zakończenia aktywności zawodowej. Spowodowało to wejście w życie ustawy z 19 grudnia 2008 r. o emeryturach pomostowych (Dz.U. nr 237, poz. 1656 ze zm.). Ta grupa osób powoli zaczyna się ubiegać o wsparcie z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Lawinowy wysyp wniosków o renty z tytułu niezdolności do pracy nastąpi za kilka lat.

Będzie boom

Zmianę tendencji potwierdzają statystki. W 2013 roku do ZUS wpłynęło 128 tys. pierwszorazowych wniosków o przyznanie renty z tytułu niezdolności do pracy. Natomiast w 2014 r. złożono już 130,4 tys. takich dokumentów. Coraz więcej osób uzyskuje takie świadczenia. W 2013 r. wydano 61,5 tys. decyzji przyznających prawo do renty. Rok później – 62,9 tys. Spada także liczba odmów przyznania takiej formy wsparcia. W 2013 r. negatywnie oceniono 57,1 tys. wniosków, podczas, gdy w 2014 roku wydano już tylko 54,6 tys.

W następnych latach będzie jeszcze gorzej. W kolejce po renty mogą ustawić się pracownicy, którzy nie dostaną emerytur pomostowych. Zgodnie z przepisami takiego świadczenia nie będą mieli bowiem pracownicy, którzy po 31 grudnia 1998 r. rozpoczęli pracę w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze, a ze względu na podniesienie wieku emerytalnego będą musieli pracować do 67. roku życia. Przy czym nie ma znaczenia, że za taką osobę pracodawca opłacał dodatkowe składki na Fundusz Emerytur Pomostowych, a sam zainteresowany został uwzględniony w specjalnym wykazie prowadzonym w ZUS.

– To bomba z opóźnionym zapłonem. Za dziewięć lat po renty do ZUS zgłoszą się osoby pracujące obecnie w hutach, maszyniści kierujący szybkimi pociągami lub piloci samolotów pasażerskich. Ze względu na ich stan zdrowia oraz bezpieczeństwo publiczne nie będą mogli dalej wykonywać swojej pracy, a emerytury pomostowej nie dostaną – wyjaśnia Andrzej Strębski, ekspert ubezpieczeniowy.

Nowe tendencje w rentach potwierdza na także najnowszy raport Janusza Jabłonowskiego oraz Christopha Müllera „Długookresowa ocena stabilności polskiego systemu rentowego oraz jego możliwej reformy”, który został przygotowany w ramach programu EY „Sprawne Państwo”. Wynika z niego, że w 2025 r. liczba nowych rent wzrośnie do 155 tys. rocznie, czyli będzie dwa razy większa niż obecnie. A przecież jeszcze niedawno liczba świadczeń spadała. W 2010 roku ZUS przyznał je zaledwie 47 tys. osobom. Jednocześnie restrykcyjna polityka przyznawania rent spowodowała, że liczba ich beneficjentów z tytułu niezdolności do pracy spadła z prawie 2 mln w 2005 r. do miliona obecnie.

– Kiedy w 2008 r. likwidowano wcześniejsze emerytury, ostrzegaliśmy rząd, że schorowani ludzie, którzy stracili zdrowie w pracy, nie mając środków do życia, będą ubiegać się o renty. Nikt nas nie chciał słuchać – tłumaczy Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ, członek Rady Nadzorczej ZUS.

Wysoka renta

Inaczej problem oceniają przedsiębiorcy. – Obecny wzrost liczby nowych rent jest na razie niewielki, ale pokazuje pewną niebezpieczną tendencję. Trzeba więc szybko zmienić głęboko niesprawiedliwy sposób liczenia rent, które są wyższe niż emerytury – przekonuje Jeremi Mordasewicz, ekspert ubezpieczeniowy Konfederacji Lewiatan, członek Rady Nadzorczej ZUS.

Sposobem na ograniczenie liczby osób przechodzących na renty jest przekwalifikowanie, które ma wydłużyć okres aktywności zawodowej.

– Elektrycy pracujący w kopalniach pod ziemią powinni po przepracowaniu 25 lat szukać zatrudnienia na powierzchni, na przykład na budowach. Ale żeby to było możliwe, konieczna jest zmiana mentalności zatrudnionych – dodaje Jeremi Mordasewicz.

Zdaniem ekspertów wydłużenie okresu aktywności zawodowej spowoduje wzrost wpływów ze składek rentowych. Z wyliczeń wynika, że zwiększy to wpływy do funduszu rentowego o 5 proc. w 2020 roku i 11 proc. w 2050 roku. Ale z drugiej strony znacząco wzrosną też wydatki na wypłaty świadczeń – o 28 proc. w 2020 r. i aż 58 proc. w 2050 r.

Sytuację może poprawić wydłużenie aktywności zawodowej