W styczniu 2013 r. renty z tytułu niezdolności do pracy pobierało 1091,4 tys. osób. W grudniu tego samego roku liczba osób korzystających z takiego świadczenia spadła do 1056,5 tys.

– ZUS prowadzi bardzo konsekwentną politykę dotyczącą przyznawania prawa do renty. Takie świadczenia uzyskują tylko osoby faktycznie niezdolne do pracy. To przynosi efekty. O ile jeszcze w połowie lat 90. w Polsce było trzy razy więcej rencistów niż w krajach UE, o tyle teraz liczba takich osób jest taka sama jak w pozostałych państwach członkowskich – wyjaśnia Jeremi Mordasewicz, ekspert emerytalny Konfederacji Lewiatan, członek Rady Nadzorczej ZUS.

Potwierdzają to liczby. W rekordowym 1998 r. prawo do takich świadczeń miało 2,7 mln osób. W 2002 r. liczba ta spadła do 2,4 mln osób. Z roku na rok zmniejszała się także liczba nowo przyznanych rent. W 1991 r., kiedy były one rodzajem wsparcia dla osób tracących pracę w okresie przemian ustrojowych i gospodarczych, po raz pierwszy takie świadczenia otrzymało 319 tys. osób. W 1997 r. liczba ta spadła do 154,9 tys., a w 2002 r. – do 71,2 tys. W ubiegłym roku prawo do pierwszej renty uzyskało 45,9 tys. osób (w tym 29,6 tys. mężczyzn). Najczęściej przyznawano takie renty chorym na nowotwory (10,3 tys.) oraz na zaburzenia psychiczne (blisko 5 tys.).

Związkowcy wskazują, że coraz trudniej jest także utrzymać prawo do wspomnianego świadczenia.

– Znam przypadek, gdy ZUS odebrał prawo do renty osobie zatrudnionej na stanowisku dla niepełnosprawnych, właśnie ze względu na to, że nie miała problemów z wykonywaniem obowiązków zawodowych. Kiedy pracodawca dowiedział się, że nie będzie mógł otrzymywać dofinansowania z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, zwolnił ją. I tak osoba chora została bez świadczenia i pracy – tłumaczy Andrzej Strębski, ekspert ubezpieczeniowy OPZZ.

Wskazuje też, że wiele osób zbyt późno zaczyna się ubiegać o rentę. W ich ocenie nadal nie wszyscy wiedzą, że niezdolność do wykonywania obowiązków musi powstać albo w czasie pracy, albo nie później niż w ciągu 18 miesięcy od ustania okresu ubezpieczenia.

– Gdyby taka osoba wcześniej się zgłosiła do lekarza orzecznika, byłaby możliwość określenia daty powstania niezdolności do pracy. A tak chorzy ludzie muszą szukać etatu, nie mając prawa do świadczenia z ZUS – zauważa Andrzej Strębski.

Pracodawcy zwracają uwagę, że na spadek liczby rencistów wpływa także to, że osobom osiągającym powszechny wiek emerytalny zamienia się te świadczenia na emeryturę (z urzędu).

– Tym samym w statystykach zmniejsza się liczba rencistów – zauważa Dorota Wolicka, dyrektor biura interwencji i organizacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Wpływ na liczbę osób niezdolnych do pracy ma także samo podniesienie wieku emerytalnego. Renciści mogą otrzymywać świadczenie do czasu osiągnięcia takiego wieku, ale pod pewnymi warunkami. Z takiej możliwości korzystają te osoby, które uzyskiwały wypłaty z ZUS (z tytułu niezdolności do pracy) przez co najmniej 5 ostatnich lat poprzedzających dzień ostatniego badania przeprowadzonego przez lekarza orzecznika. Jednocześnie musi im brakować nie więcej niż 5 lat do wieku emerytalnego.