W wariancie pesymistycznym, ale coraz bardziej realnym, emerytury i renty będą indeksowane tylko o poziom wzrostu cen. Z naszych wyliczeń wynika, że przeciętna emerytura w przyszłym roku może wzrosnąć o niecałe 81 zł, a najniższa o mniej więcej 34 zł.

Emerytury są bowiem waloryzowane o wielkość średniorocznej inflacji plus 20 proc. realnego wzrostu płac w gospodarce. Rząd założył, że realnie płace wzrosną o 0,4 proc. Dodana do inflacji jedna piąta z tego to 0,08 pkt proc. – o tyle oprócz inflacji wzrosłyby świadczenia, jeśli rząd ma rację. Ale zdaniem ekonomistów realnego wzrostu płac może w ogóle nie być. Wówczas renty i emerytury wzrosłyby tylko o wysokość inflacji, która zdaniem rządu dla gospodarstw emerytów i rencistów wyniesie 4,3 proc., podczas gdy rząd założył w budżecie, że waloryzacja wyniesie 4,4 proc.

Różnice nie są duże. Gdyby wskaźnik płac był taki jak dwa lata temu (ok. 1,5 proc.), to przeciętna emerytura byłaby o 5 zł wyższa. Jednak gdyby wzrost płac nie nadążył za inflacją, byłby to pierwszy od lat przypadek, kiedy podwyżka emerytur uwzględniałaby tylko wzrost cen.

Nasze realne wynagrodzenia mogą spaść. Ostatni raz stało się tak 19 lat temu

Jeszcze w 2008 roku realny wzrost wynagrodzeń, czyli po odliczeniu inflacji, wyniósł 5,9 proc. W tym roku nasze realne wynagrodzenia mogą spaść. A jeśli nie, nawet najwięksi optymiści nie spodziewają się, że będzie to więcej niż 0,4 proc., czyli tyle, ile przewidział rząd w projekcie budżetu na przyszły rok. – Nasze szacunki wskazują, że po uwzględnieniu inflacji płace wzrosną o 0,3 proc. – informuje Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. Będzie to głównie zasługa podwyżek zarobków w sektorze publicznym. – Choć mówi się o zamrożeniu płac w sferze budżetowej, ale rosną one w przypadku m.in. nauczycieli – wyjaśnia Bielski. Pesymiści spodziewają się spadku siły nabywczej płac. Eksperci Kredyt Banku np. twierdzą, że obniżą się one w całym roku o 0,5 proc.

Jeśli ten scenariusz się sprawdzi, emerytury i renty będą zmienione tylko o wysokość inflacji. A rząd zaoszczędzi 159 mln zł.

Komisja trójstronna próbuje ustalić, jaki procent realnego wzrostu płac ma zostać dodany do wskaźnika inflacji. Musi to być co najmniej 20 proc. wskaźnika wzrostu płac. Ale jeśli wynosi on zero lub jest niższy, to świadczenia rosną o wysokość inflacji. W tym roku obowiązuje właśnie 20 proc., bo rząd nie porozumiał się ze związkami w sprawie wyższego wskaźnika. Dlatego zgodnie z przyszłorocznym projektem budżetu, w którym rząd szacuje wzrost płac w 2012 r. na 0,4 proc., taki wkład wzrostu płac do podwyżki emerytur wyniesie zaledwie 0,08 pkt proc. Do tego dochodzi szacowana na 4,3 proc. inflacja w gospodarstwach emerytów. Dlatego rząd założył w budżecie, że waloryzacja wyniesie 4,4 proc. ( ten wskaźnik zostanie ustalony na początku 2013 r., po tym, jak GUS poda dane o średniorocznej inflacji i średniorocznej inflacji dla gospodarstw emerytów i rencistów oraz wskaźnik realnego wzrostu płac w gospodarce narodowej). Na podstawie tych informacji minister pracy i polityki społecznej ogłosi w rozporządzeniu ostateczną wielkość wskaźnika waloryzacji. Jeśli inflacja będzie niższa od prognozowanej, może obniżyć to podwyżkę emerytur i rent.

Tegoroczny niski wzrost siły nabywczej płac to nie tylko efekt wysokiej inflacji, ale i małego wzrostu wynagrodzeń. A wynika on z trudnej sytuacji na rynku pracy: bezrobocie w końcu grudnia może przekroczyć 13 proc. Ponadto przedsiębiorstwa szykują się na trudniejsze czasy, bo kryzys w strefie euro coraz mocniej zaraża nasz kraj. W rezultacie firmy trzymają mocno płace na uwięzi – w sierpniu wynagrodzenia w firmach były zaledwie o 2,7 proc. wyższe niż przed rokiem, a po uwzględnieniu inflacji ich siła nabywcza spadła o 1,1 proc. W przyszłym roku nie musi być lepiej, co także odbije się na emeryturach.