Do tej samej grupy zaliczani są także rodzice, macocha, ojczym oraz rodzice adopcyjni. Dodatkowo, żeby osoby wyżej wymienione nabyły prawo do świadczenia przedemerytalnego, będą musiały spełnić jeszcze jeden dodatkowy warunek. Jest nim obowiązek wspólnego zamieszkania w gospodarstwie z prowadzącym firmę. Jeżeli powyższe kryteria spełnia pracownik zatrudniony w danej firmie, to to dla celów ubezpieczeń społecznych jest traktowany, jak osoba współpracująca i będzie mógł skorzystać z nowych rozwiązań.

Zasada ta nie ma jednak zastosowania, jeżeli współmałżonek jednego ze wspólników spółki cywilnej zawarł umowę o pracę z tą spółką.

Resort gospodarki rozszerzając grupę uprawnionych do wsparcia uznał, że przy ustaleniu prawa do świadczenia nie będzie brany pod uwagę m.in. ani okres, przez jaki współpraca jest wykonywana, ani wymiar czasu pracy. Osoba ubiegająca się o świadczenie przedemerytalne musi tylko udowodnić, że do dnia ogłoszenia upadłości firmy ukończyła 56 lat (w przypadku kobiety) lub 61 lat (mężczyzna) i posiada okres uprawniający do emerytury, wynoszący co najmniej 20 lat (dla kobiet) lub 25 lat (dla mężczyzn).

– Takie rozwiązanie otwiera pole do różnego rodzaju nadużyć. Może się okazać, że przedsiębiorcy będą fikcyjnie zatrudniać członków rodziny tylko po to, aby zyskały one świadczenie przedemerytalne – mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert ubezpieczeniowy Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

Dlatego pracodawcy postulują całkowite zlikwidowanie takiego uprawnienia.

– Pieniądze przeznaczone na ten cel powinny być wydane na aktywizację poszukujących zatrudnienia. Dzięki nim mogłaby się zwiększyć liczba doradców zawodowych i pośredników pracy – dodaje Jeremi Mordasewicz.

Rządowa propozycja podoba się związkom zawodowym. Zdaniem Bogdana Grzybowskiego, eksperta OPZZ, skoro za współpracujących odprowadzane są składki, to powinni oni mieć prawo do świadczeń.

– Takie rozwiązanie jest sprawiedliwe – dodaje.

101,7 tys. osób obecnie pobiera świadczenie przedemerytalne z ZUS