Wbrew oczekiwaniom, KE nie zaapelowała w środę o zwiększenie redukcji emisji CO2 z 20 do 30 proc. do 2020 roku, a jedynie o debatę na ten temat. Choć sama KE skłania się ku zwiększeniu ambicji, to przyznaje: dziś priorytetem jest wyjście z kryzysu euro.
Publikacja: 26 maja 2010, 17:33 Aktualizacja: 26 maja 2010, 19:48
To osłabienie przekazu politycznego, jaki chciała wysłać nowa komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard. W pierwotnym projekcie dokumentu sugerowała zwiększenie celu redukcji CO2 z uzgodnionych w 2008 roku 20 proc. do 30 proc., tak aby UE powróciła na scenę globalnych negocjacji klimatycznych i odzyskała wiarygodność w oczach krajów rozwijających się.
"Zwiększyć czy nie nasz cel z 20 do 30 proc. jeżeli chodzi o redukcję emisji to decyzja polityczna, którą przywódcy państw UE będą musieli podjąć, kiedy przyjdzie odpowiedni czas i będą ku temu warunki" - oświadczyła komisarz Hedegaard w środę. "Dziś najważniejszy cel polityczny to wyjście z kryzysu euro, ale KE już teraz, na pokryzysowe czasy, dostarcza podstawę do debaty opartej na faktach i liczbach" - dodała.
Zmiana akcentów to skutek presji na komisarz Hedegaard jeszcze przed przyjęciem raportu. We wtorek ministrowie Francji i Niemcy na wspólnej konferencji prasowej w Brukseli przyznali, że w dobie kryzysu i braku zobowiązań innych gospodarek światowych, nie ma warunków na zwiększenie emisji gazów cieplarnianych ponad 20 proc.
"Nie ma dziś warunków w otoczeniu Europy, aby planować głębszą redukcję emisji CO2 niż o 20 proc."
Ponadto, jak dowiedziała się PAP jeszcze we wtorek, zaprotestowało kilku komisarzy. M.in. polski komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski, a także komisarz włoski Antonio Tajani, niemiecki Guenther Oettinger i estoński Siim Kallas sprzeciwiali się przyjęciu przez KE propozycji, by UE jednostronnie zwiększyła do 30 proc. swe ambicje redukcji CO2. Ostatecznie jednak podpisali się pod dokumentem, gdyż - jak tłumaczył dziennikarzom Lewandowski - "wbrew spekulacjom i wcześniejszym zapisom, w ostatecznej wersji dokumentu KE nie wskazuje już, że należy iść głębiej niż 20 proc.".
"Nie ma dziś warunków w otoczeniu Europy, aby planować głębszą redukcję emisji CO2 niż o 20 proc. Nie ma do tego warunków, bo inne kraje i inne kontynenty nie chcą się do tego zobowiązać. Przyjęcie przez UE celu wyższego oznaczałoby pogorszenie konkurencyjności Europy i utratę miejsc pracy" - powiedział dziennikarzom Lewandowski.
"Sytuacja kryzysowa, która głęboko dotknęła gospodarkę europejską, wymusiła bardziej trzeźwy sposób patrzenia na walkę z ociepleniem klimatu" - cieszył się. Okazało się, tłumaczył, że wraz z zachwianiem równowagi finansowej mamy do czynienia ze zmniejszeniem produkcji i spowolnieniem kosztownych inwestycji energooszczędnych związanych z przestawieniem się na nowe technologie.

W internecie i na ulicach trwa bitwa o ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement). A co ty wiesz o tej umowie?