– Dostaliśmy zapewnienie od pani minister Anny Zalewskiej, że asystenci nie będą już zatrudniani na podstawie kodeksu pracy. Będą tak jak pozostali nauczycieli pracowali na podstawie Karty nauczyciela. To był niebezpieczny wyłom, który zostanie naprawiony – mówi Tadeusz Pisarek z Forum Związków Zawodowych.

Kłopot w tym, że samorządom i podległym im szkołom może być trudno sfinansować taką zmianę. Dotychczas na zatrudnianie asystentów decydowano się z dwóch powodów: by oszczędzić lub by podnieść jakość opieki nad dziećmi.

Zamiast nowej klasy

Obecnie w klasach I–III nie może być więcej uczniów niż 25. Od tej regulacji można odstąpić, jeśli w ciągu roku szkolnego pojawi się dodatkowe dziecko (wtedy górny limit rośnie do 27 uczniów). W takiej sytuacji dyrektor, za zgodą rodziców, może zdecydować, że większa klasa będzie mieć asystenta nauczyciela. Albo zostanie podzielona.

Dodatkowi nauczyciele są też zatrudniani niezależnie od liczby uczniów w celu poprawy komfortu nauki, zwłaszcza odkąd do szkół trafiły sześciolatki. Mogą mieć to samo wykształcenie i kompetencje jak nauczyciel, a nawet wyższe (np. nauczyciel dyplomowany po stracie pracy asystował młodszym kontraktowym czy nawet stażystom). Różnica polega na tym, że asystenta nie obejmuje Karta nauczyciela, ma mniejszą ochronę i zarobki (często na poziomie płacy minimalnej, a nie 3,1 tys. zł jak nauczyciel dyplomowany). Takie rozwiązania przewiduje art. 7 ust. 1f ustawy z 7 września 1991 r. o systemie oświaty (t.j. Dz.U. z 2015 poz. 2126 ze zm.).

– Dzięki temu samorządy nie musiały dzielić klas i zatrudniać kolejnego nauczyciela, którego koszt utrzymania jest znacznie wyższy niż asystenta. Dodatkowo osoba asystująca pracuje pełne 40 godzin tygodniowo, a nie 18, jak w przypadku nauczyciela – zauważa Krystyna Mikołajczuk-Bohowicz, wójt gminy Repki (woj. mazowieckie).

Co gdy resort wprowadzi zapowiadane zmiany? Samorządowcy twierdzą, że tam, gdzie lokalowo będzie to możliwe, będą woleli dzielić klasy. Bo koszty będą podobne. – Żaden samorząd nie zatrudni asystenta na takich samych zasadach jak nauczycieli na karcie – mówi Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP. Jego zdaniem dotychczasowe rozwiązanie dawało możliwość zatrudnienia nauczycielom, którzy wskutek niżu demograficznego stracili pracę. Teraz ich szanse na pracę w szkole spadną.

Ale NSZZ Solidarność ma już pomysł jak zadbać o tę grupę. Ryszard Proksa przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania związku proponuje, aby asystent pracował obowiązkowo w każdej klasie I–III. Bez względu na liczbę uczniów. – W krajach zachodnich od pierwszej klasy aż do szkoły średniej jest drugi nauczyciel, który pomaga głównemu, prowadzącemu zajęcia. Jeśli chcemy mówić o realnej indywidualizacji nauki ucznia, to musimy wziąć pod uwagę takie rozwiązanie – dodaje.

Skąd pieniądze

Dyrektorzy przyznają, że takie propozycje są tylko pobożnymi życzeniami.

– Pytanie zawsze jest podstawowe, kto za to wszystko zapłaci. Samorządy obecnie tylko w wyjątkowych przypadkach zgadzają się na finansowanie nauczyciela asystenta. Jeśli miałoby to być obligatoryjne, rząd musiałby przyznać wyższą subwencję – twierdzi Izabela Leśniewska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 23 w Radomiu. I dodaje, że projekt budżetu na przyszły rok na to nie wskazuje.

Ministerstwo obiecało też inną zmianę, którą związki chwalą, ale może nie mieć pokrycia w finansowaniu. Chce przyznać nauczycielom specjalistom, w tym logopedom, pedagogom i psychologom takie pensum, jakie mają pozostali pedagodzy w szkole. Od ponad czterech lat samorządy z przyzwoleniem sądów regulowały czas pracy tej grupy samodzielnie. Jeśli gmina, która określiła pensum logopedy na poziomie 30 godzin tygodniowo, będzie musiała je dostosować np. do 20 godzin (bo o takim zapisie w Karcie nauczyciela toczy się dyskusja), samorząd będzie musiał zatrudnić dodatkową osobę.

Polecany produkt: Karta Nauczyciela >>