statystyki

Kleiber: Zmiany na uczelniach? Zacznijmy od odpłatności

autor: Michał Kleiber03.03.2016, 07:46; Aktualizacja: 03.03.2016, 11:26
prof. Michał Kleiber, Prezes PAN

prof. Michał Kleiber, Prezes PANźródło: Materiały Prasowe

Większość osób obserwujących sytuację w polskim szkolnictwie wyższym nie ma wątpliwości – potrzebne są dalsze systemowe zmiany, choć ich zakres i charakter nie jest już tak oczywisty. Trudność polega m.in. na tym, że ze względu na wagę sprawy dla strategii rozwojowej kraju ma ona oczywiste ponadsektorowe znaczenie. Przewodnicząc od lat kapitule cenionego, bazującego na bardzo wielu solidnie udokumentowanych kryteriach oceny rankingu polskich uczelni wyższych mam w tej sprawie wyrobione zdanie. Wielokrotnie sprzeciwiałem się publicznie przesadnie krytycznym opiniom o polskich uczelniach, wynikającym z obserwacji jedynie najsłabszych z nich lub też z pochopnych uogólnień fragmentarycznych wad całego systemu. Ale też w swoich ocenach nigdy nie ukrywałem potrzeby szerokiego, krytycznego spojrzenia na nasze szkolnictwo wyższe pod kątem wyzwań, które niesie ze sobą dynamika współczesnego świata. Wymieńmy choćby parę z niezbędnych do podjęcia działań.

Reklama


Reklama


Po pierwsze nieuchronne jest rozpoczęcie procesu różnicowania szkół. Samo pojęcie „szkoła wyższa” niejako unifikuje wszystkie instytucje kształcące studentów. Najwyższy czas uświadomić więc sobie, że złożone wyzwania współczesnej administracji i gospodarki wymagają bardzo zróżnicowanego przygotowania absolwentów i tym samym przesądzają o konieczności dywersyfikacji uczelni. Nie chodzi tu bynajmniej o zróżnicowanie dziedzinowe – nieznana na świecie, a typowa dla Polski separacja uczelni humanistycznych, technicznych, ekonomicznych, medycznych i rolniczych wymaga raczej stopniowej likwidacji niż utrzymywania. Istotą sprawy nie jest też status prawny uczelni – państwowy, społeczny czy prywatny. Chodzi o coś zupełnie innego. Konieczne jest na przykład stworzenie pewnej liczby uczelni badawczych, w których intensywnie prowadzone badania traktowane byłyby jako kluczowa część misji, wspierana dydaktyką prowadzoną według najlepszych wzorców klasycznego uniwersytetu, wzbogaconych o osiągnięcia współczesnej technologii. Myślę, że taki status mogłoby w naszych warunkach zasadnie uzyskać dzisiaj około 15 uczelni, a docelowo może 30–40. Koncepcja ta wymagałaby przyznania tym uczelniom daleko idącej autonomii organizacyjnej i programowej, prowadzenia na nich w pełni przejrzystych międzynarodowych konkursów na wszystkie stanowiska badawcze z opóźnioną o co najmniej 10 lat stabilizacją zatrudnienia i aktywnego przyciągania studentów zagranicznych poprzez szeroką ofertę wykładów w języku angielskim. Zwiększająca się w ostatnich latach liczba studentów zagranicznych cieszy, ale fakt, iż jest ona spowodowana napływem młodzieży pochodzącej prawie wyłącznie ze Wschodu, pozostawia istotny niedosyt. Warunkiem skuteczności takich strategicznych rozwiązań musiałoby być kilkuletnie kontraktowanie stabilnej dotacji ministerialnej, prawo uczelni do samodzielnego regulowania wysokości uposażeń, niskie pensum dydaktyczne i nowoczesne wyposażenie miejsc pracy. Dotacja i ocena rezultatów pracy badawczej w uczelniach badawczych musiałaby być prowadzona w oparciu o kryteria inne niż to jest dzisiaj. Wśród nich głównym powinna być ocena dokonań w zakresie włączania prowadzonych na uczelniach badań w obieg międzynarodowy, obecnie na statystycznie wysoce niesatysfakcjonującym poziomie. Stosowane dla tej grupy szkół kryteria powinny być zupełnie inne niż przyjmowane do oceny uczelni realizujących przede wszystkim funkcję dydaktyczną. A w szczególności takich, które bezpośrednio odpowiadałyby na potrzeby rozwojowe regionów bądź sektorów gospodarki.

Wielkim wyzwaniem w tym ostatnim przypadku byłoby wsparcie dla komercjalizacji prowadzonych badań. To temat wykraczający poza ramy tego tekstu, powiedzmy więc tylko przykładowo, że z pewnością zmian wymagałby sposób kształtowania przez uczelnie kierunków studiów tak, aby uwzględniały one realne potrzeby rynku, a nie głównie posiadane zasoby kadrowe. Uczelnie tego typu musiałyby być też aktywne w tworzeniu spółek celowych, znacznie efektywniejszych od różnych centrów transferu technologii działających bezpośrednio w strukturze uczelni. Podkreślmy na koniec tego wątku dobitnie, że rozróżnienie misji szkół nie mogłoby być traktowane jako gradacja ich ważności – wszystkie miałyby bowiem swoje istotne i równoprawne miejsce w całym systemie kształcenia i wdrażania wyników badań.

Różnicowaniu szkół towarzyszyć powinna ich konsolidacja. Dzisiejsza liczba szkół jest duża i jej redukcja jest nieuchronna – lepiej dokonać tego świadomie, niż czekać na bezlitosne rozwiązania rynkowe mogące mieć nieoczekiwanie negatywne konsekwencje społeczne. Przeprowadzenie tej operacji bez uszczerbku dla studentów i lokalnych społeczności jest wielkim wyzwaniem dla rządu. Pamiętajmy – mamy obecnie w Polsce 434 uczelnie (w tym 302 niepubliczne), na których uczy się prawie 1,5 mln studentów. Taka liczba uczelni jest w stosunku do liczby mieszkańców często ponad trzykrotnie większa niż w wielu rozwiniętych krajach. Innymi słowy, konsolidacja będzie musiała mieć niezwykle szeroki zakres.


Pozostało jeszcze 49% treści

PROMOCJA
Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc już od 33,00 złZamów abonament

Przeczytaj artykuł
Koszt SMS-a 2,46 złZapłać sms-emMasz już kod?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama