statystyki

Liceum nie kształci. Młodzież na maturze powiela błędy z gimnazjum

autor: Anna Wittenberg16.02.2016, 07:42; Aktualizacja: 16.02.2016, 08:06
Część maturzystów ma problemy z zadaniami, w których trzeba się wykazać rozumieniem tekstu

Część maturzystów ma problemy z zadaniami, w których trzeba się wykazać rozumieniem tekstuźródło: ShutterStock

Ubiegłoroczni maturzyści popełniali te same błędy, które przytrafiały się im w gimnazjum.

Reklama


Reklama


Schematyczne nauczanie, klepanie testów i bryki zamiast lektury – na maturze jak na dłoni widać, jak uczniowie pracują w przeciętnym liceum. Na egzaminie dojrzałości, podobnie jak rok przed testem gimnazjalnym, mieli problemy z lekturą bardziej skomplikowanych tekstów, a z matematyki – zastosowaniem wzorów.

Eksperci Instytutu Badań Edukacyjnych prześledzili losy pierwszego rocznika, który uczy się zgodnie z nową podstawą programową. Porównali wyniki diagnozy kompetencji gimnazjalistów przeprowadzonej w 2011 r., diagnozy przedmaturalnej 2014 i matury 2015. Wyniki nie wystawiają liceom dobrych not – problemy są i z polskim, i matematyką. Przyczyna jest ta sama. – Licealistów nie uczy się samodzielnego myślenia – mówi prof. Krzysztof Biedrzycki, jeden z autorów analizy.

W matematyce maturzyści mają kłopoty głównie w zadaniach, w których trzeba powiązać wiadomości z różnych działów. Źle jest też w przypadkach, gdzie trzeba zastosować nawet proste techniki matematyczne, jeśli zadanie odbiega od schematu. Wynik zadania, w którym trzeba obliczyć, ile pieniędzy zarobimy, wkładając tysiąc złotych na lokatę oprocentowaną 4 proc., płacąc 19 proc. podatku od odsetek, eksperci nazwali dramatycznym. Prawidłowy schemat rozwiązania przedstawiła mniej niż połowa uczniów.

Do rozwiązania kilku zadań potrzebna była tylko znajomość podstawowej definicji lub wzoru. Nawet gdy potrzebne informacje maturzyści mogli znaleźć w oficjalnym zestawie wzorów, spory ich odsetek nie umiał z nich skorzystać.

Jeśli chodzi o język polski, duża część maturzystów miała problemy z bardziej skomplikowanymi zadaniami, gdzie trzeba było wykazać się rozumieniem tekstu. Uczniowie mają kłopoty z lekturą materiałów filozoficznych i popularnonaukowych. Sposób, w jaki rozwiązują zadania, pokazuje, że mają elementarne braki, jeśli chodzi o słownictwo. Okazało się też, że licealiści nie czytają lektur. Te same problemy widać było już w diagnozie umiejętności gimnazjalistów.

Od gimnazjum ciągną się też inne kłopoty – z samodzielną interpretacją tekstu. Kiedy badani uczniowie byli gimnazjalistami, wyzwaniem było dla nich odczytanie znaczenia metafory. Cztery lata później także sobie z tym nie radzili. Jak diagnozują badacze, na lekcjach języka polskiego czyta się trudne teksty i niezbyt często pozwala się uczniom na samodzielną pracę nad nimi. Dyskusję zastępuje podana przez nauczyciela szablonowa wiedza. Z innych analiz wiadomo, że poloniści w liceum wciąż dyktują notatki.

– Liceum to najsłabsze ogniwo naszej edukacji – uważa prof. Biedrzycki. – Z powodu tego, jak wygląda nauka, marnujemy potencjał najzdolniejszych uczniów – dodaje.

Reforma liceów to jeden z punktów programu Prawa i Sprawiedliwości. Minister edukacji ogłosiła w tej sprawie konsultacje społeczne. Mają potrwać do czerwca. Później resort chce przeprowadzić zmianę podstawy programowej, a także zmiany organizacyjne. Jak mówiła w rozmowie z DGP Anna Zalewska, priorytetem jest dla niej czteroletnie liceum. Kierownictwo resortu chciałoby także odejść od profilowania klas (obecnie po gimnazjum trzeba wybrać, w jakim kierunku będziemy się kształcić, od tego zależy liczba godzin poszczególnych przedmiotów – wiodących jest więcej, reszta jest zredukowana). Jednym z priorytetów ma być zwiększenie wymiaru edukacji polonistycznej i historycznej.

– W liceum powinno się głównie rozmawiać o tekstach, formułować tezy, bronić ich, przedstawiać argumenty. Lektur mogłoby być mniej, ale za to trzeba je dogłębniej omawiać, wyciągać z nich ukryte sensy. Samo wydłużenie cyklu nauki to marnowanie roku – ocenia prof. Biedrzycki.

Eksperci uważają, że poprawić trzeba też samą maturę. Jak zauważyli, z jednej strony – w arkuszu matematycznym z ubiegłego roku pojawiło się sporo schematycznych zadań, które uczniowie rozwiązywali także na poprzednich egzaminach. Z drugiej – do zadań dołożono przypadkowe kruczki, które skokowo podnosiły trudność, ale nie sprawdzały konkretnych umiejętności.

W 2015 r. do matury podchodziło 276 tys. uczniów, w tym większość – 175 tys. – było absolwentami liceów ogólnokształcących. Ponad 49 tys. abiturientów nie zaliczyło testu nawet w sesji poprawkowej. Najniższą zdawalność miała matematyka – poradziło sobie z nią 83 proc. zdających.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • Greg(2016-02-16 11:39) Odpowiedz 283

    To kolejny dowód, że nie gimnazja są problemem , ale cały system nastawiony na powszechne kształcenie ogólne. Trzeba ograniczyć dostęp do szkól z maturą, studiów i rozwijać szkolnictwo zawodowe. Nic nie da wydłużanie szkoły średniej, bo nie wszyscy się do niej nadają.

  • obserwator(2016-02-16 13:54) Odpowiedz 140

    Czy powinna dziwić ta sytuacja? Tygodniowa ilość lekcji matematyki jest żenująca. W szkole podstawowej 4 godziny tygodniowo tego przedmiotu wystarczają na to aby nauczyciel mógł poświęcić tylko dwie lekcje na jeden temat, np. weźmy pod uwagę procenty w szkole podstawowej. Dwie godziny są poświęcone w klasie piątej i dwie godziny w klasie szóstej. Razem cztery godziny na procenty w szkole podstawowej. Trzeba genialnych dzieci, żeby zrozumiały pojęcie procent i jeszcze nauczyły się w tym czasie rozwiązywać zadania tekstowe. Zaznaczam, że te cztery godziny to 180 minut przeznaczonych szkole podstawowej. I tak z każdym tematem. Jeszcze nie tak dawno było 6 godzin lekcyjnych matematyki tygodniowo i w szkole podstawowej i liceum.

  • Dziadek(2016-02-16 16:17) Odpowiedz 130

    Jestem już "wiekowym" :-) człowiekiem. Do szkoły podstawowej chodziłem 8 lat. Szkoła Tysiąclatka na wsi, była wyposażona w pracownię fizyczną, chemiczną, biologiczną, do prac ręcznych i muzyki ( był fortepian). Jedynie sala gimnastyczna była mała. Każdy z nauczycieli był bardzo dobrym fachowcem z przedmiotu którego nauczał. Na lekcjach z przedmiotów w/w były normalne zajęcia z wykorzystaniem wyposażenia. Ponadpodstawowe było: technikum 5 letnie, lub liceum 4 letnie. Było też technikum na podbudowie Zasadniczej Szkoły Zawodowej, które trwało wtedy 3 lata. Uwieńczeniem była matura, jako drzwi do dalszego kształcenia. Gdy obserwuję jaką wiedzą dysponują obecni gimnazjaliści, licealiści, technicy, smutno mi. Z perspektywy mojego życia śmiem twierdzić, że ówczesny technik, był lepszym fachowcem w swojej dziedzinie niż obecny mgr inż. O wiedzy ogólnej już nie wspomnę. Do czego to doprowadzi.?

    Pokaż odpowiedzi (1)
  • Zeta(2016-02-17 08:26) Odpowiedz 80

    Drogi Dziadku - wtedy były inne czasy. Nie było religii - 2 godziny, dodatkowego w-f - 2 godziny. Więcej godzin przeznaczano na przedmioty ogólnokształcące. I najważniejsze - do technikum i LO szło 15-30 % uczniów. Teraz nawet 70 do 90 % na prowincji.

  • adam(2016-02-17 15:39) Odpowiedz 61

    Ten wynik pokazuje, to co wiekszość wie, ale polityczna poprawnosc nie pozwala mówić. Każdy ma jakiś talent. Większość każdej populacji nie nadaje sie do nauki. Niewielu moze skończyć studia, zdac maturę. Jeśli w liceum ogólnikształcącym większość nie zdaje matury, to w ogole nie powinna tam trafić. Brak szkoł zawodowych, wmawianie, "dasz rade" skutkuje bezrobotnymi bezwartościowymi z tytułem magistra. Mądrzejsi z doktoratami też mają problem ze znalezieniem pracy. Magistrem moze być najwyzej 1% populacji. Maturę powinno miec najwyzej 5% populacji. Większość liceów ogólnokształcących należy przemianowac na zawodowe.

  • Anna(2016-02-19 15:31) Odpowiedz 01

    Popieram stanowisko Pana profesora. Zalecam przestudiować prace z dydaktyki języka polskiego, Marii Nagajowej, Gustawy Grabowskiej, a także z dydaktyki matematyki (wszystkie dostępne!). Materiały dydaktyczne w postaci opracowań analizy problemów matematycznych, pozwolą uzyskać wprost odpowiedź na pytanie- o istotę niepowodzeń w opanowaniu programu nauczania, zarówno ze strony ucznia jak i nauczyciela! Programy są za obszerne! To nie podlega żadnej dyskusji. Występują notoryczne braki! - w dydaktyce nauczania ze strony nauczycieli! Jest to także -brak kontroli ze strony nadzoru pedagogicznego! ISTNIEJE ABSOLUTNA KONIECZNOŚĆ POWROTU DO POPRZEDNIEJ STRUKTURY SYSTEMU.Burmistrz, nie może przyjmować ślubowań! nauczycieli. To podważa autorytet nauczyciela, i jest- jak praktyka pokazuje- bardzo szkodliwe.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama