statystyki

Matura to nie Sąd Ostateczny. Będzie można złożyć odwołanie od wyniku egzaminu

autor: Anna Wittenberg13.01.2016, 07:48; Aktualizacja: 13.01.2016, 13:40
Już wiadomo, że na ścieżkę odwoławczą będą mogli liczyć dopiero ci maturzyści, którzy do egzaminu przystąpią w 2017 r.

Już wiadomo, że na ścieżkę odwoławczą będą mogli liczyć dopiero ci maturzyści, którzy do egzaminu przystąpią w 2017 r.źródło: ShutterStock

W 2017 r. osoby zdające egzamin dojrzałości będą się mogły odwołać od wyniku do niezależnych ekspertów.

reklama


reklama


Do tej pory decyzja komisji egzaminacyjnej była ostateczna – nie przysługiwało od niej odwołanie na drodze administracyjnej. Teraz resort planuje rozwiązania, które pozwolą uczniom dochodzić swoich praw. Mają być gotowe już w lutym. Wtedy do konsultacji publicznych i uzgodnień międzyresortowych trafi projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty.

Już wiadomo, że na ścieżkę odwoławczą będą mogli liczyć dopiero ci maturzyści, którzy do egzaminu przystąpią w 2017 r. – Egzamin maturalny w 2016 r. będzie przeprowadzany jeszcze zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami – zapowiada Justyna Sadlak z MEN.

Według obowiązujących dziś zasad po tym, jak zdający napiszą egzamin, testy wędrują do zespołów sprawdzających w różnych częściach Polski. Ponieważ dane piszących są zakodowane, egzaminatorzy nie wiedzą, czyją pracę oceniają ani nawet z jakiego regionu kraju ona pochodzi. Ocenione już testy są dodatkowo wyrywkowo sprawdzane. Wyniki następnie przekazywane są do szkół.

– Jeżeli zdający uzyska wynik, z którego nie jest zadowolony, ma prawo złożyć wniosek o wgląd do pracy, przyjść w wyznaczonym terminie i obejrzeć swój test. Ma do dyspozycji kryteria i schematy punktowania, według których była oceniana jego praca. Jeśli nie zgodzi się z oceną jakiegoś zadania, może złożyć wniosek z prośbą o ocenę powtórną. W ciągu dwóch tygodni rozpatrujemy zastrzeżenia i dajemy pisemną odpowiedź. Jeśli nasza odpowiedź nie satysfakcjonuje zdającego, może przyjść jeszcze raz – tłumaczy dyrektor łódzkiej OKE Elżbieta Zakrzewska. Jeśli wątpliwości nie uda się rozstrzygnąć na szczeblu regionalnym, można poskarżyć się do Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Decyzja, która zapada w strukturach CKE, jest niepodważalna.

Właśnie tu MEN chciałoby dołożyć kolejną instancję. Jak będzie wyglądać nowa droga odwołania? Na razie CKE i resort pracują nad szczegółowymi rozwiązaniami. Urzędnicy zgadzają się co do jednego. – Maturzysta powinien odwoływać się do niezależnego od komisji ciała – mówi Marcin Smolik, szef CKE. Kto będzie je tworzył? Jeszcze nie wiadomo.

– Ustanowienie takiej ścieżki jest bardzo skomplikowane legislacyjnie – przekonuje Smolik. Jak po cichu dodają inni urzędnicy, może też spowodować rozmaite konsekwencje niezwiązane z maturą. Co konkretnie? Jeśli okaże się, że maturzystom odwołanie przysługuje, podobnej ścieżki mogą się domagać na przykład rodzice, którzy nie zgadzają się z oceną na szkolnej klasówce. Także ona jest do tej pory ostateczna.

Inny pomysł ma poseł Tomasz Jaskóła (Kukiz’15). Jeszcze jako nauczyciel częstochowskiego liceum walczył o wglądy do matury dla uczniów. – Powołanie kolejnego ciała, które miałoby oceniać maturę, mnie nie przekonuje. Nadal będzie się tym zajmować wąskie grono wybrane spośród jakichś ekspertów. Tymczasem problem tkwi w samej procedurze, która jest po prostu dziurawa. Maturzysta musi mieć możliwość skopiowania swojej pracy, by wynieść ją poza budynek komisji i poddać niezależnej ocenie. Dodatkowo ocena maturalna powinna być oceną administracyjną. Dałoby to uczniom możliwość dochodzenia swoich praw przed sądem – mówi.

Z takiej drogi chciała skorzystać Kinga Jasiewicz, maturzystka z Zakopanego. Maturalnych punktów zabrakło jej, by dostać się na stacjonarną medycynę, i za studia musi płacić. Ponieważ jednak nie mogła zaskarżyć samej oceny egzaminatora, złożyła pozew cywilny o ochronę dóbr osobistych. W listopadzie do kwestii matur odniósł się Trybunał Konstytucyjny. Sędziowie orzekli, że wynik matury jest oceną merytoryczną i nie podlega zaskarżeniu przed sądem administracyjnym. 

276 tys. osób zdawało maturę w 2015 r.

13 tys. próśb o wglądy wpłynęło do okręgowych komisji egzaminacyjnych

1006 świadectw wymieniono po ponownym sprawdzeniu pracy

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • jerzo r(2016-01-13 20:05) Odpowiedz 20

    A czy zamiast dodawać coraz to nowych praw uczniom wprowadzić obowiązek porządnego uczenia się. Wszak uczą się w szkołach utrzymywanych za pieniądze podatników ./ wyłączam szkoły prywatne/. Ostatecznie nie wszyscy muszą mieć maturę , zamiatacz ulicy może być analfabetą .

  • war(2016-01-13 21:05) Odpowiedz 00

    Biorąc pod uwagę to, że testy oceniane są według klucza i zdarzają się przypadki, że odpowiedzi poprawne merytorycznie, lecz niezgodne z kluczem, nie są punktowane, ocena powinna być weryfikowalna w trybie postępowania administracyjnego.

  • ...(2016-01-14 22:38) Odpowiedz 00

    Moim zdaniem dyplom egzaminu maturalnego spełnia cechy decyzji administracyjnej (jako akt indywidualny, konkretny etc.). W związku z tym uważam że należy składać sprawy do sądów administracyjnych (by wyczerpać drogę postępowania sądowego), a w konsekwencji składać skargi do TK o niezgodność przepisów z konstytucją. Z tego względu moim zdaniem działanie pełnomocnika maturzystki, który składał pozew cywilny o naruszenie dobr osobistych było bez sensu (bo nawet jeśli zostały naruszone jakiekolwiek dobra - choć trudno znaleźć dobro osobiste które doznałoby uszczerbku - to naruszenie musi mieć charakter bezprawny, a skoro zostało dokonane w oparciu o regulacje prawne to pozew musiał zostać oddalony), lepiej było składać skargę do TK o stwierdzenie niekonstucyjności przepisów zabraniających odwołania.

  • Egzaminator(2016-01-26 15:49) Odpowiedz 00

    Nie jestem przeciwny samemu pomysłowi wprowadzenia instancji odwoławczej, ale obawiam się, że ministerstwo nie do końca zdaje sobie sprawę z tego co proponuje. Jeżeli wprowadzi się możliwość odwołań i każdy będzie mógł się odwołać od dowolnego wyniku, to sądzę, że liczba odwołań wzrośnie, bo każdy pomyśli "a co tam, nic nie tracę a może zyskam!". W łódzkiej OKE (jednej z mniejszych) odwołano się od 1300 ocen (!). Po ułatwieniu procesu ta liczba raczej wzrośnie. I niech teraz centralna komisja przy CKE sprawdzi te 1300 prac x ilość OKE w Polsce. To będzie około 18 000 prac! Kto to sprawdzi i kiedy? Dobry jest system odwoławczy np. w GB, gdzie przy każdym odwołaniu wpłaca się określoną kwotę (bodaj 50 funtów) i po uwzględnieniu odwołania - kwota jest zwracana. Po odrzuceniu odwołania - nie jest zwracana. To ogranicza liczbę zgłaszanych odwołań "bo mogę" do tych, którzy rzeczywiście podejrzewają, że został popełniony błąd. A po drugie - weryfikacja oceny może nastąpić w dwie strony! Tzn. jeżeli weryfikator uzna, że wynik jest zawyżony - to odejmuje. W Polsce, póki co, można zmienić ocenę tylko w górę. Ogólnie pomysł sam w sobie dobry, ale bez obostrzeń będzie katastrofą i tak lichego systemu egzaminowania zewnętrznego.

  • Egzaminator(2016-01-26 15:50) Odpowiedz 00

    Nie jestem przeciwny samemu pomysłowi wprowadzenia instancji odwoławczej, ale obawiam się, że ministerstwo nie do końca zdaje sobie sprawę z tego co proponuje. Jeżeli wprowadzi się możliwość odwołań i każdy będzie mógł się odwołać od dowolnego wyniku, to sądzę, że liczba odwołań wzrośnie, bo każdy pomyśli "a co tam, nic nie tracę a może zyskam!". W łódzkiej OKE (jednej z mniejszych) odwołano się od 1300 ocen (!). Po ułatwieniu procesu ta liczba raczej wzrośnie. I niech teraz centralna komisja przy CKE sprawdzi te 1300 prac x ilość OKE w Polsce. To będzie około 18 000 prac! Kto to sprawdzi i kiedy? Dobry jest system odwoławczy np. w GB, gdzie przy każdym odwołaniu wpłaca się określoną kwotę (bodaj 50 funtów) i po uwzględnieniu odwołania - kwota jest zwracana. Po odrzuceniu odwołania - nie jest zwracana. To ogranicza liczbę zgłaszanych odwołań "bo mogę" do tych, którzy rzeczywiście podejrzewają, że został popełniony błąd. A po drugie - weryfikacja oceny może nastąpić w dwie strony! Tzn. jeżeli weryfikator uzna, że wynik jest zawyżony - to odejmuje. W Polsce, póki co, można zmienić ocenę tylko w górę. Ogólnie pomysł sam w sobie dobry, ale bez obostrzeń będzie katastrofą i tak lichego systemu egzaminowania zewnętrznego.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama