statystyki

Mazanec: Dobre wyniki w rankingach nie świadczą o jakości edukacji

autor: Mirosław Mazanec02.11.2015, 07:15; Aktualizacja: 02.11.2015, 08:11
Mirosław Mazanec

Mirosław Mazanecźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Anna Wittenberg w komentarzu „Jak wychowają, tak zostaną rozliczeni” (DGP nr 210 z 28.10.2015 r.) stawia tezę, że w edukacji w Polsce, obiektywnie rzecz biorąc, nie jest źle. „W kilkanaście lat zrobiliśmy w międzynarodowych badaniach taki postęp, że doczekaliśmy się epizodu w amerykańskiej książce o najmądrzejszych dzieciach na Ziemi (...)” – pisze autorka.

Reklama


Reklama


Rzeczywiście. Jeśli spojrzeć np. na wyniki badań PISA, to polski system edukacji produkuje coraz lepszych uczniów. Umiejętności czytania ze zrozumieniem, matematyczne czy w naukach przyrodniczych rosną z roku na rok (badania koordynowane przez OECD są prowadzone od 2000 r.).

Ale to niestety tylko jedna strona medalu. Jest też i druga. By ją poznać, trzeba odstawić na bok tabelki, porównania i wykresy, i pójść do szkoły. Porozmawiać z nauczycielami, innymi rodzicami albo po prostu usiąść z dzieckiem i odrobić z nim lekcje. Z dowolnie wybranego przedmiotu.

Zacznijmy od szkół podstawowych. Ich największy problem to przeludnienie. Ponad 30 dzieci w klasach 1–3 to wciąż jeszcze norma. Norma, która uniemożliwia dotarcie do każdego malucha i poświęcenie większej ilości czasu tym, którzy tego bardziej potrzebują. Tymczasem nauczanie początkowe to fundament, na którym opierać się ma cała późniejsza nauka. Tłok w klasach to tłok w szkole. Praca na kilka zmian, brak miejsca na świetlicach czy jedzenie obiadu w kwadrans, bo zaraz wchodzi kolejna grupa – to codzienność polskich placówek, opisana już chyba z każdej strony. I choć problem jest znany od lat, to rozwiązania nie widać. Co więcej, obowiązek szkolny dla sześciolatków, choć co do zasady moim zdaniem słuszny, tylko przeludnienie w szkołach pogłębił.

Gimnazja. Tu, praktycznie od momentu ich wprowadzenia, zestaw zarzutów się nie zmienia. Zmiana środowiska w najtrudniejszym z punktu rozwoju nastolatków momencie prowadzi do tego, że mówi się o nich jak o wylęgarni patologii i złych nawyków. Gimbaza i gimbus – te słowa o pejoratywnym wydźwięku najlepiej podsumowują istnienie tego szczebla edukacji od 1999 r. Dalej mamy trzyletnie licea, w których pierwszy rok, tak zresztą jak w gimnazjach, przeznaczany jest zazwyczaj na wyrównywanie poziomu. Zdawalność matury po wprowadzeniu obowiązkowej matematyki na poziomie ok. 70 proc. chluby im nie przynosi.

Do tego trzeba dodać sposób uczenia – od pierwszych chwil podporządkowany rozwiązywaniu testów. Pozbawiający zdolności samodzielnego i logicznego myślenia. Ograniczający dzieciom kreatywność w sposób tak bolesny, że często aż chce się płakać.

Szkolnictwo wyższe też nie jest wolne od grzechów. Zostało zamienione w maszynkę do zarabiania pieniędzy, gdzie nauka zeszła na plan dalszy, a student jest traktowany przede wszystkim jako źródło dochodu.

Nie można zapomnieć o niedostosowaniu uczelni do rynku pracy, produkowaniu tysięcy absolwentów, dla których nie ma perspektyw zatrudnienia.

Nasz system edukacji nie uwzględnia kompetencji miękkich – inteligencji emocjonalnej, finansowej, komunikacji międzyludzkiej. Przemieleni przez edukacyjną maszynę młodzi ludzie, żyjący do tego czasu w rzeczywistości alternatywnej, mają wielkie problemy z dostosowaniem się do realnego świata i rządzących w nim praw.

Szkoda czasu na pisanie o niedofinansowaniu systemu – na brak pieniędzy narzekają przecież wszyscy. Często też rodzice, którzy ze składek zaopatrują placówki w papier toaletowy czy kupują kserokopiarki. Z tego punktu widzenia stwierdzenie o bezpłatnej edukacji brzmi czasem jak ponury żart.

Warto jednak zastanowić się nad czymś innym. Nad niskim poczuciem wartości nauczycieli. W najnowszym raporcie Instytutu Badań Edukacyjnych ponad 80 proc. pytanych wskazało, że problemem w wykonywaniu tego zawodu jest jego niski prestiż, a około 40 proc. wymieniło niski autorytet wśród uczniów. Brak docenienia ich pracy w zestawieniu z roszczeniową postawą rodziców powoduje, że część z nich idzie po linii najmniejszego oporu, starając się nie robić kłopotów – sobie oraz uczniom. Młodzi, chętni do pracy pedagodzy bardzo często są sekowani przez tych starszych, bardziej doświadczonych życiowo. A Karta nauczyciela, której jak niepodległości strzegą związki zawodowe, uniemożliwia dyrektorom zdecydowane ruchy kadrowe.

To dobrze, że dzięki unijnym funduszom wiemy dokładnie, jak pracują szkoły, gdzie wyciekają pieniądze, w czym jesteśmy najlepsi czy jakich mamy nauczycieli. Dobrze, że mamy wszystko zmierzone i zważone. Dramat całej sytuacji polega na tym, że nie można systemu edukacji zburzyć, zaorać i zbudować od nowa. Trzeba z nim postępować delikatnie i mądrze. To operacja na żywym i bardzo czułym organizmie. Mówimy tu przecież, jakby to górnolotnie nie zabrzmiało, o dzieciach, które są przyszłością naszego narodu. Każda ingerencja powinna być podejmowana w sposób przemyślany, wolny od partyjnych czy ideowych uprzedzeń – skoro oni coś zrobili, to my to unieważnimy. Za każdą decyzją kryje się jakaś racja. Potrzeba dobrej woli, by ją dostrzec i postarać się zrozumieć. Ale nie mam wątpliwości, że naszemu systemowi edukacji bliżej do stajni Augiasza niż do Arkadii. I próby naprawy trzeba podejmować możliwie szybko. Bez nich pacjent będzie miał się coraz gorzej.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

Reklama

  • Al Fatah(2015-11-03 10:32) Odpowiedz 00

    OK. MEN zatwierdza podstawę programową. Chodziło mi generalnie o to, że szkoła publiczna została powołana do realizacji polityki oświatowej państwa. Tymczasem wszystko się rozleciało, np. w kwestiach kadrowych w gminach realizowana jest polityka kliki wójta (burmistrza) z oczywistą szkodą dla jakości nauczania. Stąd moje postulaty dotyczące likwidacji fikcji i wprowadzenie jasno określonych reguł, które byłyby przestrzegane. Albo państwo prowadzi tę politykę i wtedy Kuratoria mają swoją rolę do spełnienia, wprowadzamy darmowe państwowe podręczniki, przeprowadzamy rzetelne konkursy na dyrektora itd., albo państwo takiej polityki nie prowadzi i pozostawia kwestię kształcenia wolnemu rynkowi edukacyjnemu.

  • Al Fatah(2015-11-02 22:27) Odpowiedz 00

    Jak w wielu innych dziedzinach, tak i w kwestii edukacji przez ostatnie lata polskie państwo dało plamę, tzn. nie realizuje tego co samo zaplanowało. Oświata niby jest państwowa, niby MEN ustala wymagania, zatwierdza programy i podręczniki, ale nie daje dość pieniędzy na realizację tych wymagań i nie kontroluje tego co się dzieje. Stąd samorządy zmuszone są dokładać ze swojej kieszeni, a nie chcą tego robić. Ostatecznie znikają etaty ze świetlicy (w mojej szkole z 5 cztery lata temu do 0,5 obecnie), pedagog ma w etacie rewalidację, a nie powinien; klasy muszą liczyć do 24 uczniów, ale wójt i tak zwiększa liczebność - powinien wtedy zatrudnić asystenta nauczyciela, ale nie zatrudnia; obowiązkiem gminy jest dowożenie uczniów do szkoły, ale zleca to PKSowi lub innej prywatnej firmie, bo gimbusy nie nadają się do użytku; dyrektorzy niby są wybierani w konkursach, ale wiadomo, że każdy konkurs nie jest obiektywny, bo samorząd ma przewagę liczebną w komisji konkursowej i dyrektorem zostaje jego człowiek - pracodawcą jest de facto wójt (burmistrz), a nie dyrektor, którego rola ogranicza się do wykonywania poleceń władzy. Kompletna fikcja. Do tego test na wejście, test na zakończenie, pytania z puli uczniów, żeby mogli dostać ocenę pozytywną. Słowem CHD i kamieni K. Albo sprywatyzujmy oświatę albo zostawmy państwową, ale przestrzegajmy ustalonych reguł.

  • xxx(2015-11-02 23:14) Odpowiedz 00

    @1: Al Fatah

    jedno ale... MEN nie zatwierdza programów, programy zatwierdza dyrektor szkoły bo każdy nauczyciel może napisać swój

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

Reklama