statystyki

Wittenberg: Jak wychowają, tak zostaną rozliczeni

autor: Anna Wittenberg28.10.2015, 07:29; Aktualizacja: 28.10.2015, 07:57
Anna Wittenberg

Anna Wittenbergźródło: DGP

Z edukacją w Polsce obiektywnie rzecz biorąc nie jest źle. W kilkanaście lat zrobiliśmy w międzynarodowych badaniach taki postęp, że doczekaliśmy się epizodu w amerykańskiej książce o najmądrzejszych dzieciach na Ziemi.

reklama


reklama


Jej autorka Amanda Ripley przyjechała do nas, żeby sprawdzić, dlaczego w kraju, gdzie na edukację wydaje się ponaddwukrotnie mniej niż u niej, dzieci osiągają znacznie lepsze wyniki. Odpowiedzią był dla niej porządnie skonstruowany system. Ripley w wywiadzie dla DGP życzyła nam tylko wytrwałości i spokojnego dopracowywania miejsc, w których szwankuje.

Szlifowanie go nie było zresztą nigdy takie proste. W ramach ostatniej unijnej perspektywy budżetowej Polska otrzymała na badania oświatowe kilkaset milionów złotych. Dzięki nim wiemy dokładnie, jak pracują szkoły, gdzie wyciekają pieniądze, od czego zależą wyniki uczniów, w czym jesteśmy najlepsi, jakich mamy nauczycieli. Wystarczyłoby tylko wyciągnąć wnioski z analiz i krok po kroku usprawnić oświatę. Żeby nie być gołosłowną, kilka przykładów: trzeba zmienić sposób kształcenia nauczycieli tak, by mieli nie tylko wiedzę przedmiotową, ale też wysokie umiejętności społeczne. Prowadzić lepszą selekcję do zawodu, a potem dać im większą autonomię. Zapewnić im wsparcie psychologów i pedagogów w szkołach. Wprowadzić dla uczniów doradztwo zawodowe z prawdziwego zdarzenia. Dofinansować bursy i stworzyć sprawny system stypendiów dla najzdolniejszych.

Kilka dni temu, po konferencji podsumowującej dwa gigantyczne projekty badawcze w oświacie, napisałam na Twitterze, że zazdroszczę przyszłemu ministrowi edukacji, który zaczyna kadencję z tak dokładnymi danymi. Wygląda jednak na to, że nie ma czego zazdrościć. Zamiast usprawniania PiS stawia bowiem na kolejny odcinek rewolucji. Dokładnie tak jak w 1999 r. do gimnazjów, dziś dzieci z podstawówki mają być przerzucone do dłuższych szkół podstawowych. Dowiedzą się tego, będąc już w piątej klasie. Nieważne, że od lat uczą się zgodnie jakimś spójnym systemem. Cykl edukacyjny kolejnych roczników zostanie po prostu przerwany.

Sposób, w jaki PiS chce przeprowadzić swoją kontrreformę, każe zadać pytanie, czy na pewno chodzi o dobro dzieci, którym zasłaniają się politycy. Gdyby to o nie szło, zmiany trzeba byłoby zacząć od pierwszej klasy i poczekać, aż spokojnie dojrzeją razem z uczniami. Na to, by zebrać plony i sprawdzić, czy pomysł chwycił, potrzeba jednak 12 lat. Politycy PiS liczą na szybkie efekty. Jak jednak dziś zacznie dzieci wychowywać, tak one ich za te sezony rozliczą.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • Gog(2015-10-28 09:14) Odpowiedz 10

    Nareszcie rozważne oceny i widoczna znajomość tematu. Tego brakuje w polskim dziennikarstwie. Dziękuję

  • iwona(2015-10-29 10:26) Odpowiedz 10

    Niestety w Polsce nie ma planowania długofalowego więc 12 lat jest nierealne i musi zmiana dokonać się w czasie 1 kadencji. 4 lata to za mało na ewolucje wiec pozostaje rewolucja. Poza tym to odpowiednie dobieranie kadr do szkół jest ważne a dziś nie ma żadnej selekcji na stanowisko nauczyciela, żadnego konkursu na które ubiega się przykładowo 15 kandydatów. To jest tylko i wyłącznie widzimisię dyrektora. Nie wybiera się najlepszego, tylko tego który jest jego rodziną bądź znajomym. Może wyjątkiem są wielkie miasta a i to nie zawsze. Jak ma być dobrze?

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama