W ostatniej dekadzie liczba uczniów zmalała o dwa miliony. Wydawałoby się, że wydatki na oświatę w takiej sytuacji powinny spadać, a już z pewnością nie rosnąć. Nic bardziej mylnego.

– Subwencja wypłacana samorządom często nie wystarczy nawet na pensje dla nauczycieli. Dlatego gminy coraz więcej muszą dokładać do oświaty z własnych budżetów – potwierdza Ewa Łowkiel, wiceprezydent Gdyni.

Obecnie subwencja oświatowa wynosi 40 mld zł, a samorządy dokładają do oświaty jeszcze ponad 20 mld zł.

Zdaniem ekspertów głównym powodem takiej sytuacji jest niskie pensum pedagogów i archaiczne przywileje wynikające z Karty nauczyciela.

Pedagogów niby jest w szkołach mniej, ale tylko jeśli będziemy brali pod uwagę etaty. Z danych na koniec września 2013 r. wynika, że dyrektorzy placówek samorządowych zlikwidowali ich ponad 5,8 tys. Z kolei w całym systemie oświaty łącznie ze szkołami niepublicznymi ubyło ich 1,6 tys. Znaczna część nauczycieli pracuje jednak na niepełnym etacie. W przeliczeniu na osoby nauczycieli było więc mniej zaledwie o 246. W efekcie w szkołach samorządowych i prywatnych wciąż jest ponad 642 tys. pedagogów.

Rosnące wydatki

DGP przeprowadził sondę w ponad 60 gminach. Większość z nich w tym roku znów będzie musiała więcej dołożyć do oświaty. Na przykład urząd miasta Zambrów w 2009 r. do edukacji dopłacał 8,6 mln zł, a w tym już ponad 10 mln zł. Do tych wydatków trzeba co roku doliczyć średnio 12 mln zł z subwencji. W Ciechanowie pięć lat temu gmina do oświaty dopłacała nieco ponad 10 mln zł, a w tym już ponad 13 mln zł (do tego dochodzi subwencja – odpowiednio 22 mln zł i 26 mln zł).

W Zielonej Górze subwencja oświatowa w 2009 r. wynosiła 110 mln zł, a w tym – ponad 138 mln zł. Do tego miasto pięć lat temu dopłacało 49 mln zł, a w tym roku wydało już 66 mln zł. Urząd miasta we Wrocławiu również bije rekordy w wydawaniu pieniędzy na edukację. W 2009 r. z subwencji oświatowej otrzymało 404 mln zł, a w tym blisko 496 mln zł, a z własnych środków dopłacało do oświaty odpowiednio 150 mln zł i 228 mln zł. Co roku te wydatki rosną o kilkanaście milionów. Podobnie jest w Poznaniu. W 2009 r. miasto otrzymywało 437 mln zł subwencji, do której dopłaciło 244 mln zł. W tym roku kwoty te wynoszą odpowiednio 523 mln zł i 320 mln zł.

Z większości zebranych danych wynika, że liczba uczniów bardzo spada, a i tak wydatki są duże. Przykładowo w Łodzi pięć lat temu było 68 tys. uczniów, a obecnie o 5,5 tys. mniej (byłoby jeszcze gorzej, gdyby w tym roku nie szła do szkoły połowa rocznika sześciolatków). W 2009 r. subwencja oświatowa wynosiła 473 mln zł, a w tym 545 mln. Dopłaty ze strony miasta to odpowiednio: 242 mln zł i obecnie 341 mln zł.

W Katowicach subwencja w 2009 r. wynosiła ponad 232 mln zł, a obecnie 272 mln zł, a dopłata odpowiednio: 156 mln zł i 178 mln zł. Pięć lat temu te pieniądze szły na edukację 42 tys. uczniów, a teraz jest ich tylko nieco ponad 35 tys.

Za dużo przywilejów

Samorządy za rosnące wydatki przy malejącej liczbie uczniów winią przepisy Karty nauczycieli. – Średnia płaca nauczycieli wzrosła o prawie 50 proc. W efekcie subwencja z oświaty w niektórych gminach w całości trafia na ich pensje – wylicza Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz, wiceprzewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.

Tłumaczy, że jeśli pensum nauczycieli tablicowych byłoby zwiększone nawet o dwie godziny, z 18 do 20, to samorządom przyniosłoby to ogromne oszczędności.

Na to jednak nie ma zgody po stronie oświatowych związków zawodowych.

– Nie akceptujemy pomysłu zwiększania pensum. Z pewnością będziemy zaś wspierać inicjatywę gmin, aby rząd zwiększył wydatki na oświatę. Jest to konieczne, bo biedna szkoła to słaba szkoła – uważa Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Samorządowcy za wzrastające koszty w oświacie winią też urlopy dla poratowania zdrowia.

– Gmina musi płacić podwójnie: nauczycielowi, który przebywa na takim zwolnieniu, a także temu, którego trzeba zatrudnić na zastępstwo – wyjaśnia Ewa Łowkiel.

Pedagodzy w ciągu kariery zawodowej mogą trzykrotnie skorzystać z rocznego płatnego urlopu zdrowotnego. Gminy na ten cel co roku wydają ok. 700 mln zł.

Koszty powoduje też wprowadzona od 2009 r. konieczność wypłaty jednorazowego dodatku uzupełniającego (czternastki). Samorządy musiały wydać na jego realizację już ponad miliard złotych.

– Ten dodatek jest co roku dużym obciążeniem dla budżetu gminy, a ponadto stanowi barierę dla zatrudniania młodych nauczycieli – zaznacza Dorota Palej-Maliszczak, dyrektor Miejskiego Zespołu Edukacji w Bochni. – Od obecnego roku szkolnego kolejną przyczyną wzrostu wydatków na oświatę jest wymóg tworzenia klas nieprzekraczających 25, a faktycznie 24 uczniów, bo przecież żadne dziecko nie chce siedzieć w ławce samo – dodaje.

Udział MEN

Samorządowcy skarżą się też na wydatki związane z pomysłami MEN na poprawę jakości kształcenia.

– Gminy mają coraz więcej zadań oświatowych, które muszą zrealizować, np. obowiązek zatrudnienia w szkole lub w przedszkolu psychologa, pedagoga czy logopedy. Wzrasta nam też liczba dzieci z orzeczeniami z poradni, które muszą trafiać do małych klas. Na przykład mamy oddziały, w których jest maksymalnie dwoje dzieci z autyzmem. A te, które mają problemy ze słuchem, mogą być w klasach do ośmiu uczniów – przekonuje Grażyna Burek, kierownik wydziału edukacji w Urzędzie Miasta w Katowicach.

Dodaje, że wzrasta też liczba orzeczeń o potrzebie kształcenia indywidualnego. – Lekarz określa, na których zajęciach dziecko może być w szkole, a które powinno np. realizować w domu – wyjaśnia.

– Dla nas jest uciążliwy wzrost zadań, jakie dokłada nam rząd. Do rosnących kosztów przyczyniają się: obniżenie wieku szkolnego, wcześniejszy obowiązek przedszkolny, jednorazowy dodatek uzupełniający, awans zawodowy, wzrost liczby dowożonych dzieci, nauczanie indywidualne, wydatki na stypendia socjalne czy zasiłki szkolne – wylicza Jan Sokołowski, inspektor oświaty w gminie Rybno.