Tylko do piątku dyrektorzy szkół mogą podjąć decyzje o zwolnieniu nauczycieli lub obniżeniu im pensum. Jeśli tego nie zrobią, to przez kolejny rok muszą im płacić pensję, nawet jeśli po zakończeniu rekrutacji uczniów okaże się, że dla pedagogów nie ma odpowiedniej liczby zajęć. Największy problem jest z tym w szkołach ponadgimnazjalnych.

Samorządowcy i dyrektorzy placówek oświatowych żądają uelastycznienia przepisów.

– W środę podczas posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego zgłosimy postulat, aby dyrektorzy szkół mogli wypowiadać nauczycielom umowy o pracę dopiero po zakończonej rekrutacji – zapowiedział wczoraj DGP Rudolf Borusewicz, dyrektor biura Związku Powiatów Polskich. Podkreślił, że dzięki temu można byłoby podejmować decyzje o ewentualnych zmianach organizacyjnych w szkołach na podstawie rzeczywistych danych.

Na razie część dyrektorów, aby nie zwalniać niepotrzebnie nauczycieli, decyduje się na wypowiedzenia zmieniające i proponuje im przejście na część etatu. Z szacunków Związku Nauczycielstwa Polskiego wynika, że dotknie to ok. 15 tys. nauczycieli zatrudnionych dotąd w pełnym wymiarze czasu pracy. Związkowcy potwierdzają jednak, że w tym roku ze względu na jesienne wybory samorządowe duże zwolnienia nauczycieli nie są planowane.

Sztywna karta

Zgodnie z art. 20 ust. 3 ustawy z 26 stycznia 1982 r. – Karta Nauczyciela (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 191 ze zm.) rozwiązanie stosunku pracy z przyczyn organizacyjnych (np. mniejszej liczby uczniów) następuje z końcem roku szkolnego po uprzednim trzymiesięcznym wypowiedzeniu.

Problem w tym, że w maju trudno jeszcze przewidzieć liczbę uczniów. Teoretycznie w objętych rejonizacją podstawówkach i gimnazjach można to szacunkowo ustalić na podstawie danych z systemu informacji oświatowej. Sprawę komplikują jednak sześciolatki. O zapisaniu do szkoły tych urodzonych między lipcem a grudniem 2008 r. wciąż decydują rodzice. Czas na zmianę zdania mają nawet do końca wakacji. Dyrektor nie może im odmówić przyjęcia dziecka. A jeśli w 25-osobowej klasie pojawi się dodatkowo choćby jedno dziecko, trzeba utworzyć nową, bo taki obowiązek wynika z przepisów. Zawsze trzeba liczyć się też z tym, że rodzice przeniosą np. gimnazjalistę z rejonowej placówki do tej, która wypada lepiej w rankingach.

Prawdziwe kłopoty są w szkołach ponadgimnazjalnych. Tam dyrektorzy są zdani tylko na uczniów, którzy mogą (ale nie muszą) wybrać określoną placówkę. Dodatkowo niż demograficzny, który wkroczył do tych szkół, nie pozwala oszacować, ilu będą potrzebować nauczycieli.

Ewa Nowakowska, dyrektor LO im. mjr. Sucharskiego w Sierpcu, podkreśla, że w takiej sytuacji musi się asekurować i zmniejszać zatrudnienie do pół etatu, aby jednocześnie zachować nauczycielom wszystkie uprawnienia. Wskazuje, że w jej liceum przed niżem demograficznym pedagodzy mieli nawet do siedmiu ponadwymiarowych godzin tygodniowo. Obecnie osiem osób otrzymało wypowiedzenia zmieniające i zaproponowano im pracę w niższym wymiarze zajęć. – Jeśli jednak chętnych do naszej placówki będzie więcej i otworzymy dodatkowy oddział, to tylko trzy z nich będą pracowały w niepełnym wymiarze – zapewnia.

– Po raz pierwszy od kilku lat musiałem zdecydować się na zwolnienie trzech nauczycieli. Wynika to nie tylko z niżu, lecz także z nowej podstawy programowej, która przewiduje m.in. mniej zajęć z chemii i biologii – mówi Tomasz Malicki, dyrektor LO nr 1 im. Bartłomieja Nowodworskiego w Krakowie.

Zwalniać po rekrutacji

– Przepisy są nieżyciowe. Dlatego domagamy się, aby dyrektor mógł wypowiedzieć nauczycielom umowy o pracę po zakończonej rekrutacji, nie później jednak niż np. do połowy lipca – apeluje Ryszard Stefaniak, naczelnik wydziału edukacji Urzędu Miasta w Częstochowie. Podkreśla, że okres trzymiesięcznego wypowiedzenia powinien być zachowany i automatycznie przesunięty.

– Gdyby szefowie placówek mogli wypowiadać umowy i zmieniać warunki pracy pedagogom po zakończonej rekrutacji, byłoby to dużym ułatwieniem w zarządzaniu kadrami – wtóruje mu Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

W efekcie jeśli po rekrutacji okazałoby się, że etat był zbędny, gmina płaciłaby pensję nauczycielowi jeszcze tylko jesienią, a nie – jak obecnie – przez cały rok szkolny.

– Dyrektorzy i tak na wyrost zmieniają warunki pracy na niekorzyść nauczycieli, dlatego nie ma sensu wydłużać terminu na takie działania – uważa Sławomir Broniarz, prezes ZNP.