statystyki

Magister umarł. Czas na zawodówki

autor: Sylwia Czubkowska02.09.2013, 06:54; Aktualizacja: 02.09.2013, 08:01
Pracownicy po szkołach zawodowych

Pracownicy po szkołach zawodowychźródło: DGP

Rozpoczynamy cykl poświęcony kształceniu zawodowemu. Po latach promowania wykształcenia wyższego czas przemyśleć, jak ma wyglądać model edukacji. I jak kształcić zawodowo, by nie produkować „barbarzyńców specjalizacji”, tylko zdolnych do stałego kształcenia fachowców.

reklama


reklama


– Mam dwie córki, obie uczą się w gimnazjach, ale już wiemy, że na pewno nie pójdą potem do liceów. Jesteśmy zdecydowani na technika. Jeżeli zechcą, będą mogły po nich pójść na studia, ale będą też już miały konkretny zawód – mówi Dominika Staniewicz, ekspert ds. rynku pracy z Business Centre Club. Jeszcze do niedawna trend był odwrotny. Od początku lat 90. szkolnictwo zawodowe i techniczne popadło w kryzys. Drastycznie spadała liczba uczniów. Samorządom to odpowiadało, bo kształcenie ogólne jest tańsze niż zawodowe.

Proporcje typów szkół ponad gimnazjalnych (a wcześniej w ponadpodstawowych) zmieniły się w model 80:20, czyli taki, w którym 80 proc. młodych Polaków zdobywało wykształcenie średnie, zaś tylko 20 proc. kończyło szkoły zawodowe. W rozwiniętych gospodarczo państawch Europy dominuje model odwrotny. Wykształcenie zawodowe przeważa w Niemczech (77 proc. uczących się), Austrii (77 proc.), na Węgrzech (73 proc.), w Szwajcarii (69 proc.) i Słowacji (67 proc.).

Ale polski rząd mógł się chwalić w międzynarodowych statystykach boomem w edukacji wyższej. Tyle że po blisko dwóch dekadach okazało się, że tłumy magistrów – często słabo wykształconych – są na rynku pracy zbędne. Za to mamy poważne deficyty fachowców technicznych.

– Nie kształcę bezrobotnych. Moi absolwenci mają nie tylko pracę, lecz także szanse rozwoju. Nierzadko kilka lat po skończeniu szkoły zarabiają o wiele lepiej niż ja. Który dyrektor liceum może tak powiedzieć? – pyta Małgorzata Lorek, dyrektor Zespołu Szkół Geodezyjno-Drogowych w Poznaniu, zapytana o szanse na pracę po szkole zawodowe. – Sama mam syna geodetę, skończył liceum, ale szybko się zreflektował, i poszedł do technikum dla dorosłych. Dziś ma 26 lat i świetną pracę w Łodzi, pracodawca tak potrzebował fachowców, że nawet opłaca mu mieszkanie. A z drugiej strony właśnie dostałam CV od dziewczyny: skończyła psychologię, a w doświadczeniu zawodowym ma wpisane m.in. kelnerka. Trzeba zawalczyć o zmianę opinii o szkolnictwie zawodowym, tak by młodzi ludzie uczyli się tego, co pozwoli im potem na godne życie – dodaje dyrektor Lorek.

– To fikcja, że naród może się składać z samych magistrów – komentuje z kolei Jerzy Miszczak, prezes Lubelskiej Izby Rzemieślniczej. Najlepiej przemawiają jednak dane dotyczące bezrobocia wśród absolwentów różnego rodzaju szkół. W woj. lubuskim pod koniec 2012 r. po roku od ukończenia nauki – o ile nie była ona kontynuowana – aż 54,4 proc. absolwentów liceów pozostawało bezrobotnych. Dużo lepiej radzili sobie absolwenci zawodówek – 27,4 proc., a najlepiej techników – bezrobotnych było tylko 18,2 proc. W woj. małopolskim bezrobotnych po zawodówce jest jeszcze mniej, bo zaledwie 13 proc., a w dolnośląskim 17 proc. W 2010 r. Urząd Pracy w Białymstoku przeprowadził badania, w trakcie których weryfikowano sytuację osób z wykształceniem zawodowym. Okazało się, że ponad 70 proc. absolwentów znajdowało pracę już w ciągu miesiąca od momentu rozpoczęcia poszukiwań. Tylko 1,4 proc. szukało zatrudnienia dłużej niż rok.

– Wiele tu zależy od samego młodego człowieka i jego determinacji. Ale nie bez powodu żartuje się, że po liceum to można co najwyżej pracować w fast foodzie – nie uwłaczając temu miejscu – opowiada Dominika Staniewicz z BCC.

Najnowsze dane o bezrobociu w Polsce nie pozostawiają wątpliwości: jego poziom jest najniższy na terenach, na których mieszka dużo osób z wykształceniem zawodowym. W woj. wielkopolskim (9,6 proc.) i śląskim (11,1 proc.). Na tych obszarach tradycja szkolnictwa zawodowego zachowała się najsilniej i w tych regionach tradycyjnie szacunek nadal wzbudzają osoby, które posiadają konkretne umiejętności. Z najnowszego wykazu zawodów deficytowych przygotowywanego przez resort pracy też przebija potrzeba fachowców. Zawody, w których praktycznie nie ma bezrobocia to: robotnik gospodarczy, technicy prac biurowych, opiekunowie osoby starszej, spawacze, monterzy ociepleń budynków, operatorzy obrabiarek sterowanych numerycznie, glazurnicy, ale także spedytorzy, floryści, biomasażyści, pielęgniarze opieki długoterminowej. Czyli zawody zarówno dla absolwentów techników, jak i zawodówek, dla mężczyzn i kobiet.

To oczywiście nie oznacza, że każde wykształcenie zawodowo-techniczne to automatycznie pewna praca. W woj. dolnośląskim aż 17 proc. absolwentów techników hotelarskich, trzy czwarte techników pojazdów samochodowych, co szósty technik informatyk i co piąty technik architektury krajobrazu rok po zakończeniu szkoły pozostają bez pracy. Zawodówki są OK. Ale tylko te z pomysłem na siebie.

Rekomendacje DGP

– Promocja kształcenia zawodowego wśród uczniów i rodziców jako ścieżki kariery równie atrakcyjnej jak wykształcenie wyższe;

– Poprawa doradztwa zawodowego na poziomie gimnazjów. Uczniowie wciąż nie wiedzą i nie rozumieją, jakie wykształcenie oferują im różne typy szkół.

– Systematyczny monitoring losów absolwentów szkół zawodowych i techników. W sytuacji gdy po ukończeniu szkoły mają problemy ze znalezieniem pracy – ograniczanie dalszego kształcenia w tym kierunku.

– Większa kontrola nad powstawaniem nowych szkół i nowych kierunków kształcenia: dopuszczenie do nich tylko wtedy, gdy zawody, jakie proponują, znajdują się na liście zawodów deficytowych w danym województwie.

– Regularne monitorowanie potrzeb pracodawców. Na tej podstawie prognozowanie przyszłych trendów na rynku pracy i dostosowywanie do nich oferty szkolnictwa zawodowego.

– Lokalność kształcenia: szkoły muszą być dostosowane do potrzeb danego rynku pracy, być blisko z nim związane.

– Podobnie jak w szkolnictwie wyższym stworzenie mechanizmu „kierunków/zawodów zamawianych”, które byłyby dodatkowo subsydiowane z budżetu państwa.

– Zwiększenie oferty w technikach dla kobiet.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • @@(2013-09-02 19:16) Odpowiedz 00

    ... odkrywcze; magister umarł już 5 lat temu ... wraz z sensem kształcenia się w szkółkach - biznesach ...

  • instruktor zawodu(2013-09-02 20:29) Odpowiedz 00

    Kiedyśne technikum czy to mechaniczne czy budowlane czy inne było inne niz dziś.czemu ? ot to reforna szkolnictwa nauczająca humanistyki niż fachu ,dlatego oto dziś lepsza jest zawodówka,ale i w zawodówkę humanisty ,zarządzacze i huk wie kto ,pazurki pchają by mieć robotę.najlepiej jak zmienią nazwy z techników czy zawodówek na ogólniaki .Żal mi tylko młodych ludzi.Przychodzi po 3 latach na warsztat i nie rozróżnia łożysk albo nie wie w którą stronę się nakrętkę odkręca to już trgedia .żal .podziękujmy humanistyce ,ekonomom .ciekawe kto będzie na nich robił ?walicie samobuja do własnej bramki.

  • zwykłyRP(2013-09-03 13:10) Odpowiedz 00

    W końcu ktoś poszedł po rozum do głowy. Szkoda, że tak późno i pół pokolenia młodych ludzi przez to ma teraz problemy. Już od dawna wszyscy normalnie myślący mówili, że nie w ilości a w jakości absolwentów z wyższym należy upatrywać dobrej przyszłości. Niestety wszystkie rządy począwszy od posolidarnościowych, poprzez postkomunistyczne, po dzisiejsze wszystko robiły by w świat szła wiadomość, ze u nas najwięcej studentów i ludzi z wyższym wykształceniem. A że przy okazji ich "jakość" poległa a tzw. etos studenta legł w gruzach to jakoś przemilczano. Kiedyś posiadanie wyższego wykształcenia a wcześniej bycie studentem było czymś za co należało się uznanie i szacunek. Teraz gdy niemal każdy może mieć dyplom bez względu na swe zdolności i umiejętności ten szacunek sięgnął dna. A co z maturą ? Kiedyś to był prawdziwy egzamin sprawdzający nie tylko wiedzę ale i zdolność do samodzielnego tworzenia. Teraz to jeszcze jeden z testów, którego naprawdę trudno nie zdać, o samodzielności i pomysłowości w myśleniu w ogóle nie mówiąc ( sławny "klucz maturalny" stosowany przez komisje egzaminacyjne utrącił niejednego zdolnego indywidualistę przepuszczając miernoty mające szczęście do poprawnych odpowiedzi ). A Skandalem jest ujawnione niedawno obniżanie poziomu trudności tego egzaminu by poprawić statystyki zdawalności !
    A chory pomysł z gimnazjami służący chyba jedynie temu by rozmnożyć miejsca pracy w oświacie, a nie po to by poprawić naukę naszych dzieci. Wszyscy specjaliści z małymi wyjątkami mówią o konieczności odejścia od tej reformy bo więcej przynosi szkód niż korzyści ( o ile w ogóle jakiekolwiek ? ). Kiedy z tym zrobi się porządek, nie mówiąc o niepisanej zmowie władz oświatowych z wydawcami - bo jak można tłumaczyć ciągłe zmiany programowe które sprowadzają się zmiany kilku akapitów w książkach, a już to prowadzi do niezastępowalności podręczników, czy tak szerokiego wachlarza podręczników z tego samego przedmiotu co doprowadza rodziców czasami niemal do bankructwa ( jak ktoś ma kilkoro dzieci i nie mogą one korzystać z książek starszego rodzeństwa to nóż w kieszeni sam się otwiera ). Za moich czasów był podręcznik, który miał na końcu rozdziałów zadania, które kompletne musiałem rozwiązywać w zeszycie. Książka i zeszyt z danego przedmiotu dawały powód do większego zaangażowania w naukę i dawały lepsze efekty niż dzisiejsze kilogramy książek i ćwiczeń. Obecne drukowane ćwiczenia redukują ten efekt podając częściowo gotowe tryby postepowania, oduczają samodzielnego myślenia od podstaw, nie mówiąc o tym że je też trzeba co roku kupić nowe ( ku zadowoleniu wydawców ).
    Było wiele reform po 89 roku, ale ta oświatowa obok reform zdrowotnych to najbardziej nieudane przedsięwzięcia władzy w niepodległej już Polsce.

  • kontra(2013-09-02 17:15) Odpowiedz 00

    W moim przekonaniu nauka w liceum to jest strata czasu. Absolwent liceum zdobywa wiedzę w zakresie humanistycznym której absolwent w praktyce nie wykorzysta w pracy zawodowej bo jest zbyt ograniczona. Jestem absolwentem technikum już na emeryturze i wiem jak wiedza którą posiadłem w technikum przydała mi się i to bardzo w pracy zawodowej. Nie chwaląc się że były przypadki gdy rozwiązywałem lepiej od inżyniera który mnie nadzorował po prostu dla tego ze nauczono mnie logicznie myśleć i stosować praktycznie wiedzę teoretyczną.

  • relikt gomulkowszczyzny(2013-09-02 14:25) Odpowiedz 00

    Setki kilometrow rowow melioracyjnych jest zarosnietych w kraju!
    Setki kiboli wymachuje palami na i po meczach! A gdyby tak z braku
    fachowcow od melioracji, wylapanych po zadymach kiboli ,skoszarowac
    na wzor ,,obozow junakow,, jak za okupacji dla mlodziezy polskiej
    tworzyli okupanci, dac im wyroki bez zawieszenia np.2 lata i wywiezc ich
    na laki i pola do fizycznej roboty z lopata w reku!!!, zamiast prac tzw.
    spoleczno-uzytecznych w miescie.Bylby po 2 latach spokoj i panstwo
    polskie unikneloby lokalnych powodzi i podtopien.Cel resocjalizacyjny
    bylby spelniony i pozytek dla lokalnej spolecznosci.

  • Milosnik PRL(2013-09-02 14:10) Odpowiedz 00

    Guru 122 ma calkowita racje!!!Ksztalcilem sie w technikum w latach
    szescdziesiatych ubieglego wieku.Po 3 klasie odbywalem praktyki zawodo-
    we w czsie wakacji (platne).Traktowany bylem jak pelnoprawny praco-
    wnik.Potrafilem dobrze czytac dokumentacje techniczne z zakresu budo-
    wnictwa i instalacji sanitarnych ( co, wod-kan i gaz ), a to dlatego,ze
    moim nauczycielem byl wykladowca Wyzszej Szkoly Inzynierskiej.
    Przez 35 lat nie mialem do czynienia w pracy z tym czego sie uczylem.
    Przyszlo mi w domu na wsi - ktory kupilem - wykonac instalacje kanaliza-
    cyjna i wodociagowa ( lacznie z lokalowka).I natychmiast rozrysowujac
    projekt wyswietlily mi sie wszystkie wiadomosci nabyte 35 lat wczesniej.
    Obecny fachowiec odbierajacy instalacje zapytal kto mi to wykonal.
    Byl ogromnie zdziwiony,ze ja sam.Tak wiec wszystko zalezy,czy nasze
    dzieci beda uczone przez fachowcow, czy tzw.artystow nauczania!!!
    Bo tych ostatnich w szkolach jest coraz wiecej a fachowcow brak.

  • .(2013-09-02 13:15) Odpowiedz 00

    cza na Józków Bąków, Kalembów Juniorów i Sobiesiakówny. Czas na europosłów umiejących grac w piłę, ale nie znających angielskiego.

    Czas na nas, moi młodzi przyjaciele.

  • odlatujący bocian(2013-09-02 13:14) Odpowiedz 00

    czas na znajomości, nepotyzm, kolesi, przydupasów, prezesów spółdzielni mieszkaniowych i młodzieżówki partyjne

  • obserwator(2013-09-02 12:24) Odpowiedz 00

    Mgr-y bez pracy, ofert na stanowiska robotnicze bez liku, a kto powiedział, że po studiach to tylko kierownik, urzędnik , działacz/nic nie wiedzący/ albo, że nie może stanąć na zautomatyzowanej komputerowo linii produkcyjnej.Jeżeli to nie odpowiada to niech zakładają swoje firmy , będzie szansa na wykazanie się wiedza,inwencją, zbija fortunę jak przeciętny ,,prywaciarz,, a przewaga polskich prywaciarzy to ludzie ze średnim technicznym, czy to Wam coś mówi, bo mnie tak ale ustawodawcom i wyrafinowanym pedagogom również/zwłaszcza z uczelni wyższych i pseudo wyższych/, ale milczą!

  • Anastazja(2013-09-02 12:21) Odpowiedz 00

    Pracę po zawodowce można dziś dostać dlatego bo jest bardzo mało absolwentów tych szkół.Wszyscy poszli na studia.Gdyby do zawodówek poszlo nie 25% tylko 70% absolwentów gimnazjów to bezrobocie w tej grupie byłoby nie 15% a 60%.Sama ukończyłam w tym roku Uniwersytet Medyczny i jestem dyplomowanym Diagnostą Medycznym. Czyli ścisła specjalizacja,bardzo konkretna wiedza. Wysłałam ponad 100 zapytań o pracę do większości miast w Polsce.Zero efektu.Szpitale maja długi,prywatne laboratoria zatrudniają emerytów jako tańszych.Jedyne wyjście jak w podobnych 2 mln przypadków -emigracja .Polska wydaje pieniądze na kształcenie niepotrzebnych tu specjalistów.Po co?
    By dać zatrudnienie milionom nauczycieli i wykładowców których duża grupa zasiada w parlamencie.

  • Sąsiadki Córka skończyła Stosunki Miedzynarodowe(2013-09-02 12:16) Odpowiedz 00

    ... Sąsiadka jest oburzona że MSZ nie przesyła oferty w jakiejś Placówce Dyplomatycznej córce...

    Nie oszukujmy się 3/4 tzw. "uczelni" traktowało ten spęd baranów do ostrzyżenia jako niezły biznes.

  • Fulla(2013-09-02 11:48) Odpowiedz 00

    Brak Wam pielegniarek, a te po studiach (Mgr.pielegniarka )najczesciej pchaja sie do pracy w przychodniach, najlepiej w rezepcji.
    Niemcy ksztalca pielegniarki ze specjalizacja, do pracy biurowej maja tz. "Pomoce lekarskie", a nie pielegniarki. W domach starcow pracuja "Pielegniarki dla ludzi starszych" (Altenpflegerin) ktore po 3 latach nauki zdaja egzamin panstwowy (pisemny, ustny i praktyczny) - one tez pracuja na rowni z pielegniarkami po maturze. Tutaj sie szanuje pracownika za umiejetnosci, wiedze , kulture osobista i kulture bycia.

  • Rotua(2013-09-02 11:32) Odpowiedz 00

    Chory system edukacyjna. Czlowiek bez Matury sie nieliczy?
    Nalezy sie otworzyc i dla absolwentow ZSZ. Zachod funkcjonuje ma fachowcow a absolwent po ZSZ ma otwarta droge do edukacji na Uniwersytecie. Taki studiujacy fachowiec otrzyma swiadectwo ukonczenia Studiow, z tym ze bez matury. Oczywiscie nie ma prawa sie ubiegac o tytul naukowy. Ale jest dobrym Fachowcem, z praktyka zawodowa, a nie tylko z wiadomosciami z podrecznikow.

  • inżynier(2013-09-02 10:46) Odpowiedz 00

    Oszołomiona jestem merytoryczną wiedzą i metodyką analizy problemu przez internautów.Gdzie jest pies pogrzebany ,że tego nie widzą nasi posłowie wybrani wolną naszą wolą?Przecież mają większość w sejmie ???Czy oni są z innej planety? nie mają dzieci ,wnuków, nie troszczą się o przyszłość najbliższych?wiecznie na świeczniku nie będą. Nepotyzm też ma granice a ludzie swoje myślenie.Czemu rząd jest w opozycji do społeczeństwa.Tego fenomenu nie mogę pojąć.

  • gram(2013-09-02 07:57) Odpowiedz 00

    ponad gimnazjalne ale ponadpodstawowe , ciekawe???

  • guru122(2013-09-02 10:45) Odpowiedz 00

    I durnym POlakom trzebabyło 20 lat i zmarnowanego pokolenia aby do tego dojść. A wystarczyło nie rozwalać tego co było i rozejrzeć się trochę po innych krajach i czerpać wzorce.

  • JakoTako(2013-09-02 10:06) Odpowiedz 00

    Pani Dominiko Staniewicz, "ekspercie" BCC, od początku lat 90 szkolnictwo zawodowe i techniczne popadało w kryzys gdyż w przeważającej większości prywatyzowano przedsiębiorstwa, które szybko upadały a wraz z nimi upadały szkoły tzw. przyzakładowe. Przykładem może być tutaj krakowski Elektromontaż. Chciałbym również Pani "Ekspert" przypomnieć, iż w latach 90 ubiegłego wieku funkcjonowanie szkół zawodowych mocno oparte było na praktykach zawodowych. Gdzie chce Pani dzisiaj organizować te praktyki?, jaki będzie miało sens przywrócenie do życia zawodówek i techników bez praktyk zawodowych?. Organizacja, dla której Pani pracuje oraz związki zrzeszające pracodawców promują (również na łamach GP) elastyczne formy zatrudnienia, a w nich jak wiadomo nie ma miejsca na praktyki, naukę itd.. Pani "Ekspert", proszę doradzić córkom, aby po ukończeniu gimnazjów wybrały zawód z przyszłością, a wiem, że np. branża mięsna przeżywa poważne problemy związane z niedoborem kadr. Gdyby córki zdecydowały się kształcić w kierunku rzeźniczym lub wędliniarskim miałby fach w ręku, nie musiałby podobnie jak Pani pracować dla BCC oraz jednocześnie w pocie czoła robić doktoratu (...).

  • 007KAL(2013-09-02 09:57) Odpowiedz 00

    Po PRL-u odziedziczyliśmy zupełnie sensowny system kształcenia. Jedynym głupawym pomysłem z "czasów dawno minionych" były dziesięciolatki.
    W III RP przyjęto kilka aksjomatów. Jednym z nich, to "na Zachodzie wszystko jest lepsze". Innym, że "PRL cuchnie ZSRR, więc nie przystoi, aby było po nim coś pozytywnego". Przy takich założeniach rozpoczęto reformy (czyt.rewoluję, a w zasadzie wiele rewolucji), których celem było spowodowanie, aby w Polsce była jedna (może dwie) elitarna uczenia kształcąca na poziomie światowym. Taka, co produkuje noblistów i super fachowców... Nasi współczesni nobliści to poeci i jeden rewolucjonista. Nikt nie był/jest inżynierem .. Super fachowcy po super uczelniach bardzo szybko znajdują pracę poza Polską, która - jako kolonia gospodarcza Świata - nie potrzebuje super fachowców... Tak przy okazji zmieniono definicję wyższego wykształenia, wprowadzono studia dwustopniowe (które były w PRL, ale się nie sprawdziły) i zadbano, aby uczniowie mieli zerową wiedzę z matematyki, fizyki i chemii. Nasi noblisci - w zdecydowanej większości - to poeci, więc generujmy poetów, będą nowi nobliści, a to jest najważniejsze.. Rewolucjonistów III RP nie potrzebuje, więc o nich zapomnijmy... Dalej jest tak jak widać. Szkolnictwo - zdaniem biurokratów różnego szczebla - to prosta maszyna do produkowania stadardowego absolwenta zdefiniowanego w Krajowych Ramach Kształcenia. Miara jakości produktu musi być łatwo mierzalna, więc KRK promuje testy (podobne jak te na prawo jazdy)... Efekty już widać - są podobne jak w szkoleniu kierowców..

  • Lutek(2013-09-02 18:51) Odpowiedz 00

    Popleram "Miłośnika PRL".Jestem w podobnej sytuacji.

  • mswk(2013-09-02 09:54) Odpowiedz 00

    przypomnijmy sobie 20-25 lat temu.
    kolejne pokolenie i taki sam problem.
    moja corka jest po technikum. ma 3 w 1 !!!
    pedagogow,psychologow,polonistow kraj naprodukowal :(

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama