Prace nad reformą szkolnictwa wyższego przygotowaną przez resort Jarosława Gowina są na finiszu. Projekt nowej ustawy znajduje się już w Sejmie.

Jego autorom trudno jednak zarzucić pośpiech. Konsultacje trwały długo i były prowadzone praktycznie ze wszystkimi środowiskami. W ich toku resort wprowadzał wiele zmian, a na etapie prac w komisji edukacji, nauki i młodzieży zarekomendował blisko 160 poprawek (w większości przyjętych przez posłów). Pomimo to nie uniknął zarzutów o likwidacji autonomii uczelni czy wolności badań naukowych. Eksperci mieli też zastrzeżenia do poziomu legislacji.

Nie wszystkie rozwiązania przewidziane w Konstytucji dla Nauki są jednak krytykowane.

– Dobrą stroną reformy jest wprowadzenie instytucji mediacji – mówi DGP prof. Jerzy Pisuliński, dziekan Wydziału Prawa i Administracji UJ.

Zgodnie z przepisami miałaby ona zastosowanie w sprawach dyscyplinarnych nauczycieli akademickich. Na mediację kierowałby rektor w sytuacji, gdy na skutek przewinienia dyscyplinarnego powstał spór między osobą obwinioną a pokrzywdzonym. Prowadzona byłaby jednak tylko wtedy, gdy zgodzą się na nią obie strony konfliktu.

– W postępowaniach dyscyplinarnych nauczycieli akademickich jest miejsce na mediację. Z punktu widzenia dziekana oraz każdego, kto zarządza ludźmi, istotne są wszystkie narzędzia sprzyjające łagodzeniu konfliktów. Jeżeli mediacja z powodzeniem funkcjonuje w sprawach karnych, to nie widzę przeszkód, by była wykorzystywana w zbliżonych do nich postępowaniach dyscyplinarnych – mówi prof. Pisuliński.

Duży mankament

Jak to zwykle bywa, diabeł tkwi w szczegółach. Przepis ustawy 2.0 stanowi, że mediację prowadzi nauczyciel akademicki wskazany przez rektora. Zdaniem ekspertów takie zawężenie nie ma uzasadnienia.

– Cieszę się, że stworzono ramy prawne do stosowania mediacji w szkolnictwie wyższym. Nie wiem tylko, czemu miałoby służyć ograniczenie w pełnieniu funkcji mediatora w postępowaniach dyscyplinarnych tylko do nauczycieli akademickich – mówi mediator Robert Boch.

W podobnym tonie wypowiada się też Cezary Jezierski, radca prawny, mediator, dyrektor Centrum Mediacji Gospodarczej przy KIRP. – Nie widzę powodu, dla którego takie ograniczenia w pełnieniu funkcji mediatora są wprowadzane. Osoba ze środowiska akademickiego na pewno zna jego specyfikę, jednak nie jest to cecha niezbędna do prowadzenia mediacji – mówi.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Istotne jest, żeby mediator był profesjonalistą. On nie musi specjalizować się w dziedzinie, której mediacja dotyczy. Ważne, żeby nie był hamulcowym – uzupełnia Bernard Książak, mediator, członek zarządu Polskiego Centrum Mediacji. W jego ocenie, jeżeli uzasadnieniem dla wprowadzenia wspomnianego ograniczenia miałaby być konieczność ochrony tajemnic jednostki naukowej, to warto zauważyć, że mediacja jest poufna, a mediator do poufności zobowiązany.

Jednak nie tylko zawodowi mediatorzy krytykują ten zapis. Profesor Pisuliński również nie znajduje dla niego uzasadnienia.

– Na wielu uczelniach, a nawet wydziałach nie ma zawodowych mediatorów wśród pracowników. Coraz więcej jest z kolei osób, które zawodowo zajmują się polubownym rozwiązywaniem sporów, które mogłyby z powodzeniem prowadzić mediację na uniwersytetach – uważa.

W jego ocenie w tym przypadku znajomość specyfiki uczelni nie jest niezbędna. – Przecież w szkołach wyższych występują konflikty, które praktycznie niczym nie różnią się od tych występujących gdzie indziej. Uczelnia to na pewno specyficzne miejsce, ale nie do tego stopnia – dodaje profesor.

Z kolei Marcin Chałupka, radca prawny, ekspert ds. szkolnictwa wyższego, ocenia, że dopuszczalność ustanowienia mediatorem tylko nauczyciela akademickiego może być odebrana jako sygnał, że uczelnie wolą prać swoje brudy we własnym gronie.

Pomoc specjalisty zawsze w cenie

Dlatego, w ocenie prof. Pisulińskiego, przepis powinien być bardziej elastyczny.

– Nauczyciele akademiccy, jeżeli tylko mają odpowiednie kompetencje, powinni być mediatorami. Nie widzę tutaj zagrożenia dla rzetelności postępowań. Warto byłoby jednak poszerzyć krąg osób uprawnionych o zawodowych mediatorów z zewnątrz – sugeruje.

Na kwestię odpowiedniego przygotowania zwraca także uwagę Robert Boch.

– Może się zdarzyć, że mediację będą prowadzić nauczyciele akademiccy, którzy nie mają do tego odpowiednich kompetencji. Tym samym nie będą oferowali stronom należytej jakości usług. Mediowanie nie jest łatwe. Jeżeli nie ma to być tylko rozmowa przy kawie, to ważne jest zaangażowanie profesjonalistów, którzy na tym się znają. Wiedza i doświadczenie są tu bardzo ważne – ocenia.

Podkreśla jednocześnie, że dla osoby spoza środowiska nie wszystko jest oczywiste, dlatego zadaje pytania, co może przynieść pozytywne skutki dla stron.

Bernard Książak zwraca z kolei uwagę, że dla mediatora wywodzącego się z danego środowiska zachowanie bezstronności to na pewno duże wyzwanie.

– Dlatego warto jest np. pracować parami. Polskie Centrum Mediacji promuje ten styl pracy, prowadząc mediacje wewnątrz różnych organizacji. Klienci podkreślają, że daje im to poczucie zachowania w większym stopniu zasady bezstronności i neutralności. Na uczelniach mogłoby to wyglądać tak, że jeden mediator byłby pracownikiem akademickim, a drugi specjalistą z zewnątrz – dodaje mediator.