statystyki

Szkoła życia: Czy edukacja domowa rozwiąże szkolne problemy

autor: Anna Wittenberg27.04.2018, 07:26; Aktualizacja: 27.04.2018, 10:46
Czy homeschooling jest właściwą odpowiedzią na problemy w edukacji?

Czy homeschooling jest właściwą odpowiedzią na problemy w edukacji?źródło: ShutterStock

Wzmacnia więzi rodzinne i pozwala się cieszyć wolnym czasem – czy edukacja domowa to antidotum na szkolne problemy?

W środowisku medycznym często do pacjenta podchodzi się metodą „nierozpieszczania”. Według tej teorii lepiej nie udzielać za wielu informacji, nie być zbyt miłym i pomocnym, bo im więcej się pacjentom poświęci czasu, tym więcej będą wymagać, a po co nam taki kłopot? To jest niepisana reguła, której duża część pracowników się podporządkowuje. Ja nie mam zamiaru. Czy to źle? Nie wydaje mi się. Oczywiście nie jestem jedyną miłą i pomocną pielęgniarką, ale wiele razy zdarzało mi się obserwować niechęć medyków do wyjścia naprzeciw potrzebom pacjenta, nawet jeśli kosztowałoby to zaledwie parę minut rozmowy i uśmiech, a także doradzanie podobnej postawy młodszym pracownikom – tak Kinga Lubańska, która od pierwszej klasy szkoły podstawowej do matury uczyła się w domu, odpowiada na pytanie, czy ma problemy z podporządkowaniem się normom społecznym. To wszak jeden ze stereotypów, z którym mierzą się absolwenci edukacji domowej. – Są też bardziej przykre kwestie: nieetyczne i nieprofesjonalne czyny i postawy, których się nie tylko nie piętnuje, ale nawet nie dostrzega. Taka zmowa milczenia. Jeśli szkoła uczy podporządkowania się takim niepisanym normom, to dziękuję.

Autentyczna wiedza

Edukacja domowa to alternatywny wobec klasowo-lekcyjnego sposób nauki. Jak przyznają rodzice, którzy wybierają edukację domową, chodzi o poszukiwanie autentyzmu, takiego modelu, w którym dziecko będzie najlepiej się rozwijać. Jedni decydują się na nią, bo uważają, że między treściami przekazywanymi w szkole i w domu jest sprzeczność. Inni są przekonani, że to najbardziej skuteczna forma nauczania, bo pozwala na pełną indywidualizację. Jeszcze inni uznają po prostu, że to rodzic, a nie państwo, jest odpowiedzialny za edukację dziecka.

W powojennej Polsce domowe kształcenie oficjalnie nie było możliwe do 1989 r. Do łask powróciło wraz z uwolnieniem rynku edukacyjnego. Początkowo stosowała tę formę jedynie garstka pionierów. Dziś uczniów realizujących program szkolny w domowym zaciszu jest 14 tys. Choć to tylko 0,3 proc. wszystkich, liczba wybierających taką formę rośnie z roku na rok – tylko między 2016 a 2017 r. o 26 pkt proc. Najwięcej, 12 tys., to dzieci z podstawówki. Z gimnazjów w taki sposób kształci się 907 uczniów, a z liceów – 556. Duża część tych uczniów to dzieci, które przebywają za granicą, a rodzicom zależy, by otrzymały polskie świadectwo.

Światowym liderem w homeschoolingu są Stany Zjednoczone. Tam domowa szkoła jest legalna we wszystkich stanach, a tę formę rodzice wybrali dla ok. 3 proc. wszystkich uczniów. To ponad 1,5 mln dzieci. Nie wszystkie kraje patrzą jednak przyjaźnie na edukację domową. Jest ona nielegalna np. w Niemczech – tam obowiązek szkolny trzeba spełniać w ławce. Za uchylanie się od niego grożą surowe kary.

W Polsce dziecko musi być zapisane do tradycyjnej szkoły. To jej dyrektor wyraża zgodę na to, by uczeń kształcił się w domu, i odpowiada za sprawdzenie jego wiedzy – co najmniej raz w roku musi zdać egzaminy z obowiązkowych przedmiotów. Egzaminują pedagodzy szkoły, do której uczeń jest zapisany. To podstawa do wystawienia cenzurki.

Co w międzyczasie? Ilu uczniów, tyle koncepcji. Edukacja domowa pozwala bardzo elastycznie dopasować się do dziecka. Zofia Olszowska, dziś studentka edukacji artystycznej na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, łącznie była w homeschoolingu przez trzy lata. Za pierwszym razem, w szóstej klasie, miała kłopoty z nauką matematyki. Przychodziła więc na zajęcia do pani, która nie dość, że uczyła ją tego przedmiotu, to jeszcze zabierała uczennicę na długie spacery, zainteresowała fotografią, lepiła z masy solnej. – Odkryłam rzeczy, które lubię robić do dziś. Kształcę się na nauczycielkę plastyki i sądzę, że to było jedno ze źródeł mojego wyboru – przekonuje.

Za drugim razem w homeschoolingu Zofia zaliczała liceum. Tym razem już ucząc się samodzielnie. – Zrezygnowałam ze szkoły po pierwszej klasie. Zainspirowały mnie obozy edukacyjne, kiedy dowiadywaliśmy się w terenie mnóstwa rzeczy, które normalnie trzeba przyswoić, siedząc w ławkach. Przekonałam się, że moim celem nie jest nauczenie się do matury, tylko zdobycie autentycznej wiedzy – wspomina. – Prawdę mówiąc, moi nauczyciele uznali, że nie poradzę sobie w domu, bo w szkole zawsze było mi trudno ze względu np. na dysleksję. Ja jednak się zawzięłam. Przez trzy miesiące, jeszcze zanim zrezygnowałam ze szkoły, układałam sobie plan, co chciałabym robić i z kim się uczyć. Na późniejszym etapie pomogła mi znajoma. Razem rozłożyłyśmy materiał, biorąc pod uwagę, które przedmioty mogę szybko zaliczyć, a na które potrzeba mi więcej czasu – dodaje.

Zofia do poszczególnych przedmiotów na własną rękę poszukiwała „mistrzów” – osób, które mogły pomóc jej przepracować trudniejsze tematy, wyjaśnić wątpliwości czy po prostu porozmawiać. – Okazało się, że tematy są dużo głębsze, niż omawiano je w szkole. Prosty przykład: na geografii w gimnazjum poznawałam rodzaje chmur. Kiedy wróciłam do nich już samodzielnie, zobaczyłam, że jest ich znacznie więcej. I tak było, czego bym się nie dotknęła – opowiada.

Nic dziwnego, że krytycy systemu formalnego szkolnictwa przekonują, że spłaszcza on obraz świata, zawęża horyzonty i uzależnia od opinii ekspertów. Praktyczny przykład? W swojej książce „Edukacja domowa. Edukacja przyszłości” podaje go Wiesław Stebnicki, ojciec piątki dzieci i gorący zwolennik homeschoolingu. „Tematem naszej pierwszej kłótni małżeńskiej (26 lat temu) było to, że Nancy zajadle broniła tego, że psy nie jedzą kości. Ja utrzymywałem, a miałem wcześniej do czynienia z wieloma psami, że jedzenie kości przez psy jest czymś zupełnie naturalnym – że psy kości jedzą, bo zawsze je jadły. W końcu zapytałem: – Co w takim razie psy jedzą? – Psy jedzą dog food – odparła Nancy. Ona przez całe życie naoglądała się pięknych, amerykańskich reklam jedzenia dla psa i do głowy jej nie przyszło, że ja mogę tę wiedzę zakwestionować. Opinia medialnych ekspertów była dla niej znacznie ważniejsza”.


Pozostało jeszcze 59% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • Polak(2018-04-29 16:22) Zgłoś naruszenie 00

    Przynajmniej prawdziwej polskiej i słowiańskiej historii będzie można swobodniej w domach uczyć

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane