Już wiosną ubiegłego roku było wiadomo, że ceny za wywóz odpadów muszą wzrosnąć. Wynikało to z podniesienia opłat marszałkowskich, czyli tego, co muszą płacić firmy za przyjęcie odpadów na składowisko. Niewiele gmin było jednak przygotowanych na aż tak znaczne podwyżki. W skrajnych sytuacjach pojawiają się nawet oferty trzykrotnie wyższe od tego, co dotychczas płaciły gminy. Tak stało się w podkarpackiej gminie Krzywcza, która od 1 lutego była zmuszona podnieść z 3,8 zł do 10,5 zł miesięczną opłatę za odbiór śmieci posortowanych (opłata za zmieszane wzrosła z 8 zł do 21 zł). Pierwszy przetarg urzędnicy unieważnili, licząc na to, że w drugim firmy zejdą z ceny. Tak się jednak nie stało. W kolejnym postępowaniu uzyskano cenę 563 tys. zł, podczas gdy dotychczas płacono niespełna 192 tys. zł.

Do trzech razy sztuka

Jak szacuje branża gospodarki odpadami, ok. 40 proc. przetargów jest unieważnianych z powodu tego, że złożone oferty przekraczają kwoty, jakie gminy planują przeznaczyć na wywóz śmieci.

– Przetargi są unieważniane, gdyż często budżety nie są określane na podstawie rynkowych stawek, a raczej na podstawie tego, ile zamawiający chciałby zapłacić za daną usługę, co jednak nie pozwala na pokrycie rynkowych cen. Co więcej, nierzadko budżety określane są na podstawie zdezaktualizowanych warunków z wcześniejszych lat – tłumaczy Leszek Zagórski, przewodniczący Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami.

Problem pojawia się zwłaszcza w mniejszych miasteczkach i gminach wiejskich. Część z nich poddaje się po drugim przetargu, inne organizują kolejne, licząc, że przedsiębiorcy w końcu zejdą z ceny. Na ten ostatni wariant zdecydowano się w Proszowicach, które rozpisują trzeci przetarg na odbiór odpadów. Poprzednie dwa unieważniono z powodu zbyt wysokich cen. Gmina zakładała na wywóz śmieci budżet w wysokości 1,2 mln zł, ale najtańsza oferta wyniosła 2,5 mln zł (kolejna była o 200 tys. droższa). Burmistrz ma jednak nadzieję, że w trzecim przetargu uda mu się uzyskać lepsze ceny.

– Firmy zajmujące się wywozem odpadów mogą bać się podwyżek stawek za ich składowanie w kolejnych latach i z tego powodu zawyżać ceny. Dlatego w nowym przetargu skracamy okres umowy do roku. Mamy nadzieję, że skłoni to przedsiębiorców do zaproponowania korzystniejszych cen – mówi burmistrz Proszowic Grzegorz Cichy.

– Podwyżki opłat dla mieszkańców nie da się uniknąć, ale mam nadzieję, że będą one niższe, niż wynikałoby z dwóch pierwszych przetargów – dodaje.

Podwyżki udało się natomiast uniknąć w innej małopolskiej gminie – Andrychowie. Tu również zorganizowano trzy przetargi i w ostatnim uzyskano cenę pozwalającą na zachowanie miesięcznych opłat na jednego mieszkańca w wysokości 10 zł za odpady posortowane i 18 zł za zmieszane.

Kto tu jest monopolistą

Andrychów jest jednak raczej wyjątkiem niż regułą. W zdecydowanej większości gmin opłaty już wzrosły albo też wzrosną w najbliższym czasie. Zazwyczaj podwyżki mieszczą się w widełkach od 30 do 80 proc., choć jak wynika ze wskazanych przykładów, mogą wynieść dużo więcej.

Firmy zajmujące się wywozem odpadów przekonują, że wzrosty cen wynikają z obiektywnych powodów, na które nie mają wpływu.

– Zmieniło się wiele – ponad pięciokrotnie wzrosły rok do roku opłaty marszałkowskie, a w następnych latach wzrosty będą jeszcze dotkliwsze. Zmieniły się też zasady selektywnej zbiórki, przez co w wielu gminach doszły dodatkowe frakcje do odbioru, co przekłada się na wyższe koszty, dodatkowe pojemniki, dodatkowe podjazdy śmieciarek. Znacznie wzrastają poziomy recyklingu, co z kolei oznacza wyższe koszty zagospodarowania odpadów, zaś w wyniku ograniczenia popytu chińskiego rynku spadły znacznie ceny surowców wtórnych. Na koniec znacznie wzrosły oczekiwania płacowe, a odbiór odpadów jest pracochłonnym zadaniem, wymagającym dużej liczby pracowników – wylicza Leszek Zagórski.

Nie przekonuje to wszystkich samorządowców. Z ich ust można usłyszeć zarzut wykorzystywania wzrostu kosztów do jeszcze większego zawyżania marży. Pojawiają się nawet sugestie zmów cenowych. Zdaniem Leszka Zagórskiego to krzywdzące i bezpodstawne.

– Każdy z operatorów działa w realiach rynkowych i by wygrać przetarg, musi zaoferować korzystną stawkę – zauważa.

Prywatne firmy odbijają piłeczkę, że to komunalne spółki zaczynają monopolizować rynek. Od początku 2017 r. mogą od macierzystych gmin dostawać zlecenia na wywóz odpadów z pominięciem procedur przetargowych (tzw. zamówienia in-house). I rzeczywiście w niektórych miastach spółki komunalne całkowicie wyparły z rynku prywatnych operatorów.

Co więcej, próbują przejmować także sąsiednie tereny. To już jednak wykracza poza dopuszczalne ramy prawne in-house. Tak przynajmniej wynika z wyroku Krajowej Izby Odwoławczej z 28 grudnia 2017 r. (sygn. akt KIO 2567/17) badającej zlecenie bez przetargu wywozu odpadów śmieci z gminy Ryglice. Zawarła ona porozumienie z Tarnowem, na mocy którego przekazała mu zadania własne związane z gospodarką odpadami. Tarnów zaś zlecił z wolnej ręki wywóz odpadów z Ryglic należącemu do siebie Miejskiemu Przedsiębiorstwu Gospodarki Komunalnej.

KIO uznała, że nie było podstaw prawnych do zastosowania procedury in-house. Odwołała się do rozstrzygnięcia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 13 czerwca 2013 r. (sprawa C-386/11), podkreślając, że współpraca publiczno-publiczna nie może skutkować zakłóceniem konkurencji na rynku.