Poniedziałkowy poranek rozpoczął się od mocnego uderzenia. Z samego rana funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali na zlecenie prokuratury trzech byłych i obecnych urzędników stołecznego magistratu. Zajmowali się oni sprawami reprywatyzacyjnymi. Zdaniem śledczych przyjmowali łapówki w zamian za działania mające na celu wydanie przez urząd korzystnych decyzji.

– Planowane są kolejne zatrzymania w związku z nieprawidłowościami przy zwrotach nieruchomości– zapowiadał minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Zatrzymania miały być jednak tylko przystawką przed daniem głównym – przesłuchaniem świadków przez komisję weryfikacyjną. Wczoraj zaczęła ona postępowanie w sprawie nieruchomości przy ul. Noakowskiego 16. To właśnie ten adres jest przez wielu określany mianem serca warszawskiej reprywatyzacji. A co za tym idzie – kluczowym miejscem rosnących patologii.

Reprywatyzacja warszawska

Reprywatyzacja warszawska

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Wiedziała, ale nic nie powiedziała

Decyzję o reprywatyzacji nieruchomości podjęto w 2003 r. za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego. W 2006 r. zawarty został potwierdzający to akt notarialny. Jednym z beneficjentów decyzji był Andrzej Waltz, mąż prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Sęk w tym, że od kilku lat mówi się głośno, iż zwrot kamienicy był najprawdopodobniej niesłuszny. Istnieją dokumenty, z których wynika, że tuż po wojnie budynek przy ul. Noakowskiego 16 został przejęty wskutek kradzieży pożydowskiego mienia. W ręce rodziny Andrzeja Waltza trafił od szmalcowników.

Celem wczorajszego przesłuchania było ustalenie, dlaczego prezydent Gronkiewicz-Waltz – wiedząc o nieprawidłowościach – nie zrobiła nic, by wzruszyć, a następnie zmienić decyzję zwrotową. Czy nie zrobiła tego, bo nie wiedziała o wątpliwościach, czy może by chronić rodzinny majątek?

Zdaniem świadków, którzy zeznawali przed komisją – prezydent Warszawy musiała wiedzieć o nieprawidłowościach. Wielokrotnie informowali ją o tym lokatorzy mieszkający przy ul. Noakowskiego 16. Sama prezydent zaś – jak zeznał były szef Biura Gospodarki Nieruchomościami Marcin Bajko – interesowała się losem kamienicy.

Gronkiewicz-Waltz miała kilkakrotnie prosić podległych jej urzędników o dostarczenie kompletu dokumentów. W nich powinna się zaś znajdować decyzja ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej z 16 marca 2012 r., w której wskazano, że w 1948 r. Leon Kalinowski został skazany na karę pięciu lat pozbawienia wolności za sfałszowanie aktów notarialnych i posługiwanie się nimi w celu nabycia nieruchomości położonych przy ul. Noakowskiego 10, 12 i 16.

Mówiąc krótko, prezydent Gronkiewicz-Waltz miała dostęp do dokumentu, z którego wynikało, że kamienica została przejęta bezprawnie.

Lokator wskazuje także na Lecha Kaczyńskiego

Sama Gronkiewicz-Waltz nie przyszła wczoraj na przesłuchanie, choć dostała na nie wezwanie. Stwierdziła, że odmawia zeznań z uwagi na to, że sprawa dotyczy bezpośrednio jej męża. Odmowa na tej podstawie jest zgodna z prawem. Nie kwestionował tego żaden z członków komisji. W wydanym dla mediów oświadczeniu prezydent stolicy podkreśliła, że w 2014 r. złożyła pismo w sprawie swoich wątpliwości co do decyzji z 2003 r. do wojewody, a w 2016 r. poinformowała samorządowe kolegium odwoławcze. To jednak – obiektywnie – było bez znaczenia dla sprawy, gdyż co do zasady decyzję z 2003 r. wzruszyć można było tylko do 2013 r. Podjęte działania były więc spóźnione.

Politycy Platformy Obywatelskiej podkreślali przed przesłuchaniem, że winę za zwrot nieruchomości ponosi przede wszystkim nieżyjący już Lech Kaczyński. Decyzja reprywatyzacyjna była wydana przecież przez jego administrację.

Członek komisji weryfikacyjnej z ramienia PiS Sebastian Kaleta przekonywał, że za prezydentury Kaczyńskiego nie można było wiedzieć o wątpliwościach. Te zostały ujawnione dopiero w 2007 r. – gdy u władzy była już Gronkiewicz-Waltz.

Narrację tę rozbił jednak świadek – lokator Krzysztof Lewandowski. Choć jego zdaniem winna w całej sprawie jest przede wszystkim obecna prezydent stolicy, to przyznał on zarazem, że o przekręcie można było wiedzieć już w chwili wydania decyzji zwrotowej lub krótko po tym. Wiedzieli o tym mieszkańcy kamienicy, którzy wtedy głośno mówili o sprawie. A usuwanie lokatorów z mieszkań przez nowych właścicieli zaczęło się jeszcze za rządów PiS w stolicy (konkretnie za Kazimierza Marcinkiewicza).

Kupić, wyremontować i sprzedać po 20 tys. zł

– Cała Polska mogła zobaczyć, że afera reprywatyzacyjna nie jest aferą jednej partii politycznej. Za rządów PiS wydawane były złe decyzje, a teraz politycy chcą zrzucić całą winę na Hannę Gronkiewicz-Waltz – uważa Robert Kropiwnicki, członek komisji weryfikacyjnej z ramienia PO.

Dziś odbędą się kolejne przesłuchania. W ciągu kilku tygodni zostanie wydana decyzja, czy rozstrzygnięcie zwrotowe z 2003 r. zostanie uchylone. Wszystko na to wskazuje, choć będzie to oznaczało nowe problemy.

W 2007 r. za 16 mln zł nieruchomość od beneficjentów decyzji nabył deweloper Phoenix Group. To właśnie właścicieli tego biznesu lokatorzy oskarżają o bezprawne działania mające na celu ich usunięcie z lokali. Phoenix specjalizuje się w odrestaurowywaniu zniszczonych kamienic, by następnie sprzedawać w nich mieszkania po ok. 20 tys. zł za mkw. Spółka na remont budynku przy ul. Noakowskiego 16 wydała ok. 30 mln zł. Jeśli zostanie pozbawiona własności nieruchomości (do tego prowadzić by mogła decyzja komisji weryfikacyjnej), najprawdopodobniej będzie walczyła o odszkodowanie od Skarbu Państwa w sądzie.

Właściciele Phoenixa przekonują, że kupowali nieruchomość w dobrej wierze. I nawet jeśli doszło do nieprawidłowości, to nie oni są im winni. A nie można nikogo wywłaszczyć bez odszkodowania.

Zwrot kamienicy przy ul. Noakowskiego 16 do zasobów miasta będzie miał znaczenie przede wszystkim symboliczne. Lokatorzy, którzy mieszkali pod tym adresem, dawno się już wyprowadzili. Przede wszystkim w wyniku drastycznych podwyżek czynszu, które wprowadził nowy właściciel.